środa, 28 września 2011

mowa duszy


Jezus, przebywając
w jakimś miejscu,
modlił się,
a kiedy skończył,
rzekł jeden
z uczniów do Niego:
Panie, naucz nas
modlić się
(Łuk. 11:1).


Czym jest modlitwa?
Dzieciom tłumaczymy, że to rozmowa z Bogiem.
To prawda, ale modlitwa jest czymś o wiele większym.
Dawid w jednym ze swych psalmów pisze, że Bóg wie,
co powiemy, zanim wypowiemy jakiekolwiek słowo.
W modlitwie nie chodzi więc o słowo.
Słowo stoi na drugim planie.
W modlitwie chodzi o coś więcej – chodzi o serce.
Modlitwa jest szukaniem Boga sercem,
to rozmowa z Bogiem sercem.
W sercu dochodzi do kontaktu człowieka z Bogiem
i do pogłębiania tej więzi.
W sercu zaczyna się życie duchowe,
kiedy Bóg i człowiek tam się spotkają.
Dawid modlił się:
O Tobie mówi moje serce:„Szukaj Jego oblicza!”
Szukam, o Panie, Twojego oblicza (Ps.27:8).

Pan Bóg potwierdza tę drogę społeczności z Nim:
Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie,
albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca (Jer.29:13).


Jezus uczył takiej modlitwy.
Po męczącym dniu szedł na rozmowę z Ojcem.
Ta rozmowa była ważniejsza niż odpoczynek.
Ona sama była odpoczynkiem.
Ja po męczącym dniu zamieniam parę słów z Bogiem i idę spać.
Postanawiam więc modlić się wcześniej niż przed samym snem.
Rano Jezus też wstawał przed wszystkimi, aby się modlić.
Ciekawe, skąd czerpał siły
na te ekstremalne czasowo spotkania z Ojcem?
I tu nie mogę się usprawiedliwiać,
tylko z pokorą przyjąć naukę Jezusa,
że tyle znajdę czasu i siły na modlitwę,
na ile jest ona dla mnie autentycznym spotkaniem
z żywym Bogiem, którego kocham.
A to wcale nie jest takie oczywiste.
Czasami to spotkanie mogę zamienić na rozmowę
z sufitem mojego pokoju,
kiedy modląc się wieczorem, myślami jestem w łóżku,
modląc się rano – w pracy .

(fragment z "Prawda głodna odwagi")

wtorek, 27 września 2011

modlitwa Hioba

Panie naucz mnie milczeć
naucz milczeć mój język
i moje wargi
Naucz milczeć moje serce
Naucz mnie nie odpowiadać
na źle postawione pytania
i fałszywe oskarżenia
Naucz mnie milczeć
nawet kiedy mówię

Naucz mnie milczeć
kiedy chcę krzyczeć
kiedy milczenie boli
Naucz mnie nie skarżyć się
nie mówić o zmienności życia
jak ciężkie ono
jak mało w nim wszelkiego sensu

Naucz mnie sensu milczenia
i milczenia sensu

Naucz mnie abym i w śmierci milczał
bo są tacy których śmierć
krzyczy zawczasu do samego nieba

Naucz mnie modlitwy
która jest tęsknotą
i o nic nie prosi

Naucz mnie milczeć
zwłaszcza wobec tych
których kocham
niech nigdy słowo
od nich mnie nie rozdzieli

Naucz mnie milczenia
chorego zwierzęcia
milczenia chmury deszczu trawy
milczenia wieczoru i nocy
milczenia dobroci
i wdzięczności
Panie naucz mnie milczenia snu
milczenia wszystkich moich umarłych

Naucz mnie Panie
swojego
najgłębszego milczenia


Anna Kamieńska

sobota, 24 września 2011

szepty Boga


Zdarzyło się
w latach siedemdziesiątych,
gdy na rynku nie było
jeszcze stroików do gitary,
a ja próbowałem swych sił
jako muzyk
(nawiasem mówiąc,
mimo upływu lat
wciąż czekam na rozwój kariery)
i przygotowywałem się właśnie do występu
na zjeździe młodzieżowym. W tamtych czasach,
aby nastroić gitarę, należało dopasować
do siebie brzmienie sąsiadujących strun.
Wprawdzie nie było to przesadnie trudne zadanie,
ale inny biorący udział w imprezie zespół radził sobie
podczas próby dźwięku naprawdę nieźle.
Mój skromny Martin wypadał blado w konfrontacji
z potężnymi wzmacniaczami Marshalla
należącymi do tych napędzonych adrenaliną krzykaczy.
Przysuwałem ucho coraz bliżej otworu rezonansowego
i jednocześnie szarpałem struny najmocniej jak tylko potrafiłem,
ale ryki konkurentów wciąż niweczyły moje najlepsze starania.
Wtedy wpadłem na pomysł, aby ucho położyć
na świerkowym pudle mojego instrumentu.
Gdy tak zrobiłem, rockmani mogli podkręcać
swoje wzmacniacze do oporu, a ja mimo to słyszałem
brzmienie swojego akustyka – wyraźne, pełne słodkie.
Tak samo jest z Bogiem. Jeśli On chce nam coś przekazać,
z nikim nie konkuruje, nie walczy o naszą niepodzielną uwagę.
Często daje tylko drobny sygnał, który łatwo zignorować,
jeśli nie rozpozna się Źródła. Pan szepcze delikatnym głosem,
który wręcz zaprasza nas do tego, abyśmy uchem
– a nawet całym swoim życiem – przylgnęli do Jego ust.
(za W.Cordeiro)


Bóg przemawia… szepcze.
Jego głos jest jak delikatny powiew wiatru,
łagodny, subtelny, ciepły, pełen czystości i głębokości.
Kiedy jestem przygotowany by słuchać, przeszywa.
Nierzadko jest jednak w opozycji do moich wyuczonych zachowań,
schematów myślowych, uderzający w moje wyrywające się
do głosu „ja”. Nierzadko również, to krzykliwe „ja”
zagłusza Boży szept, szczególnie wówczas,
kiedy w porywie emocji nie zdążę się zatrzymać
i posłuchać o tym, co i jak powinienem powiedzieć.
Kiedy jednak przykładam ucho do Jego ust,
dzieją się rzeczy niezwykłe.
Dzięki szeptowi Boga poznałem półtora roku temu Lidzię.
Wówczas chorą na anoreksję, niepokojąco zbliżającą się
ku najgorszemu. Dziś zdrową kobietę, pełną pokoju i ufności.
Dzięki takim szeptom wydarzyło się wiele niezwykłych rzeczy.

W taki sposób Bóg kładzie swoją rękę na dziecka ramieniu
i mówi: „jestem BLISKO”.

wtorek, 20 września 2011

chrześcijanin?

Chrześcijanin powinien być człowiekiem nieprzeciętnym.
Mądrym, subtelnym i prawym. Chrześcijanin musi
rozumieć życie. Umieć usłyszeć człowieka obok,
aniżeli tylko do niego mówić. Jego cel to przyszłość.
On nie podlega "owczym pędom". Dla niego Ewangelia
to coś więcej niż niedzielne kazanie. Chrześcijanin
to świetny przyjaciel, maż, pracownik, człowiek
umiejący się zachować w każdej sytuacji.
Chrześcijanin może być niezrozumiały,
ale swoją nową naturą, powinien zmuszać do refleksji.

poniedziałek, 12 września 2011

24/7



Syloe
5 listopada zaśpiewa w Chrzanowie.
Godz. 15.30. Sala teatralna chrzanowskiego Domu Kultury.

Niezwykła muzyka z niezwykłym słowem.

piątek, 9 września 2011

istota chrześcijaństwa


Istota chrześcijaństwa
nie polega na wierze
w bezduszne dogmaty,
ani nie polega na życiu
pod ciężarem
nakazów i zakazów,
zasad postępowań
i innych sztywnych reguł.
Chrześcijaństwo to nie wizyty w kościele
ani nie słowa, myśli, czy gesty
a żywa i prawdziwa, osobista więź z Jezusem.
Gdy brak relacji ze zmartwychwstałym Panem
nie ma mowy o chrześcijaństwie,
nawet gdy zna się to imię i je wypowiada.
Chrześcijaństwo bez relacji z Chrystusem staje się
teoretyczne i martwe.
Człowiek będzie się spełniał w pracy, w domu,
w obowiązkach codziennych, ale ciągle będzie jak ten,
który pije, a mimo wciąż pragnie,
spożywa, lecz nadal łaknie.

Kiedyś Jezus zawołał donośnym głosem…
I dziś woła…

Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie
– niech przyjdzie do Mnie i pije!
Jak rzekło Pismo:
Rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza.
(J.7:37n)

sobota, 3 września 2011

...wyznanie


Znasz mnie, Ojcze, lepiej,
niż ja samego siebie.
Masz więcej cierpliwości do mnie,
niż ja sam do siebie.
Kiedy zawodzę i kolejny raz
powtarzam te same głupstwa,
Ty ciągle mi ufasz,
wyciągasz swoją rękę
i kładziesz ją na mym ramieniu.
Wychowujesz mało pojętnego syna,
do którego nieraz tak skutecznie
dociera ogrom Twego miłosierdzia,
że płacze i łzami wypowiada swoje wyznanie,
że największym jego szczęściem jesteś Ty.
Słowo „wielka” to za mało,
by określić Twoją miłość.

Tęsknię za czasem, kiedy spotkam się z Tobą w świecie,
którego nie widziało moje oko.

Dziś zaś przeczucie tego, że jesteś we mnie, jest jak tlen.
Tlen, który niesie życie.
Nowe życie.

czwartek, 1 września 2011

wyznawajcie grzechy


Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugim
i módlcie się jedni
za drugich,
abyście byli uzdrowieni. (Jak.5:16)


To Boża droga, do skutecznej walki z grzechem.

„Wyznawać” (grec. exomologeo) – to w dosłownym tłumaczeniu
„mówić to samo”, „zgadzać się”.
Kiedy wyznaję swój grzech społecznie mówię o nim to samo,
co mówi o nim Bóg.

Zastanawiam się, jak częste we współczesnym kościele
są takie społeczności?
Sam uczestniczyłem w kilku tylko.
Warunkowało ja zaufanie względem siebie
wszystkich zgromadzonych.
Wyznawane były wówczas konkretne grzechy, z imienia.
Społeczności te cechowała pokora i uniżenie przed Bogiem.
Modlitwa i wezwanie na pomoc tego, który silniejszy jest
od ciemnych sfer naszego życia.

Jak mocno przeczuwaliśmy wówczas obecność
przechadzającego się wewnątrz nas dobrego Ojca...


Obserwowalnym trendem jest też jednak
inna forma wyznawania grzechów...
Na pozór podobna do zalecania jakubowego…

„Wyznawajcie tedy grzechy jedni drugich…”

Wyznawanie grzechów cudzych. Nie swoich.

Zmieniona tylko głoska niesie za sobą gorycz zranienia,
nieufność we wspólnotach, gdzie jako chrześcijanie
mamy stanowić jedno ciało. Wówczas "jedno ciało"
staje się tylko słowem-terminem, nic nie znaczącym frazesem.