piątek, 22 kwietnia 2011

nie jest uczeń nad mistrza


I skłoniwszy głowę,
oddał ducha (J.19:30)


Straszny finał życia Syna Bożego.
Ukrzyżowany, konał w samotności,
opuszczony przez uczniów,
przez jednego z nich zdradzony,
wyszydzony przez ludzi,
których leczył i nauczał.
Nazywany Belzebubem
dręczony był nie tylko fizycznie,
a może nawet bardziej boleśnie
dręczony wrogim językiem, wzgardą, niezrozumieniem.
Ukrzyżowany… bo przyniósł dobro.
Ukrzyżowany z zawiści.

Świat nie toleruje tego co święte, co dobre,
co prawdomówne, co prawdą obnaża i uderza
w nasze „ja”, wygodę, schematy myśli i zachowań.

Nie jest uczeń nad mistrza – nauczał Jezus.
Kto opowie się całym sobą po stronie tych wartości
spotka go to, co spotkało Mistrza.

Jakub, Piotr, Paweł i wielu innych skończyło podobnie.
Naśladując Pana spotykali co rusz nieżyczliwych im ludzi,
Największe razy dostawali od ludzi religijnych.
Niezrozumiali i samotni byli również Boży prorocy,
choćby Jeremiasz chłostany i bity,
i co najsmutniejsze, niezrozumiały przez naród, który kochał.
Taka jest droga za Bogiem…

Żaden z namaszczonych Bożych ludzi nie doświadczał poklasku,
nie sprawował beztroskiej służby.
Wraz ze szczerą służbą Bogu przychodzi opór z zewnątrz.

Dlatego Paweł apostoł pisał, że przez wiele ucisków
trzeba nam wejść do królestwa Bożego.


Nie dziwmy się więc, kiedy idąc za Bogiem,
napotykamy przeciwności.
To jest nierozłączny element drogi za Chrystusem.

Trzeba odwagi i zaparcia, by wytrwać z Nim, aż do wykonał się ,
bo wcale nie jest łatwo, jak pierwsi uczniowie
cieszyć się, że jest się godnym cierpieć dla Imienia Jezusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz