niedziela, 24 kwietnia 2011

...a trzeciego dnia zmartwychwstał



Niedziela. Wczesny poranek. Maria Magdalena stanęła przed grobem [Jezusa] płacząc. Ciekawe, czy oprócz aniołów i Jezusa ktoś widział ją, jak płacze na grobem? Kilka lat po śmierci mojej babci Wandy, kiedy miałem 7 lat pojechaliśmy razem z moim kolegą na cmentarz. On poszedł nad grób swojej babci, ja nad grób mojej. Gdy wracaliśmy do domu, powiedział: „Widziałem starszą panią, która płakała gdy patrzyła, jak ja płaczę nad grobem babci”.

Maria płakała nad grobem Jezusa, bo opłakiwanie zmarłych jest ceną, którą płacimy za miłość. Maria była pełna miłości do Jezusa… Być może, gdy patrzył On na nią to wzruszył się w duchu i rozrzewnił, tak jak nad płaczącą Marią, gdy zmarł Łazarz.
Być może zapłakał, jak wspomniana pani nad płaczącym Rafałem.

Maria stoi nad grobem i „wylewa” łzy. Jezus został zabity i oprócz tego zniknęło Jego ciało. Zabrano Pana mego i nie wiem gdzie Go położono. Wreszcie za jej plecami staje Jezus. Maria odwraca się, ale nie rozpoznaje Mistrza. Jej rozpacz zakrywa słowa „a trzeciego dnia zmartwychwstanę”, smutek nie pozwala rozpoznać głosu Jezusa. Rozmawia z Nim, jak z ogrodnikiem: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go zabiorę. Powiedz mi gdzie Go położyłeś, a ja Go namaszczę olejkiem, okryję i z powrotem złożę do grobu”. Jak ona musiała wypowiadać te słowa? Jak bardzo prosząco. Wreszcie Jezus mówi: Mario! Ile razy Jezus zwracał się tak do niej? Maria rozpoznaje. Przechodzi z rozpaczy do radości, woła: Rabbuni!

Dziś, Pan Jezus zwraca się do nas, tak jak tam do Marii. Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy Mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną (Ap.3:20). „Wieczerzać”, greckie „deipneo” oznacza spożywanie wspólnego posiłku (kolacji, ale przede wszystkim obiadu). Z kim jadamy obiad, kolację? Jadamy z naszą najbliższą rodziną, czasami z zaproszonymi przyjaciółmi.
Jadamy z najbliższymi nam ludźmi.

Tak bliską relację chce mieć z nami Jezus. Najbliższa więź. Tylko usłysz Mój głos i otwórz Mi.

Dziś wspominamy najradośniejszy poranek w dziejach ludzkości. Poranek, który przyniósł zwycięstwo życia nad śmiercią. Jezus Chrystus, którego dziś wspominamy, ŻYJE!!!

Dlatego pochylam się nad sobą i zdaję sobie sprawę, że gdybym mówił o Chrystusie, a nie doświadczał Go w zwykłym dniu, nie rozmawiał z Nim, to moje chrześcijaństwo byłoby jedynie obyczajem, religią nakazów i zakazów, uprawianą czynnością. Stałoby się niejako przebywaniem w szczelnie zamkniętym pokoju, gdzie z czasem zabrakłoby tlenu.

Święto zmartwychwstania Pańskiego, które dziś obchodzimy, nawołuje, że trzeba otworzyć własne wnętrze i przewietrzyć swoje serca życiodajnym słowem Chrystusa, który dziś zwraca się do nas, jak kiedyś do Marii przy grobie. Święto to wzywa, do tego, by spotęgować w sobie słowo „jest”, odnoszące się do obecności Jezusa. Określamy bowiem tym słowem fakty, do których mamy różne przywiązanie. Używamy słowa „jest”, jako potwierdzenie tylko istnienia czegoś, jak i tym samym „jest” wyrażamy poczucie bliskiej więzi.

Pierwsi chrześcijanie wywodząc się głownie z ludzi nieuczonych
i prostych przeobrażali się w odważnie rozprawiających z Sanhedrynem (Dz. Ap.4:13).
Twarze ich emanowały anielskością (Dz. Ap. 6:15).
Rozpoznawano w nich uczniów Jezusa.
Słowo "jest" określało ich wieź z Chrystusem,
która nie pozwalała im zostać takimi samymi ludźmi.

A co robi Jezus z naszym życiem?
Jaki byłem gdy uwierzyłem, a jakie teraz jestem?
Co zmieniło się we mnie w minionym roku?
Jezus obiecał, że kto Go miłuje temu się objawi (Jan.14:21).
Objawia się poprzez przemiany w nas samych.
Jako kapłan chce przebywać w świątyni naszego ciała.
Warunek – nasza chęć i współpraca.
Otwarcie się na Jego pukanie, czasami łomot.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz