środa, 20 kwietnia 2011

na ile podobny?


Arcykapłani wydali Go
przez zawiść,
…podburzyli tłum…
(Mar. 15:10)


Potem już tylko zabrzmiało straszne: „Ukrzyżuj go!”
Z każdym następnym krzykiem, głośniejsze…

Zadziwiające jest to, że Jezus,
lew z pokolenia Judy, jako baranek prowadzony na rzeź,
wybrał drogę słabości – wzgardy, poniżenia, bólu i cierpienia.
A przecież wystarczyłoby tylko jedno słowo,
by wstawiły się za Nim legiony aniołów Bożych,
w pył obracając całe to okrutne towarzystwo.
Jezus zaś wypowiedział więcej niż jedno słowo.
Kiedy jednak otworzył usta, nie przeklinał, a błogosławił.
Jak zwykle, pomyślał o innych.
Zapewnił opiekę swej matce,
obiecał łotrowi miejsce w raju,
prosił o przebaczenie dla tych, którzy Go mordowali!

Na krzyżu zabrzmiało echo słów Mistrza:
Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie,
niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie NAŚLADUJE.


Zdarzyło się (zdarza się), że mnie znieważono,
nieraz zadano mi bolesny cios.
Sięgam pamięcią i próbuję sobie przypomnieć,
o czym wówczas myślałem.
Na ile narzekałem i użalałem
nad zadaną mi niesprawiedliwością,
a na ile błogosławiłem?

Przy tych rozważaniach rodzi się we mnie pytanie:
„Na ile jestem do Niego podobny?”

1 komentarz:

  1. Czy ja też tak umiem? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że moja wiara jest raczej jak trzcina i jak ziarnko gorczycy, niż jak skała. Kim jestem? Bardziej lwicą czy mrówką? Wydaje mi się, że bardziej tym drugim. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń