piątek, 22 lipca 2011

pobudzać do współzawodnictwa


W moim ogrodzie
spadły pierwsze jabłka
z jabłoni.
Już niedługo,
z całej jabłoni
będzie można
spożywać dojrzałe,
soczyste jabłka.

Jabłoń wydaje owoce,
które są korzyścią dla człowieka.
Daje pokarm w postaci jabłek,
które przynoszą orzeźwienie, dają witaminy.
Z tej ogrodowej jabłoni smakuje cała moja rodzinka.

Patrząc na jej owocowanie nachodzi mnie refleksja.
To co jest owocem w moim życiu też smakują człowiek...
bo tak działa owoc.

Dobry owoc smakuje. Zły owoc nie smakuje.
Dobry owoc buduje. Zły owoc rujnuje.
Owocem jest to,
jaki ja wywieram wpływ na środowisko w którym żyję.

Ap.Paweł pisząc do Koryntian pisze,
że ich gorliwość służeniu dla Pana pobudziła
i zachęciła innych do pracy dla Pana.
I tak wasza gorliwość pobudziła wielu
do współzawodnictwa (2Kor.9:2).

Tak to działa.
Wielu patrząc na gorliwość Koryntian zachęciło się
do takiej samej pracy, jaką czynili oni.
Tak, jak zapala się jedną świecę od drugiej,
tak możemy zapalać w sobie zapał pracy dla Pana Boga.

I tak jest…
Nieraz Pan Bóg działa w moim życiu
poprzez przykład moich przyjaciół.
Gdy patrzę, jak inni owocują, mnie to pobudza.
Pan Bóg zachęca i mobilizuje do pracy,
przez takie przykłady.
Niekoniecznie zaczynam robić wówczas to co oni,
ale pobudzony jestem robić to,
do czego ja zostałem powołany i czym mogę pobudzać innych.

Dlatego nachodzi mnie kolejna refleksja-pytanie…
Jak moje życie, zachowanie,
słowa, czyny wpływają na innych ludzi?
Czy pobudzam kogoś do współzawodnictwa,
o którym pisze Paweł apostoł?

3 komentarze:

  1. Nawet jak czasami się zastanowimy, czy moje działania inspirują innych... to potem dochodzi się do o wiele mniej optymistycznego wniosku - jak często deprymują, albo i gorszą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście zapał jest czymś co łatwo przechodzi na innych, przyjaciele inspirują do stawania się lepszymi, do szukania bliższej relacji z Bogiem. Widzimy coś dobrego i zaczynamy do tego dążyć.

    Zastanawiam się jednak nad tym wersetem, który został przytoczony 2 Kor 9:2. Bardzo razi mnie to słowo - współzawodnictwo. Zastanawiam się czy to jedynie niefortunne tłumaczenie w języku polskim. Kojarzy mi się ono negatywnie. Jeżeli współzawodniczę, to chcę pokazać, że jestem lepsza od kogoś, daję rzeczywiście może i wszystko z siebie, żeby jak najlepiej wypaść. Tak jest w sporcie, w uproszczony sposób to przedstawiając.
    Wydawałoby się, że wśród osób wierzących raczej współzawodnictwa nie powinno być. Bo przecież jesteśmy jednym ciałem zbudowanym z wielu członków. Co by było jakby uszy czy stopy konkurowaly z palcami, kto weźmie długopis i będzie pisał:)

    Tak więc zastanawiam się czy Ap. Paweł tak chciał zachęcić do większej gorliwości Koryntian grając trochę na ich dumie. Nastepnie zastanawiałam się, jak Bóg spogląda na wykonywanie tzw dobrych czynów z pobudek dość egoistycznych. Jak pomogę, to poczuję się lepiej, zrobię coś co należy robić, będę mieć wyższe poczucie własnej wartości i dobrze wypadne w oczach innych. Jaka jest nasza prawdziwa motywacja kiedy slużymy Panu i innym? Pan patrzy na serce (1 Samuel 16:7).

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Cię Aniu.
    W takim rozumieniu, o którym piszesz,
    faktycznie, współzawodnictwo nie powinno mieć miejsca. Ja czytam ten tekst w świetle pozytywnej zachęty, wzajemnego się pobudzenia.
    Najtrafniejszym tłumaczeniem byłoby "pobudzić" lub "zachęcić".

    W tekście greckim użyto tu natomiast słowa "erethidzo" - podrażnić, pobudzić, rozniecić, rozjątrzyć.

    W Nowym Przymierzu słowo to użyte zostało tylko raz jeszcze, również przez Pawła apostoła w Kol.3:21 w całkiem innym kontekście
    i znaczeniu.

    OdpowiedzUsuń