sobota, 29 stycznia 2011

dwie historie życia


co innego
wspinać się jak mrówka
taszcząc na grzbiecie
niebotyczną górę
by w końcu na jej grzbiecie
- uff co za ulga -
zrzucić ciężar do stóp
wyolbrzymieć
podłożyć sobie Giewont pod głowę
i z twarzą zwróconą
ku cudownym obłokom
pozwolić zmęczeniu by spływało w doliny

a co innego
musnąć helikopterem
siedem wzgórz
zatrzymać się na dłużej na ostatnim
i leżąc z głową w obłokach
dziwić się czemu
wszędzie
jednakowo nudno

J.Baran

wtorek, 25 stycznia 2011

nie grzesz


Kiedy to usłyszeli,
jeden po drugim zaczęli odchodzić,
poczynając od starszych,
aż do ostatnich.
Pozostał tylko Jezus
i kobieta,
stojąca na środku.
Wówczas Jezus podniósłszy się
rzekł do niej:
Kobieto, gdzież oni są?
Nikt cię nie potępił?
A ona odrzekła: Nikt, Panie!
Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam.

Idź i nie grzesz więcej
(J.8:9nn)


Bóg często działa bez naszej woli,
ale nigdy wbrew naszej woli.
Nie łamie naszej wolności,
bo stworzył w nas wolną wolę,
abyśmy świadomie dokonywali wyborów.
Każdy ma wybór.
Bóg może wskazać właściwą drogę
- posługując się ludźmi, wydarzeniem, swoim Słowem... -
po czy pozostawi nam drogę wyboru, tego czego pragniemy.
Bóg nie łamie woli człowieka.
Mówi do nas, jak Jezus do cudzołożnicy
"idź i nie grzesz więcej"
ale to czy się posłuchamy, zależy od nas.

Kiedy mam złe pragnienie sprawdza się moja wola.
Grzech zniewala, nieraz zwycięża.
Jednak do Kaina Bóg powiedział:
Grzech leży u wrót i czyha na ciebie,
a przecież ty masz nad nim panować. (Rdz.4:7)

Niestety, nie zawsze potrafię zapanować.

Przez to wiem, że diabeł uderzy cię w twarz twoim grzechem.
Oskarży, zechce zdeptać.
Bóg przez grzech wskaże ci,
że chcąc być silny w Chrystusie musisz doświadczyć,
jak słaby jesteś bez Niego.
Wskaże zwycięstwo, kiedy dostrzeżesz swoją słabość.
Z tobą zrobi wszystko. Bez ciebie nic.

I jeszcze jedno.

Pocieszająca jest myśl, którą unaocznia Jezus przy spotkaniu
z grzeszną prostytutką i świętymi, uczonymi w Piśmie:
„Odpuszczam każdą dobrowolnie wyznaną winę,
LECZ obnażam każdą skrytą”.

No właśnie.
Tylko czy jest ona dla mnie pociechą, czy może przestrogą?

sobota, 22 stycznia 2011

subiektywizm


Mówili to
wystawiając Go na próbę,
aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus schyliwszy się
pisał palcem po ziemi.
A kiedy
w dalszym ciągu Go pytali,
podniósł się i rzekł do nich:
Kto z was jest bez grzechu,
niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.
(J.8:6n)


Poranek święta Sukkot.
Jezus zszedł z Góry Oliwnej i naucza w świątyni.
Nauczanie przerywa zbliżający się
głos zdyscyplinowanych w przestrzeganiu
nawet najmniejszej litery Prawa,
ubranych w pobożne szaty faryzeuszy i uczonych w Piśmie.
To ci, którzy nazwali się Perishajja,
czyli „oddzielonymi” od wszystkiego co bezbożne i nieczyste.
To ci co nazwali się haberim - „towarzysze”,
czyniąc się elitarną grupą w Izraelu.
Idą do Jezusa i do szarej masy podążającego za Nim ludu,
aby wykazać Jemu i temu motłochowi ich marność.
Idą do tych, których pogardliwie nazwali
am ha’ares – „ludem ziemi”.
Idą do tych, z którymi nie mieli
i nie chcieli mieć żadnej styczności.
Trzeba jednak wykazać błąd.
Wreszcie trzeba wykazać fałszywość tego Nauczyciela,
którego zwą Mesjaszem.

Jeszcze jedno.

Między sobą prowadzą zapłakaną kobietę,
którą pochwycili na cudzołóstwie.
Przyśpieszają kroku, bo już nie mogą się doczekać,
jak teraz odpowie na ich pytanie ten Nauczyciel...
od siedmiu boleści.

Odsuwają stojący tłum
i wypychają przed Jezusa skuloną kobietę.
Jej bladość była przerażająca, jak jej strach.
Wydawała jakieś dziwne głosy,
ale wyraźnie słychać było tylko płacz.
Grzech jest grzechem.
Za późno na pokutę.
Zakon mówi śmierć!!!
Zanim jednak zaprowadzimy ją przed Sanhedryn,
trzeba zobaczyć co powie ten ich Jezus.
Przy okazji zamanifestujemy nasze gorliwe
przywiązanie do Prawa.


Jezus spojrzał na leżącą u jego stóp kobietę,
po czym podniósł wzrok na stojące przed nim surowe,
dumne i pełne „cnoty” twarze.

W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamieniować.
A ty co powiesz?

Jezus pochyliwszy się zaczął pisać palcem na piasku.

Ci którzy oddalają się od Ciebie,
będą zapisani na ziemi,
bo opuścili źródło żywej wody (Jer. 17:13).


Wreszcie wstał i dał im odpowiedź, której nie przewidzieli:
Kto z was jest bez grzechu,
niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.


Doskonała odpowiedź, która nie sprzeciwiła się Torze,
a dała ułaskawienie kobiecie jednocześnie
potępiając jej grzech (idź i nie grzesz więcej),
uczyniła o wiele więcej.
Obwarowane sumienia faryzeuszy popękały
dostrzegając grzech w swoich żywicielach.
Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu,
to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.
Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy,
czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki
(1 Jan.1:8, 10).


Słuchałem kiedyś kazania pt. „Mój i twój faryzeizm”.
Miałem zbieżne myśli z mówcą.
Jakże blisko krążyły wówczas myśli:
„O, to powinien wziąć sobie do serca tamten!
Tylko czy weźmie?”.

Jakże łatwo, słuchając słów przestrogi,
karmić się jednocześnie tym, przed czym słowa te przestrzegają.
Paweł apostoł napisał:
Jeśli zaś sami siebie osądzamy, nie będziemy sądzeni (1Kor.11:31).
Jakże łatwo się czyta.
A kiedy odejdziesz od słów
„większość ludzi jest subiektywna w stosunku do siebie
i obiektywna w stosunku do wszystkich innych;
niekiedy aż za bardzo obiektywna”(S. Kierkegaard).

Pycha i jej dziecko – złudna myśl o sobie –
mają do zaoferowania tylko kamienie,
bez świadomości, że same zasługują na kamienie.

Obym odrobił lekcję.

I powtórnie schyliwszy się, pisał po ziemi.
(J.8:8)

wtorek, 18 stycznia 2011

legalizm


Wówczas uczeni w Piśmie
i faryzeusze
przyprowadzili do Niego kobietę
którą, dopiero co pochwycono
na cudzołóstwie,
a postawiwszy ją pośrodku,
powiedzieli do Niego:
Nauczycielu,
te kobietę dopiero co
pochwycono na cudzołóstwie.
W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować.
A ty co powiesz? (J. 8:4)

Można całe życie cytować Biblię z pamięci,
zapominając, co jest jej sednem.
Czytając ją, można stać się bezwzględnym legalistą,
wykorzystującym Słowo Boże
– ostrzejsze niż miecz obosieczny –
do niszczenia człowieka, zamiast inspirowania Chrystusem.
Można bronić „Bożego porządku wartości”,
gubiąc po drodze zasady miłości.
Owszem, miłość nieraz wykazuje się w dyscyplinowaniu,
ale nigdy w bezwzględnym (czytaj: pozbawionym miłości)
wymuszaniu posłuchu.
Legalizm pojawia się tam, gdzie zapominamy
o istocie chrześcijaństwa,
a zaczynamy pojmować religię według swoich wyobrażeń.
Jest o tyle niebezpieczny,
że działa poza naszą świadomością.
Przyzwyczajenie do zmawiania modlitw,
odśpiewywania pieśni i odkładania złotówek w kolektach,
wytykanie grzechów innych, nigdy swoich.
Mogę być przekonany, że służę Bogu
(podobnie zresztą jak faryzeusze),
a być ścianą pobielaną, żyjącą poza realnością Boga,
obłudnikiem, święcie przekonanym o swojej pobożności.
Bóg mówi o „ścisłym” przestrzeganiu Prawa,
ale tak łatwo zamienić to „ścisłe” w zewnętrzną formę,
nie docierając do sedna Bożej sprawy.
Legalizm objawia się znieczuleniem na głos Boży,
przestrzeganiem zasad religijnych,
bez przeżywania ich w swym sercu.
Prowadzi do śmierci duchowej.

Co się stało ze współczesnymi chrześcijanami,
że człowiek grzeszny stroni od nich i są ostatnimi,
do których by przyszedł?
Do Jezusa grzesznicy się garnęli,
a On bynajmniej ich nie głaskał, lecz napominał,
okazując przy tym miłosierdzie.
I tu leży problem legalistycznego chrześcijaństwa.
Nie ma w nim miejsca na miłość,
bo silniejszy jest strach przed zabrudzeniem czystych,
kościelnych ławek.

„Na pierwszy rzut oka legalizm wydaje się trudny w praktyce,
ale tak naprawdę wolność w Chrystusie
jest jeszcze trudniejszym sposobem życia.
Stosunkowo łatwo jest nie mordować,
trudniej jest wychodzić do ludzi z miłością.
Łatwo nie pójść do łóżka z żoną sąsiada,
trudniej jest pracować nad własnym małżeństwem.
Łatwo płacić podatki, trudniej jest usługiwać biednym.
Żyjąc w wolności,
muszę pozostawać otwarty na prowadzenie Ducha.
Jestem bardziej świadomy tego, co zaniedbałem,
niż tego, co osiągnąłem.
Nie mogę schować się za maską dobrego zachowania,
jak hipokryci,
nie mogę też wymigiwać się porównaniami
z innymi chrześcijanami”.
(za P. Yancey)

Zdecydowanie prościej jest przyłapując na cudzołóstwie
wyeliminować grzech razem z człowiekiem.
Trudniej wskazać na Chrystusa,
ze stanowczością, ale i z miłosierdziem mówiąc:
„Nie grzesz więcej”?

poniedziałek, 17 stycznia 2011

nienawiść


Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia -
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna -
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia -
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.

W. Szymborska

Jeśliby ktoś mówił: "Miłuję Boga",
a brata swego nienawidził, jest kłamcą,
albowiem kto nie miłuje brata swego,
którego widzi, nie może miłować Boga,
którego nie widzi.
(1J.4:20)

czwartek, 13 stycznia 2011

poza Chrystusem


Chrześcijaństwo bez relacji
z Chrystusem
staje się na ogół
teoretyczne i martwe.
Człowiek będzie się spełniał
w dyskusjach, dociekaniach,
nabywaniu wiedzy,
ale ciągle będzie jak
ten, który pije,
ale cięgle pragnie,
spożywa,
ale nadal łaknie.
Chrześcijaństwo poza partnerstwem z Jezusem
staje się obyczajem,
religią nakazów i zakazów,
czynnością którą uprawiamy.
Jest jak przebywaniem za szybą,
w szczelnie zamkniętym pokoju,
gdzie z czasem zabraknie tlenu
i przebywający w nim zaśnie.
Chrześcijaństwo poza więzią z Chrystusem
zwykle zamyka się w jedyne najjezusowsze kościoły,
gdzie o Chrystusie się uczy,
zamiast uczyć się Chrystusa.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Modlitwa bez tytułu III

Ciekawe
że przed Tobą
Nieskończenie Świętym
nie wstyd mi
wstydzić się za moje życie
Natomiast
przebywając wśród innych
podobnie przecież
niedoskonałych
robię wszystko aby postrzegano mnie
lepszym
niż jestem w istocie

T.Żółtko

sobota, 8 stycznia 2011

zaskoczony wiarą


Panie, nie trudź się,
bo nie jestem godzien,
abyś wszedł pod dach mój.
I dlatego ja sam nie uważałem się
za godnego przyjść do Ciebie.
Lecz powiedz słowo,
a mój sługa będzie uzdrowiony.
(Łuk. 7:6n)


Setnik zaskoczył swoją wiarą Jezusa.
W czym tkwi wielkość jego wiary?

Setnik rozumie prosto:
„Skoro ja sprawuję władzę,
i mówię podwładnemu „idź” to ten idzie;
innemu mówię „zrób to” i on to robi.
Wydaje rozkaz i wszystko dzieje się według rozkazu.
Tak i Jezus nie musi przychodzić pod mój dach,
bo grzeszny jestem człowiek.
Ale wystarczy, że wyda rozkaz
i mój sługa odzyska zdrowie”.

Taka prostota w myśleniu i wierze
podoba się Ojcu i Synowi.

„Poproszę o wydanie rozkazu,
a jeśli rozkaz zostanie wydany przez Jezusa,
mój sługa odzyska zdrowie.
Rozkaz Jezusa = sprawa załatwiona.”

Urzeka mnie w ewangelicznych przykładach uzdrowień,
że ich chorzy bohaterowie mają po prostu wiarę
według której dokonują się w ich życiu cuda.
Tu nie ma mowy, czy jest to według woli Bożej czy nie jest.
W tych przypadkach to pytanie nie jest na miejscu.
Wolą Bożą jest wiara tych ludzi, na którą Bóg chętnie odpowiada.

Prostota:
„jeśli nie staniecie się, jak dzieci!”
Jezus chce, abyśmy nauczyli się od dzieci ich prostoty myślenia.
Dziecko, jeżeli coś od rodzica usłyszy to uwierzy.
Nie zastanawia się nad tym
„czy to możliwe?”, „czy, aby na pewno?”
tylko przyjmuje słowo swoich rodziców, jako pewnik. Z wiarą.
Takiego przyjęcia Słowa oczekuje od nas Bóg.
Nie tylko usłyszenie słowa, nie tylko zrozumienia słowa,
ale również, nade wszystko PRZYJĘCIA Słowa.

Setnik zadziwił Jezusa swoją wiarą.
Byli i tacy, którzy zadziwili Jezusa swoim niedowiarstwem
– wówczas Jezus nie mógł zdziałać żadnego cudu
(zob. Mar.6:5n).
Tak, jak setnik zaskoczył Jezusa swoją wiarą,
tak Nazarejczycy zaskoczyli go swoim niewiarą!

Obyśmy nie zaskakiwali Pana w ten sposób.

wtorek, 4 stycznia 2011

uśmiech


I biorąc je w objęcia,
kładł na nie ręce
i błogosławił je
(Mar. 10:16).


Czy Pan Jezus się uśmiechał?
Uśmiechał się,
był człowiekiem pogodnego usposobienia.
Skąd to wiemy?
W żadnej bowiem z Ewangelii
ani w pozostałych pismach Nowego Przymierza
nie znajdujemy wzmianki o Jezusie uśmiechniętym.
Autorzy Ewangelii wspominają Jezusa
płaczącego i smucącego się.
Jednak nikt z nich nie zaznaczył,
że Jezus się uśmiechał.
Tylko św. Łukasz wspomniał,
że rozradował się Jezus w Duchu Świętym (Łuk.10:21).

Jezus musiał być pogodnej twarzy,
bo garnęły się do Niego dzieci,
które tulił i trzymał na swych kolanach.

Żadne dziecko nie garnie się do ponuraka.

Uśmiech jest szczególnym darem Bożym.
Uśmiech daje szczęście, o którym nie można powiedzieć,
że jest albo go nie ma, że straciłem szczęście.
Szczęścia się nie traci.
Szczęścia się nie zyskuje.
Szczęście się tworzy.
Szczęście jest zależne od nas samych.
H. Keller, amerykańska głuchoniewidoma pisarka,
po latach, gdy nauczyła się alfabetu Braille’a, zapisała,
że „wielu ludzi ma mylne pojęcie o tym, czym jest szczęście.
Nie osiąga się go przez samozadowolenie,
ale dzięki wierności szczytnym celom”.

Jedną z dróg do szczęścia jest uśmiech.
Jerzy Liebert, poeta okresu międzywojennego napisał:
„W uśmiechu zbroja”.
Niektórzy ludzie mają potężną zbroję.

Radość serca wychodzi na zdrowie,
duch przygnębiony wysusza kości(Prz. 17:12)

– spostrzegł Salomon.

Jednak i ten Boży dar można zabrudzić, zdeptać.
Uśmiech może być bowiem fałszywy,
ironiczny, szyderczy, upokarzający, nawet wrogi.

Szukajmy uśmiechu, radości i pogody ducha Jezusa,
by jak Jezus umieć się jeszcze rozradować,
otwierając swój pancerzyk dumy i powagi;
więcej – umieć być przygotowanym,
by rozradować się w Duchu Świętym.

Chrześcijanin jest pogodnym człowiekiem.

sobota, 1 stycznia 2011

życzenia

Nasyć nas od rana swą łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze
mogli się radować i cieszyć.
Ps. 90:14


Przemieniającej myśli, słowa, uczynki,
wskazującej istotę naszej drogi za Chrystusem
łaski Bożej
życzę wszystkim u progu Nowego Roku.

By Jezus prawdziwe miał do nas dostęp,
pomimo, że uderzy zapewne, nieraz w nasze schematy myślowe.