wtorek, 29 listopada 2011

ufność

Przez niespełna trzy miesiące
rehabilitowałem
panią Krystynę.
Zaczynaliśmy od całkowitego,
niezdiagnozowanego,
niedowładu kończyn dolnych.
Po okresie wspólnej pracy
udało nam się częściowo
uruchomić kończyny dolne
i stanąć na prostych nogach
przy wysokim balkoniku. Zapewne udało by się więcej, ale
na przeszkodzie stał strach i brak ufności pacjenta, że
nie upadnie, że jest asekurowany, że rehabilitacja wymaga czasu.
Przebijałem się przez tą barierą utrudniającą wydobycie
całego potencjału do ćwiczeń.
Gdy czułem się już zrezygnowany,
myślałem o Bogu, który analogicznie,
nierzadko natrafia na mur mojego braku ufności,
że to, jak prowadzi, choć nieraz niezrozumiałe,
jest dla mnie najlepsze.
Dopiero czyniąc retrospekcję mojego życia,
widzę głęboki sens chwil, kiedy wydawało się, że Bóg milczy,
a On, „ratował” moje życie.
Stosunkowo o wiele dłużej i przypuszczam,
że też i trudniej, zajmuje Mu uczenie mnie ufności
względem Niego i Jego prowadzenia,
niż mnie kosztowało to względem pani Krysi.
To, czego – mam nadzieję – choć trochę, jednak się nauczyłem,
jest fakt, że ufność Bogu się opłaca,
nawet, albo przede wszystkim, w okolicznościach,
kiedy wydaje się postawą nieznośnie trudną do przyjęcia.

piątek, 25 listopada 2011

pytania o Boga

Najczęstsze pytania,
jakie zadają osoby,
z którymi rozmawiam
o nadchodzącym, innym,
obiecanym świecie, to pytania
o tu i teraz, o ten świat:
„Gdzie jest Bóg, kiedy tyle chorób, kataklizmów?
Gdzie jest Bóg, kiedy umierają niewinni ludzie…, małe dzieci?”

Spróbowałem nie dawno zmierzyć się z tymi pytaniami.
Też…, sam sobie odpowiedzieć.
Zastanowić się, by móc bardziej zaufać.
Napisałem małą broszurkę o tytule: „Gdzie się podział Bóg?”
starając się odpowiedzieć, choć po trosze na te trudne,
odwieczne ludzkie pytania, które od wielu setek lat zadają ludzie.
Rozumiem jednak, że kiedy ból dotyka nas, czy jeszcze gorzej,
dotyka naszych najbliższych, kiedy nic nie możemy zrobić,
rodzą się automatycznie pytania: „Boże, gdzie jesteś?
Czemu nie reagujesz?” Choć w zasadzie, pytanie powinno brzmieć:
„Kościele, gdzie jesteś?” bowiem,
jeżeli kościół wypełniłby swoje zadania,
powierzone Mu przez Boga, niesienia pomocy i pociechy
zranionym i potrzebującym, to pytania typu
„Gdzie się podział Bóg?”nie byłby zadawane
z taką nachalnością. Wszyscy wiedzieliby wówczas,
gdzie jest Bóg, kiedy cierpią ludzie.
Jest w człowieku służącemu „jęczącemu w bólach” światu.

Czytając Ewangelię, obserwując Jezusa Chrystusa, który mówi
o Sobie: „Kto mnie widzi, widzi także i Ojca (J.14:9)”
widzę, że nie można rzucać sądów na Boga na podstawie nieszczęść,
które dotykają nas, naszych bliskich i ludzi w ogóle.
Odpowiedzią na wszystkie pytania dotyczące cierpienia
jest osoba Jezusa Chrystusa właśnie.
On, Boży Syn, obraz Boga Niewidzialnego przyszedł na ziemię
i nie przyniósł choroby, ale uzdrowienie,
nie przyniósł śmierci, ale życie, nie przyniósł bólu, ale ukojenie.
W ten sposób pokazał czego chce dla świata Bóg.
Kiedy wreszcie opuścił ziemię, obiecał, że powróci
i odnowi tą skażoną ziemię,
przywróci ją do stanu zamierzonego przez Boga.

Z życia Jezusa nie dowiemy się dlaczego trzęsienia ziemi
nawiedzają te miejsca kuli ziemskiej, które nawiedzają,
ani dlaczego choroba o nazwie wywołującej przerażenie
zabija jednego człowieka, drugiego omijając.
Dowiemy się za to, że to jak wygląda dzisiejszy świat
nie jest wolą Bożą i Jemu to, co dzieje się na ziemi
też się nie podoba. Patrząc na Jezusa widzimy co czuje Bóg,
gdy patrzy na nieszczęścia, przez które przechodzą ludzie.

Więc patrzę, jak zachowuję się Jezus spoglądając
na zapłakane siostry po śmierci swego brata,
jak reaguje na wdowę, która utraciła swego jedynego syna.
Czytam Ewangelię i widzę spływające łzy po Jego policzkach,
smutek i wzruszenie.

Twarz Jezusa to twarz Boga, a twarz ta jest zalana łzami.

Po czym, nie czekając zbyt długo, Jezus czynił uzdrowienie,
wskrzeszał, dawał nowe życie. Za to wszystko świat go ukrzyżował.
Ukrzyżowali Go źli ludzie.
Ale i nasze grzechy wbijały gwoździe w Jego ciało.

On obiecał jednak, że przyjdzie znowu
i rozpocznie nową erę w dziejach ludzkości
o której Jan objawiciel zapisał:

„I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już nie będzie.
Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już nie będzie,
bo pierwsze rzeczy przeminęły”.

Po czym dodał: „Słowa te wiarygodne są i prawdziwe”.

niedziela, 20 listopada 2011

łaska spływająca w najgłębsze doliny

Od pewnego czasu rozmawiam z koleżanką w pracy na temat Bożej ręki wyciągniętej
do wszystkich ludzi.
Nie narzucając się,
wyczuwając lęk pójścia
w nieznane, staram się
mówić jej o łasce spływającej
w najgłębsze doliny. Ostatnia nasza rozmowa była dla mnie nie pierwszą już obserwacją tego, jak nieznana jest dzisiaj prawda
o Bożej łasce skierowanej do upadłych i niegodnych, małych ludzi.
W pewnym momencie odpowiedziała na moje słowa:
„Wiem, że wiele mi pokazujesz, ale ja czuję się niegodna.
Jestem zbytnią grzesznicą”.

NIEGODNA, by przyjąć Boga.

Jezus zaś przyszedł nie do tego co ma się dobrze, ale do tego co chore i niegodne właśnie.

Ten kto czuje się zdrowy, godny i dobrze mu z takim samopoczuciem jest o krok, by odrzucić Bożą łaską. To właśnie postawa niegodności, jest postawą nad którą pochyla się Boży Syn. Tyle, że ta postawa nie może uczynić nas obojętnych na Bożą miłość, a raczej pokierować do pokory i skruchy przed szukającym człowieka Ojcem.

Przy pierwszym spotkaniu z Chrystusem, Piotr przypadł Mu
do kolan, mówiąc:
„Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”.

Piotr również czuł się niegodny. Spotkanie z Bożym Synem spowodowało u niego poczucie braku własnej wartości.

Rekcją Jezusa były przewijające się przez całą Biblię słowa:
„Nie bój się”.

Od tamten pory zaczęło się nowe życie Piotra,
w wędrówce za Jezusem.

Być może, tak jak dla mojej partnerki z pracy,
trudność w otworzeniu serca na Boga
leży w poczuciu swojej niegodności właśnie.
Może przyczyną tego jest nie dostrzeganie różnicy
między czasem zakonu, a obecnym czasem łaski.
Prowadzi to wówczas do przekonania,
że opowiadając się, na serio, za Jezusem, jednocześnie uchybiając
w czymś, jesteśmy odrzucani na wieki
i stajemy się jeszcze bardziej niegodni.
Obserwuję, że nierzadko ludzie mylą chrześcijaństwo
z literą prawa, pozbawioną osobistej relacji z Chrystusem,
a skupiającą się na bezwzględnym
i suchym przestrzeganiu zakazów i nakazów
narzucanym przez ich kongregację/kościół.
W tym wszystkim zanika gdzieś przekaz o cudownej Bożej łasce
i przebaczeniu naszych chwil taplania się błocie grzechu.

Każdy może przyjść do Chrystusa. Nie ma ludzi tak niegodnych,
aby nie mogli zawołać: „Jezu, przemień moje życie”.
Dlatego nie ma na co czekać.
Bóg poprzez Jezusa daje nam przebaczenie,
jedna nas ze Sobą, nadaje nowy sens dla naszego życia.
Cały czas wyciąga swe ręce, bo
On kocha ludzi z uwagi na swój, a nie nasz charakter.

To Jego łaska, która wciąż zdumiewa i zadziwia,
bo stoi w opozycji do intuicji,
że za popełnione przestępstwa trzeba zapłacić cenę.

W przypowieści o synu marnotrawnym Jezus opowiada o ojcu, który nie bacząc na powszechne drwiny ludzi i złośliwe komentarze swego starszego syna puszcza się biegiem na spotkanie syna, który roztrwonił połowę majątku rodzinnego odwróciwszy się od niego, aby go uścisnąć i powiedzieć, jak bardzo, niezmiennie go kocha.

To właśnie Boża łaska. To, co najlepsze może zrobić człowiek,
to ją przyjąć i na nią odpowiedzieć.

niedziela, 13 listopada 2011

jaki jest Bóg?


Ludzie dorastają
z różnymi teoriami
na temat tego,
jaki jest Bóg.
Niejeden wyobraża sobie Boga,
jako kogoś mieszkającego
gdzieś w dalekim niebie,
o głosie, jak grzmot,
który od miłości woli strach i respekt.
Natomiast Bóg jest bliżej nas, niż nam się wydaje.
Zbliżył się do nas w osobie Jezusa Chrystusa.
Jezus objawił nam Boga, jako naszego Ojca, Abbę (czyli Tatusia).
„Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” – powiedział.
Tak więc, jaki jest Jezus, taki jest Bóg.
Kiedy więc mamy wątpliwości,
jaki jest Bóg, jaki jest Jego charakter,
spoglądajmy na Jezusa szukając w Nim odpowiedzi.
Gdy szukasz więc odpowiedzi,
czy Bóg przeznaczył ludzi cierpiących i płaczących
na życie w nieszczęściu, spójrz na słowa Jezusa z kazania na górze.
Kiedy zadajesz sobie pytanie, czy Bóg troszczy się o ciebie,
przeczytaj co Jezus mówi o małych wróblach.

Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa?
A przecież bez woli Ojca waszego,
żaden z nich nie spadnie na ziemię. (Mat. 10:29)


Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy?
A przecież żaden z nich
nie jest zapomniany w oczach Bożych. (Łuka. 12:6)


Dwa wróble kosztują jeden as
(w czasach Jezusa była to drobna rzymska
jednostka monetarna z brązu, równa 1/16 denara).
Z powyższych słów Chrystusa oznacza,
że jeżeli ktoś kupił cztery wróble,
to piątego dostawał gratis.
Ale Bóg troszczy się nawet o tego piątego ptaszka.
("nie jest zapomniany w oczach Bożych").


Nie ma ani jednej rzeczy na tym świecie,
którą nie byłby On osobiście zainteresowany.
Tym bardziej Bóg interesuje się tobą.
Pofatygował się nawet policzyć włosy na twej głowie.

U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie.
Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.
Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi,
przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.
(Mat. 10:31n)


Taki jest nasz Bóg.
Warto przyznać się do Jezusa
i zbliżyć się przed tron Jego łaski.

czwartek, 10 listopada 2011

litera i duch


"Tak jak człowiek składa się
z ciała i duszy, i podobnie
jak ciało jest siedzibą duszy,
tak samo święte teksty
składają się z litery i ducha,
gdyż litera jest jak gdyby
szkatułą albo muszlą,
w której znajduje się duch".

Sebastian Castellion

Paweł apostoł naucza, że sama litera zabija, duch zaś ożywia.
Można więc sięgać po Biblię, po to, by uzbrajać się w wiedzę
i wykorzystywać słowo Boże do szermierki słownej z tymi,
którzy wierzą i rozumują je inaczej. W taki sposób można
spędzić całe swoje życie, będąc przekonanym, że broni się
"prawdy raz świętym podanej" (oczywiście siebie uważając
za tego, który wszystko najlepiej za sprawą Ducha
- a jakże - pojął), jednocześnie będąc dalekim od prostego
Chrystusowego wezwania do głoszenia tego
"co głupie w oczach świata", tym, którzy z owym "głupstwem"
jeszcze w istocie się nie zetknęli.
Można żyć w takim matriksie raniąc i poniżając innych...
Ukryty zaś duch w literze nie poniża ani nie rani,
ale niesie Zbawienia. Podźwiga, zachęca, pobudza, oczyszcza.
Daje nowe życie, pachnące jak chleb, świeżością.

wtorek, 8 listopada 2011

otworzone oczy


Mówili więc do niego:
„Jakżeż oczy ci się otwarły?”
On odpowiedział:
„Człowiek, zwany Jezusem,
uczynił błoto, pomazał
moje oczy i rzekł do mnie:
„Idź do sadzawki Syloe
i obmyj się”.
Poszedłem więc,
obmyłem się i przejrzałem.
(J. 9:10n)


Tak wygląda nasze życie. Nierzadko zmagamy się z jakimś problemem, który nas przytłacza i przygnębia. Zmagamy się dzień, dzień następny, tydzień, miesiąc, może rok, może nawet latami… nie znajdując rozwiązania. Zdarza się jednak, że nieraz przychodzi ktoś… mówi kilka zdań i to co nas przytłacza, mija. Znajdujemy rozwiązanie. Sprawa staje się dla nas jasna. Mówimy wówczas: „dziękuję, że otworzyłeś moje oczy”.

W naszym życiu jest wiele spraw, których nie rozumiemy. Nie rozumiemy, dlaczego do naszego domu wprowadziła się choroba,
a może nawet śmierć. Nie rozumiemy, dlaczego inni nas nie rozumieją. Nie rozumiemy, dlaczego pomimo naszych wysiłków
i starań, jakby mijamy się z tym, czego tak naprawdę, w głębi pragniemy, szukamy, za czym tęsknimy.

Nasze życie mija. Szybko mija. Świat w którym żyjemy, nie pozwala nam się zatrzymać. To wszystko sprawia, że w tym natłoku codziennych spraw i zajęć, tęsknimy za kimś takim, kogo spotkał ślepiec z powyższej ewangelicznej historii. Potrzebujemy przejrzeć na oczy. Potrzebujemy tego, by ktoś położył swoją dłoń na naszych oczach i żebyśmy zobaczyli, gdzie kryje się sens naszego życia. Gdzie można znaleźć prawdziwe, niezawodne, szczęście? Potrzebujemy olśnienia. Potrzebujemy zobaczyć, gdzie jest cel naszego życia. Potrzebujemy kogoś, kto wskaże nam właściwą drogę.

Kimś takim dla tamtego ślepca, był Jezus Chrystus. Jezus sprawił, że ślepiec przejrzał, że zobaczył twarze ludzi dookoła siebie, kolory drzew, błękit nieba. Człowiek, który nie widział, przejrzał! Zobaczył świat w którym żył, taki, jaki był w rzeczywistości. Znikła ciemność z jego oczu. Zajaśniała jasność.
Ślepiec zobaczył też tego, dzięki któremu przejrzał.

Jezus Chrystus.

Znamy to imię. Kto Go dzisiaj nie zna? Niewidomy również znał to imię. Słyszał od ludzi, że jest ktoś taki, jak Jezus. Jednak, dopiero, gdy go spotkał, przejrzał.

Od momentu, kiedy otworzone zostały oczy ślepca,
odważnie opowiadał on, że Jezus przyszedł od Boga,
nie zważając na nieprzychylne ku temu warunki.

Kto spotkał Pana, opowiada się za Nim w każdej sytuacji.

sobota, 5 listopada 2011

...po koncercie

Jezus Chrystus jest Zbawcą,
który przychodzi do każdego, bez wyjątku.
Niektórzy mówią, że to my szukamy Boga.
To nieprawda!
To Bóg szuka nas.
Przychodzi, by wziąć nasze życie w swoje ręce.
Nie na chwilę, nie troszeczkę, ale całe i na zawsze.

Dzisiaj, podczas koncertu Syloe, kolejny raz,
dało się przeczuć, że przechadza się pośród nas.
Wspaniały czas.

wtorek, 1 listopada 2011

muzyczna sadzawka Syloe w Chrzanowie

5 listopada 2011r., o godz. 15.30
w chrzanowskim MOKSiR (sala teatralna)
zaśpiewa krakowski chór Syloe.

Chór podzieli się repertuarem: „Znaki. Zapytania”


Usłyszymy… pytania, które padały dawno,
w Galilei, w czasach Jezusa,
które przetrwały w nas, ludziach, do dziś, bo dotyczą
bólu i cierpienia, szukania szczęścia, powodzenia i lepszego życia.
Chór poprowadzi nas drogą w szukaniu odpowiedzi…

Syloe – swoją nazwę chór zaczerpnął z Ewangelii.
Syloe to nazwa sadzawki w Jerozolimie z czasów Chrystusa,
do której Jezus posłał niewidomego, aby się obmył i przejrzał.
Woda sadzawki Syloe wykazało wówczas cudowną
moc uzdrawiania, na wskutek której ślepiec przejrzał.

Chór Syloe powstał w 2005, z pomysłu grupy muzyków,
pasjonatów muzyki wartościowej, skłaniające do refleksji
nad życiem i jego sensem. Od tamtego czasu spotykał się
na comiesięcznych próbach w Chrzanowie, gdzie powstawały
nowe repertuary, z którymi chór zapraszany był na koncerty
do takich miast jak Kraków, Poznań, Białystok, Nowy Sącz,
Kołobrzeg i wielu innych. Od początku 2010 roku chór przeniósł
swoje próby z Chrzanowa do Wieliczki, gdzie obecnie doskonali
nowe programy muzyczne. Teraz, prawie po dwóch latach Syloe
zawita znowu do Chrzanowa. Podzieli się niezwykłym
pod względem słowa i muzyki repertuarem: "Znaki. Zapytania".

Syloe to soliście, chór w tle i zespół instrumentalny.
Chór wykonuje muzykę z pogranicza gospel, soft rocka i popu.

Spotkanie z chórem Syloe to spotkanie z muzyką,
która porywa, zastanawia i pobudza.
Niekonwencjonalne aranże muzyczne, autorskie teksty
i kompozycje, sprawiają, że chór trafia do szerokiej,
niezależnie od wieku publiczności. Zapowiada się piękny koncert.

Warto przyjść i posłuchać, tym bardziej, ze wstęp jest wolny.
Zapraszam.