czwartek, 26 maja 2011

niepojęta

Pojechaliśmy kiedyś z mamą w Tatry.
Chciałem pokazać jej piękno gór, po których nierzadko
chodzi jej syn, a ona zawsze się martwi...
nie może się dodzwonić.
Była zima. Więc na Kasprowy wyjechaliśmy kolejką linową.
Nie wiele mama zobaczyła.
Mgła skutecznie skrywała
z jednej strony Świnicę i całą Orlą Perć,
z drugiej strony łagodniejsze
i bezpieczniejsze Czerwone Wierchy.
Pokazałem mamie początek bardzo prostego szlaku
z Kasprowego w stronę Świnicy.
Początek...
Oddaliłem się na moment
tak, że nie widziała mnie w gęstej mgle.

Usłyszałem troskliwe... powtarzane...: "Radku..."
wypełnione miłością zlaną ze strachem o syna.

Wróciłem.

"Chodźmy już..." - powiedziała miłość matki.


Czytam w dniu matki o miłości Ojca:
"Czy może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet gdyby zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie.
Oto wyryłem cię na obu dłoniach ,
twe mury są ustawicznie przede Mną".
(Iz.49:15n)


Za niepojętą miłość, dziękuję Abba, Ojcze.
Jak dobrze, że niepojętą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz