sobota, 30 kwietnia 2011

lekcja zależności


Jeden z pastorów tak pisał,
o okresie w którym nabawił się
na poziomie lędźwiowym kręgosłupa
protruzji krążka międzykręgowego,
czyli tzw. wypadnięcia dysku,
gdzie lekarz nakazał mu
przez sześć tygodni leżeć
w bezruchu w łóżku:

„Byłem bezradny.
A także bardzo przerażony. Co to wszystko ma znaczyć? Jak mam opiekować się swoją rodziną? Co z kościołem? Byłem w nim jedynym pastorem i nie mogłem nic dla niego zrobić. Z czystej rozpaczy zacząłem się więc modlić. Otwierałem księgę adresową parafii i codziennie modliłem się za każdego członka wspólnoty. Zabierało mi prawie dwie godziny, ponieważ jednak nie mogłem robić nic innego, po prostu się modliłem. Nie pobożność mi to nakazywała, lecz nuda i frustracja. Wraz z upływem tygodni czas modlitwy stawał się jednak coraz bardziej słodki. Pewnego dnia, prawie pod koniec mojej rekonwalescencji, powiedziałem Panu: ‘Wiesz, było wspaniale, gdy byliśmy razem. Szkoda, że nie będę miał czasu, żeby to robić, kiedy wyzdrowieję’.

Odpowiedź Boga była szybka i bezceremonialna. Powiedział: „Ben, dokładnie tyle samo czasu masz, gdy jesteś zdrowy, jak wtedy, gdy jesteś chory. W każdym wypadku masz dwadzieścia cztery godziny na dobę. Kłopot w tym, że kiedy jesteś zdrowy, myślisz, że ty rządzisz. A gdy jesteś chory, to wiesz, że nie.”

1 komentarz:

  1. No, tak to z nami już jest, fajna i bardzo prawdziwa historia :)

    OdpowiedzUsuń