wtorek, 18 stycznia 2011

legalizm


Wówczas uczeni w Piśmie
i faryzeusze
przyprowadzili do Niego kobietę
którą, dopiero co pochwycono
na cudzołóstwie,
a postawiwszy ją pośrodku,
powiedzieli do Niego:
Nauczycielu,
te kobietę dopiero co
pochwycono na cudzołóstwie.
W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować.
A ty co powiesz? (J. 8:4)

Można całe życie cytować Biblię z pamięci,
zapominając, co jest jej sednem.
Czytając ją, można stać się bezwzględnym legalistą,
wykorzystującym Słowo Boże
– ostrzejsze niż miecz obosieczny –
do niszczenia człowieka, zamiast inspirowania Chrystusem.
Można bronić „Bożego porządku wartości”,
gubiąc po drodze zasady miłości.
Owszem, miłość nieraz wykazuje się w dyscyplinowaniu,
ale nigdy w bezwzględnym (czytaj: pozbawionym miłości)
wymuszaniu posłuchu.
Legalizm pojawia się tam, gdzie zapominamy
o istocie chrześcijaństwa,
a zaczynamy pojmować religię według swoich wyobrażeń.
Jest o tyle niebezpieczny,
że działa poza naszą świadomością.
Przyzwyczajenie do zmawiania modlitw,
odśpiewywania pieśni i odkładania złotówek w kolektach,
wytykanie grzechów innych, nigdy swoich.
Mogę być przekonany, że służę Bogu
(podobnie zresztą jak faryzeusze),
a być ścianą pobielaną, żyjącą poza realnością Boga,
obłudnikiem, święcie przekonanym o swojej pobożności.
Bóg mówi o „ścisłym” przestrzeganiu Prawa,
ale tak łatwo zamienić to „ścisłe” w zewnętrzną formę,
nie docierając do sedna Bożej sprawy.
Legalizm objawia się znieczuleniem na głos Boży,
przestrzeganiem zasad religijnych,
bez przeżywania ich w swym sercu.
Prowadzi do śmierci duchowej.

Co się stało ze współczesnymi chrześcijanami,
że człowiek grzeszny stroni od nich i są ostatnimi,
do których by przyszedł?
Do Jezusa grzesznicy się garnęli,
a On bynajmniej ich nie głaskał, lecz napominał,
okazując przy tym miłosierdzie.
I tu leży problem legalistycznego chrześcijaństwa.
Nie ma w nim miejsca na miłość,
bo silniejszy jest strach przed zabrudzeniem czystych,
kościelnych ławek.

„Na pierwszy rzut oka legalizm wydaje się trudny w praktyce,
ale tak naprawdę wolność w Chrystusie
jest jeszcze trudniejszym sposobem życia.
Stosunkowo łatwo jest nie mordować,
trudniej jest wychodzić do ludzi z miłością.
Łatwo nie pójść do łóżka z żoną sąsiada,
trudniej jest pracować nad własnym małżeństwem.
Łatwo płacić podatki, trudniej jest usługiwać biednym.
Żyjąc w wolności,
muszę pozostawać otwarty na prowadzenie Ducha.
Jestem bardziej świadomy tego, co zaniedbałem,
niż tego, co osiągnąłem.
Nie mogę schować się za maską dobrego zachowania,
jak hipokryci,
nie mogę też wymigiwać się porównaniami
z innymi chrześcijanami”.
(za P. Yancey)

Zdecydowanie prościej jest przyłapując na cudzołóstwie
wyeliminować grzech razem z człowiekiem.
Trudniej wskazać na Chrystusa,
ze stanowczością, ale i z miłosierdziem mówiąc:
„Nie grzesz więcej”?

6 komentarzy:

  1. Dobrze napisane, zwrócił moją uwagę szczególnie ten fragment o grzesznych ludziach. Pozdrawiam :)!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to jest zawsze ostrzeżenie. Ludzie nas jednak obserwują. Co prawda, nikt nie jest doskonały, ale jak pisze apostoł Jan - nie można mówić, że kocha się Boga, którego się nie widzi, a nienawidzić swojego brata i bliźniego, którego się widzi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Legalizm - pół biedy. Gdyby tylko ci, którzy tak literalnego zastosowania prawa się domagali mogli powiedzieć, że równie literalnie sami się do niego stosowali. A tak nie było. Czyli znowu - nasz piękny ludzki brak konsekwencji.

    OdpowiedzUsuń
  4. CYTAT: "...Stosunkowo łatwo jest nie mordować,
    trudniej jest wychodzić do ludzi z miłością.
    Łatwo nie pójść do łóżka z żoną sąsiada,
    trudniej jest pracować nad własnym małżeństwem.
    Łatwo płacić podatki, trudniej jest usługiwać biednym....." Ten krótki fragment jest esencją obrazującą - jakże trafnie - postępowanie niektórych chrześcijan,uważających, że mają najlepszą prawdę- tylko niestety nie umieją zastosować jej w życiu.....przykre,ale prawdziwe....

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba faktycznie łatwo wpaść w taką faryzejską postawę. I to jest faktycznie tak, że przekłada się prawo ponad miłość do Boga i bliźniego. Możemy mieć świetną znajomość Biblii, ale nie rozumieć tego czego Jezus od nas oczekuje. Myślę, że warto się zatrzymywać i pytać na modlitwie: 'Panie Boże, czego ode mnie oczekujesz? I jak mam to zrobić?'. Działając na własną rękę, łatwo możemy się pogubić. Nawet jeśli wydaje nam się, że robimy Panu Bogu przysługę. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za spostrzeżenia.

    Szabat szalom!

    OdpowiedzUsuń