wtorek, 1 marca 2011

trzy pacjentki


Rehabilituję 3 pacjentki.
Wyróżnia je
różne podejście
do swojego zdrowia i życia.

P. Krystyna jest
po zawale mózgu.
Była 3 miesiące
pod moją opieką.
Gdy trafiła do szpitala, nie chodziła,
miała nawet trudność,
by przesiąść się z łóżka na wózek.
Bardzo znaczny niedowład połowiczy.
Ale chciała ćwiczyć.
Intensywnie.
Czekała na korytarzu z pytaniem:
„Panie Radku, idziemy już?”

Wczoraj wyszła ze szpitala.
Będzie kontynuować rehabilitację w innym ośrodku.
Wyszła…!!!
Sama, z niewielką asekuracją z mojej strony.
Jeszcze dużo pracy przed nią, ale miło patrzeć na taki postęp.

P.Irena złamała kręgosłup na poziomie L4.
Z niedowładem kończyn dolnych trafiła na oddział.
Początki rehabilitacji były trudne,
tym bardziej, że wspominała o eutanazji,
jako rozwiązaniu swego problemu.
Rozmawialiśmy.
Potem ćwiczyliśmy.
Dzisiaj chodzi o wysokim balkoniku.
Więcej w niej radości, optymizmu.

P.Wiesława została przyjęta na oddział neurologiczny już drugi raz.
Jest po drugim udarze mózgu.
Nie chce ćwiczyć
i ciężko o jakąkolwiek współpracę.
Uczę się cierpliwości,
bo chcę, by wyszła o własnych siłach ze szpitala.
Zdaje się jednak, że bardziej zależy mi niż p.Wiesi.
Na siłę nic nie zrobię.
Czekam, zachęcam, może zechce.


Nachodzi mnie analogia do człowieka.


Moje pacjentki mają trudną sytuację zdrowotną.
My, ludzie, podobnie.
Wszyscy bowiem zgrzeszyli i brak im chwały Bożej (Rzym.3:23).
Beznadziejna sytuacja!

A jednak…
Jedni są chętni, by wyzdrowieć,
i choć wyniki nie przychodzą od razu, jednak szukają…
i znajdują. Z czasem wstają na nogi i chodzą.

Jezus zawsze odpowiada na wołania o zdrowie.

Drudzy myślą, że nie warto.
Mają inny pomysł na życie, swój własny, autorski.
Ale, gdy tylko pozwolą sobie pomóc…
też zaczynają stawać na nogi... chodzić.
Inaczej. Piękniej.
Już z innej perspektywy patrzą na życie.

Inni oporni.
Jezus troszczy się o nich, bardziej niż oni o siebie.
Czeka.
Zawsze czeka.
Gotowy, by zacząć kurację.
Gotowy, by podać spragnionemu, ale wzbraniającemu się(!!!),
wody, która ożywia.

13 komentarzy:

  1. trafna analogia, daje dużo do myślenia. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie. I znowu - wielkość Boga przy jednoczesnym zaakcentowaniu wolności wyboru człowieka. Bóg nie zmusi. Bóg może pomóc, gdy człowiek sam zdecyduje się zrobić coś ze sobą. Pierwszy krok zawsze należy do człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Bracie Radku! Z radością, ale i smutkiem zarazem przeczytałem Twój post.Piękna jest Twoja służba Bogu i bliźniemu.Służba ta cały czas uczy cierpliwości i wytrwałości.Tak jak człowiek musi chcieć otworzyć swoje serce dla Boga i się nawrócić, tak też Twoi pacjenci muszą mieć siłę życia; muszą chcieć żyć w nowej rzeczywistości,spowodowanej chorobą...Niech Bóg Ci błogosławi w Twojej służbie. Niech ta służba przynosi Ci radość i owoce !

    OdpowiedzUsuń
  4. BÓG ZAWSZE CZEKA NA DECYZJĘ CZŁOWIEKA.BEZ NIEJ NIE ZROBI NIC.ON NIKOGO DO NICZEGO NIE ZMUSZA.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny post Radku. I tak też jest w życiu i tego samego doświadczam u nas w klubie dla dzieci i słyszę od starszych podobne historie. Jeszcze bym dołożyła inne podejście - wielu jest takich ludzi, którzy mają roszczeniową postawę wobec życia. Na zasadzie, że jeśli oni Tobie przedstawią swój problem, to Ty musisz koniecznie im we wszystkim pomóc - musisz! A sami ze swojej strony niewiele albo nic nie zrobią. I tak też, według Twojej analogii - dużo jest takich osób z podobnym podejściem do Boga - że On MUSI im dać, załatwić, za nich zrobić... Ale sami nie bardzo mają ochotę oddać Mu swojego życia - wykonać samemu tego kroku. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście przy takiej pracy, potrzeba wiele mądrości Bożej, by we właściwy sposób dać pomoc choremu, a jeszcze więcej potrzeba by takie ciężkie przypadki zachęcić, zmobilizować do współpracy. Wiem coś na ten temat, bo sam tej pomocy potrzebowałem w 2001 r, z tym, że żaden rehabilitant nie był mi nic wstanie pomóc. Przywiązywali mi tylko rękę i nogę do urządzeń, i tak kazali ćwiczyć. Efektów po kilkunastu dniach 0.
    Dopiero po modlitwach do Boga, lekarz zwrócił uwagę na moją niedolę i dał właściwą wskazówkę, co powinienem uczynić, by ruszyło co nieco do przodu. Niesamowite jaki Bóg jest wielki, już tego samego dnia był bardzo nikły ruch palca nogi i ręki.
    Dlatego życzę Ci wiele mądrości Bożej w podejmowaniu właściwych decyzji stosownie do choroby pacjenta.
    Masz możliwości zobaczyć na własne oczy, jak wiele można wykonać dobrej roboty jak pacjent współpracuje z rehabilitantem, a jeśli nie chce współpracować, to nic nie możesz dosłownie uczynić. Masz piękną analogię do tego ile może nas zrehabilitować Pan Bóg, jeśli współpracujemy z Nim, a jeśli nie, to 0.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała analogia i bardzo dobre zrozumienie,niech Cię Bóg dalej prowadzi w mądrości swojej.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzięki wszystkim za wpisy; że jesteście.
    To miłe!!!

    @Jan
    Janku, a jak teraz z Twoim zdrowiem?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest nieźle, bo chodzę o własnych siłach. Zostało tak jak to powiedział wtedy po moich modlitwach lekarz,
    tj. "to co wyćwiczysz na początku choroby, to jest twoje"
    I oczywiście tak zostało jak powiedział. Wszystko było spóźnione, przez brak w czas podjęcia właściwych w owym czasie decyzji. Zawalili lekarze i rehabilitanci - nikt nie wiedział co z moim przypadkiem zrobić, ponieważ takiego przypadku jak mój nie mieli jak są lekarzami, ani wcześniej nie słyszeli. Zbierali się komisyjnie profesorowie różnego kalibru i stwierdzili, że ten przypadek nie jest do wyleczenia. Rehabilitacji także wszędzie mi odmówiono - ich zdaniem mój stan w jakim się wtedy znajdowałem był na tyle beznadziejny, że nie widziano możliwości wyjścia z tego.
    Dlatego życzyłem Ci wiele mądrości Bożej i podejmowania właściwych decyzji co do przypadków z jakimi będziesz miał do czynienia. Dziś rozumiem, że można być wyuczonym na 6, ale jak Bóg nie da mądrości, to na nic się zda ta nauka ludzka, skoro na dany potrzebny moment nie będzie się tej mądrości umiało zastosować, tak jak to było w moim przypadku. Tylko dzięki Bogu chodzę o własnych siłach. Jednak spóźnienie z leczeniem pozostawiło niedoleczenie w czas i został częściowy niedowład prawej strony, nogi i reki.
    Jeśli odnieść ten przypadek do naszego zbawienia, to może być podobnie z naszymi sprawami duchowymi. Jak w czas gdy Bóg zapuka do naszego serca, by dać nam rehabilitację duchową, a nie podejmiemy u Niego leczenia, to możemy później kuleć duchowo do końca naszego życia, ponieważ na tyle będziemy chorzy duchowo, że nie będziemy w stanie do końca zrozumieć woli Bożej - to tak w skrócie o mnie.
    Nie wiem czy mnie pamiętasz ze spotkania u Marioli - był wtedy też Daniel.
    Pozdrawiam Janek

    OdpowiedzUsuń
  11. Janku, a co to była za przypadłość,
    że lekarze i rehabilitanci byli tacy bezradni?
    Mówisz o niedowładzie prawostronnym.
    To nie był udar mózgu?

    Cieszę się, że jednak jesteś samodzielny,
    niezależny od osób trzecich.
    Patrząc na wszystkie choroby, które dotykają dziś ludzi nieraz wołam w środku siebie:
    "Przyjdź Królestwo Twoje Boże".

    Pozdrawiam Cie ciepło!

    P.S.
    Spotkanie u Marioli pamiętam.
    Dwóch gości również.
    Siedziałeś po mojej lewicy.
    Pamiętam.

    OdpowiedzUsuń
  12. To nie był udar mózgu, ale kręgosłup - zmęczenie materiału, kłopoty na wysokości c-5 i c-6
    Skutki grzechu - chciałem się szybko dorobić.
    Wracałem często nad ranem z pracy, króciutka drzemka i odnowa do roboty - organizm nie wytrzymał.
    Błąd był w tym, że ja im mówiłem, że to z kręgosłupa, a ono mnie leczyli na głowę, a czas uciekał.
    Dość długi ucisk na wiązkę nerwów około 6 tygodni spowodował jak widać do tej pory blokadę sygnałów kontroli mózgu nad członkami. Noga jest w gorszym stanie, robi się chudsza, a przy zimnie, albo dłuższym marszu odmawia posłuszeństwa - objawia się to
    całkowitym brakiem władzy.

    OdpowiedzUsuń
  13. W jednym z Psalmow (nei pamietam juz ktorym) napisane jest, ze ''nawet oporni mieszkaja u Pana....' A my, ludzie, bysmy juz takich nieraz dawno wyrzucili, lub na nich machneli reka...

    Eva S

    OdpowiedzUsuń