poniedziałek, 26 grudnia 2011

aukcja

"Historia, którą opowiem zdarzyła się w Stanach Zjednoczonych w latach 60. Dotyczy ona pewnej zamożnej rodziny, a głównie ojca i syna. Obydwoje kolekcjonowali obrazy. Ich kolekcja zawierała wiele dzieł sztuki i była warta wiele milionów. Gdy syn dorósł zaciągnął się na wojnę do Wietnamu. Tam też zginął ratując życie innemu człowiekowi. Ojciec nie mógł się pozbierać z rozpaczy, bo to był jego umiłowany syn. Pewnego razu przyjechał do niego pewien człowiek, który chciał się z nim spotkać, chcąc przekazać mu obraz. Kiedy doszło do spotkania, człowiek ten rzekł do ojca, którego syn zginął na wojnie.
- Przyszedłem podziękować za syna, którego pan wychował. To ja byłem żołnierzem, którego wynosił on z pola walki, kiedy kule przeszyły jego ciało.
Po chwili wręczył mu obraz, który przedstawiał wojnę, front i jego syna, który niósł jakiegoś człowieka na swoich plecach.
Ojciec widząc obraz powiedział:
- To jest piękny obraz, widzę w oczach mojego syna, to co zawsze chciałem wlać w jego życie. Ile mam panu zapłacić za ten obraz? – zapytał.
Człowiek odpowiedział mu:
- Nic pan nie musi płacić. Pan już dał swojego syna, dzięki któremu ja żyję. To jest tylko dowód mojej wdzięczności.
I podarował obraz ojcu. Dla ojca stał się on najcenniejszym obrazem. Wszystkie drogocenne obrazy nie znaczyły dla niego tyle co ten. Gdy ojciec umarł prawnik sądowy wyłożył na aukcję obraz: "Mój syn".
- Kto da 100 dolarów?- zapytał prawnik. Zapadła cisza.
W końcu ktoś wstał i powiedział:
- Proszę przejść dalej. Nikt nie jest tym obrazem zainteresowany.
Prowadzący zapytał jeszcze raz:
- Kto da 50 dolarów za obraz: „Mój syn?”
W tym momencie paru ludzi się zdenerwowało mówiąc:
- Proszę odłożyć ten obraz. Później sobie pan go sprzeda?
Prawnik zapytał kolejny raz:
- Kto da 20 dolarów?
Z tyłu stał ogrodnik, który od lat zajmował się posiadłością tych bogaczy i powiedział:
- Ja mam tylko 10 dolarów. I tyle mogę zapłacić, bo więcej
nie mam.
Prowadzący zaczął odliczać.
- 10 dolarów po raz pierwszy, 10 dolarów po raz drugi, 10 dolarów po raz trzeci. Sprzedane. I na tym nasz aukcja się kończy.
Ludzi zdenerwowani mówili:
- Jak to?
i z oburzeniem przyjęli tę wiadomość.
Prawnik odpowiedział:
- Ostatnią wolą w testamencie zmarłego było to, że kto zobaczy piękno w tym obrazie, wszystkie inne dostaje razem z nim".

/autor nieznany/

Kto ma Syna, ten ma wszystko.

"To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy,
kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne.
A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym" (J. 6:46)

sobota, 24 grudnia 2011

życzenia

Jezus Chrystus przyszedł na świat, by pokazać nam Ojca
i ukazać namiastkę nadchodzącego Królestwa.
Swoim życiem sprawił, że przesłanie o Królestwie Bożym
rozbrzmiało wielką mocą, ponieważ poświadczył je
swoim życiem i uwierzytelnił wobec sobie współczesnych.
Uwierzytelnia je dalej rodząc się swoim Duchem
w ludziach zbawienia spragnionych.

Wszystkim Wam, drodzy przyjaciele, życzę,
by Boży pokój i łaska, które wkroczyły na ziemię
w chwili narodzin Mesjasza świata przenikały nasze serca,
myśli i słowa, gesty i nasze czyny.
Byśmy z Jego pełności wszyscy korzystali – łaska po łasce.
By nas było coraz mniej, a Jego więcej.

Serdeczny uścisk dłoni!

piątek, 23 grudnia 2011

dwa kroki

Tak bowiem Bóg umiłował świat,
że Syna swego Jednorodzonego dał,
aby każdy kto w Niego wierzy,
nie zginął, ale miał życie wieczne.


(Ewangelia wg św. Jana 3:16)



Dwa kroki, aby żyć.

Pierwszy wykonał Bóg:
Tak bowiem Bóg umiłował świat,
że Syna swego Jednorodzonego dał (...)


Drugi krok wykonać muszę wykonać ja sam:
(...) aby każdy kto w Niego wierzy,
nie zginął, ale miał życie wieczne.

Co to znaczy wierzyć w Bożego Syna?

Przeczytałem kiedyś taką myśl:
„Słyszałem o dwóch rolnikach,
którzy prosili Pana w modlitwie o deszcz.
Ale tylko jeden z nich przygotował na ten deszcz pole.
Który tak naprawdę wierzył? Którym z nich jesteś?”

Podobnie ma się rzecz z wiarą w Chrystusa.

Kto wierzy, czyli kto pragnie i stara się
wyrażać Go poprzez swoje myśli, słowa i gesty,
kto pielęgnuje z Nim intymną więź,
kto przygotowuje się na dzień Jego przyjścia,
ten nie zginie, ale zamieszka w mieście zbudowanym
"na silnych fundamentach, którego architektem
i budowniczym jest sam Bóg." (Hebr.11:10)

wtorek, 20 grudnia 2011

Boże umiłowanie słabości

Zdumiewa mnie Boże umiłowanie słabości.

Jezus Chrystus, który wypełniał wraz z Ojcem swą obecnością cały wszechświat,
uniża sam siebie, ogołaca z chwały i staje się żydowskim,
wieśniaczym niemowlęciem.
Przychodzi, by zbawić świat i pokazać nam Ojca.

Niezwykłe jest to, jak to robi.
Przychodzi na świat w ubóstwie i poniżeniu i jak każde niemowlę

uczy się chodzić, mówić, samodzielnie ubierać, słuchać rodziców.

Narodziny Jezusa Chrystusa wyglądają inaczej niż przedstawiają to
dziś na świątecznych kartkach. Miejscem narodzin Chrystusa nie jest sielankowa szopka, ale żłób, w grocie skalnej wydrążonej gdzieś w okolicach małej betlejemskiej osady, najmniejszej z miast judzkich. Jest to miejsce zajęte przez zwierzęta, ciemne i brudne od nawozu, cuchnące zwierzęcym łajnem.

W takim miejscu i w takich warunkach przychodzi na świat Zbawca świata. Największy Król, jaki narodził się na ziemi nie urodził się na sali tronowej, a w grocie skalnej, za tron ma żłób, za baldachim – zwisającą ze stropu pajęczynę, za kadzielnice – zapach gnoju, a za cały orszak powitalny – dwoje ludzi bez domu.

Pierwszymi zaś, którzy powitali Króla byli pogardzeni przez ówczesną elitę religijną pastuszkowie, którzy nie dopuszczani do wpływowej społeczności faryzeuszy wchodzą w najbliższą społeczność z nowonarodzonym Królem – Mesjaszem.

Zastanawiam się…
Przecież Bóg mógł wybrać lepsze warunki dla narodzin swego Syna na ziemi. Coś bardziej godnego. Coś dostojniejszego…

Umiłował Bóg jednak słabość.
To co słabe, małe i niegodne wybiera, aby w tym objawić swoją chwałę. Od wyboru Izraela, jako swego wybranego narodu, po okoliczności w jakich przychodzą Jego cuda, aż do uczynienia świątyni Ducha Świętego w słabym ciele, potykających się, zawodzących, ale ufających Mu ludzi, sygnalizuje On, że
to, co
u świata słabego wybrał Bóg, aby zawstydzić to co mocne. (1Kor. 1:27)

Życie Chrystusa również jest usłane taką właśnie drogą.
Ten, przez którego wszystko zostało stworzone,
zamiast patrzyć na wszystko z nieba, był przez pierwsze lata swojego życia uchodźcą. Należał go Galilejczyków, pogardliwie traktowanej grupy Żydów;
potem został niesłusznie oskarżony i umarł poniżającą śmiercią,
jaką umierali najgorsi zwyrodnialcy.

Życie Pana Jezusa jest zaprzeczeniem tego wszystkiego, co można znaleźć w heroicznych opowieściach tamtych czasów. W mitach Babilończyków, Greków i innych narodów opisywane są czyny potężnych herosów, a nie słabych ofiar. Życie Chrystusa jest całkowitym tych historii zaprzeczeniem.

Bóg obrał całkiem inną metodę swojego działania,
niż chciałby człowiek.
To co głupie dla świata, mądrością jest dla Boga.

Dlatego notuje Jan apostoł:
Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby stali się dziećmi Bożymi, tym którzy wierzą w Jego imię – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. (J.1:10nn)

Jezus przejawia się zazwyczaj w takich miejscach, chwilach, okolicznościach, ludziach, gdzie byśmy się nie spodziewali. Wreszcie przychodzi bezpośrednio, osobiście, do każdego z nas. Puka, byśmy przygotowali dla Niego nasze wnętrze, w którym zamieszka, narodzi się w człowieku. Niezależnie od tego kim i jakim jesteś człowiekiem, On może sprawić, że
z Boga się narodzisz.

Czy Absolut, może zamieszkać w tak kruchym człowieku jak ty i ja?
Zdecydowanie łatwiej umiejscowić Boga gdzieś daleko w niebie, albo w budynku kościoła, w liturgicznych, tajemniczych religijnych rytuałach i obrzędach.

To jednak jest ŁASKA, że Ten, przez którego zaistniało życie, przychodzi do swojej własności – do każdego z osobna. To co małe, słabe i niegodne dostępuje zaszczytu spotkania się Odwiecznym.

Poucza jednak ewangelista Jan:
„Jedni Go przyjęli, inni nie przyjęli”.


http://kech.chrzanow.pl/Kazania/2011_12_18_RS.mp3

poniedziałek, 19 grudnia 2011

niebo schyla się do ziemi



"Niebo schyla się do ziemi
i oto wreszcie Słowo ciałem
Obiecane wypełnienie całemu światu
całemu radość

Pan przychodzi
Zbawienie blisko
Zbawienie nasze

Teraz bliżej już niż blisko
do cudu cudów zmartwychwstania
Bóg wyciąga dłoń do ludzi
Nadzieję w Synu,
Nadzieję daje

Chwała Bogu na wysokościach!
Chwała Bogu na wysokościach!
Chwała Bogu na wysokościach!

A pokój tym, w których ma upodobanie!

(śpiewa: Bogusława Pietrzyk z zespołem Syloe)

niedziela, 18 grudnia 2011

nie żałuję

Fanny Crosby, amerykańska pisarka,
autorka kilku tysięcy pieśni
dziękczynnych Bogu, która urodziła się
z chorobą oczu i parę miesięcy
po narodzinach poprzez
niewłaściwe leczenie, straciła wzrok,
zapytana w wieku dojrzałym,
czy żałuje, że straciła wzrok, odpowiedziała:
"Nie. Dzięki temu, że jestem niewidoma,
pierwszą twarzą, którą zobaczę,
będzie twarz Jezusa".

Piękne.

piątek, 16 grudnia 2011

przybliża się Królestwo

Czas się wypełnił
i bliskie jest
Królestwo Boże.
Nawracajcie się
i wierzcie w Ewangelię.

(Mar. 1:15)

Ponad dwa tysiące lat temu przyszedł na ziemię Boży Syn.
Narodził się w małej, betlejemskiej osadzie,
jako małe, żydowskie dziecko. Dziś oczekujemy Jego
powtórnego przyjścia, które będzie inne, niż tamto.
Tym razem Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale,
a z Nim wszyscy aniołowie, wtedy zasiądzie na swoim
tronie pełnym chwały (Mat. 25:31).

Nie będzie nikogo, kto nie spostrzeże Jego przyjścia,
bo ujrzy Go wszelkie oko (Ap. 1:7).

Przybliża się Królestwo Boże!

Dziś te słowa brzmią jeszcze bardziej wyraźniej, ponieważ w ciągu długiej historii świata nigdy nie było tak wyraźnych oznak zbliżającego się powrotu Mesjasza, jak mamy obecnie. Wśród bezradnych narodów, każdy dzień przynosi nowe kryzysy i budzi nowe obawy, świat nawiedzają trzęsienia ziemi, powodzie i inne kataklizmy.

Te wszystkie wydarzenia zgodnie ze słowami Biblii zapowiadają powtórne przyjście na ziemię Odkupiciela świata. I wtedy będą narzekać wszystkie narody na ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich
z wielką mocą i chwałą (Mat. 24:30).

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię – nieustannie wzywa Jezus. Odpowiedź na to wezwanie nie polega na zmianie dwóch czy trzech uczynków w okresie przedświątecznym, nawet nie na zmianie postawy czy zachowań, ale na zmianie wnętrza – myśli i uczuć. W nawróceniu nie chodzi o zmianę zachowania, ale o przemianę serca. Nawrócić się, to zwrócić swój wzrok na Jezusa. Wierzyć w Ewangelię, to wyrażać obiecane Królestwo sobą, wszak, wewnątrz nas ono jest (zob. Łuk. 17:21; BG) . Tylko w nawróceniu i wierze w Ewangelię zbliżające się święta mają sens. Świętujemy wówczas z wdzięcznością Bogu, że posłał Syna swego na świat i jednocześnie wyczekujemy Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała tą mocą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować (Flp. 3:21).

Nadchodzące święta narodzenia Pańskiego w naszej polskiej kulturze niosą pewne niebezpieczeństwo. Mianowicie wśród krzątaniny przedświątecznych porządków i zgiełku zakupów w hipermarketach, przygotowywaniu potraw na wigilijny stół i przystrajaniu stroików i choinki, można przegapić to, co najistotniejsze – osobistego spotkania się z Chrystusem. Idąc do swego kościoła można zredukować Jego obecność do tegoż tylko miejsca, zapominając, że On mieszkanie czyni wewnątrz każdego z nas, chcąc być tam mieszkańcem; nie od czasu do czasu zapraszanym gościem.

Jezus Chrystus narodził się w betlejemskim żłobie, aby przemienić moje i twoje życie.
Przyszedł po to, aby wskazać na Królestwo z nie tego świata. Rzeczywistość wskazuje jednak, że człowiek nie jest Nim zainteresowany. Jezus jest zapomniany. Rozmowa o Nim i z Nim sprawia zakłopotanie. Jego nauka przestała być modna. Wyczuwamy, że zainteresowanie się Jego osobą może skomplikować nam życie, dlatego przechodzimy obok.

Jednakże tradycja, w której wzrośliśmy, sprawia, że chętnie świętujemy Jego przyjście na ziemię, jako niewinnego dzieciątka, któremu można zaśpiewać „lulajże maleńki”; które będzie podporządkowane, jak każde niemowlę, nam dorosłym.

Jezus Chrystus zmartwychwstał i żyje. Swoim duchem wypełnia całą ziemię. Każdego dnia stoi obok mnie i ciebie. Kocha, chce i może przemienić życie każdego człowieka. Przynosi przebaczenie i miłość. Pochyla się nad tym, co małe i słabe, bezbronne i niegodne, zagubione. Jest gotów wybaczyć wszystko. Może znieść nawet świadome nieposłuszeństwo. Jednak to, co uniemożliwia relacje z Nim, to obojętność i wewnętrzna nieszczerość.
Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie Mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze wiodło. Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli za zatwardziałością swych przewrotnych serc; obrócili się plecami, a nie twarzą (Jer. 7:23n)
– powiedział Bóg Ojciec Jeremiaszowi, oskarżając tych, do których się zwracał.

Niech więc zbliżające się święta będą czasem zadumy, osobistej, przemieniającej od środka refleksji. Niech myśli skierowane będą na Chrystus. Niech twarze nasze będę zwrócone na Niego, byśmy w przebiegu nadchodzących dni, nie odwrócili się do Niego tyłem, obojętniejąc.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Dobry czas

Co roku w okresie grudniowoświątecznym niektórzy chrześcijanie negują świętowanie narodzin Pańskich, powołując się na to, że Biblia nie nakazuje wspominania narodzin Jezusa (choć też nie zakazuje), że to nie jest właściwa data (choć przy założeniu, że Mesjasz narodził się około Święta Sukkot, grudzień to czas, kiedy Boży Syn opuścił mieszkanie Ojca w niebie i stał się maleńkim zarodkiem w ciele Marii), że komercjalizacja sprowadza to święto do szopki i choinki, mających niewiele wspólnego z wewnętrznym przeżywaniem tego, co wydarzyło się dwa tysiące lat temu.

Zastanawiam się, w jaki sposób łatwiej zainspirować ludzi Chrystusem? Stojąc do wszystkiego w opozycji, czy próbując zgodnie z sumieniem utożsamić się z ludźmi, wczuć się w ich ograniczenia i postarać się zamiast negacji zaproponować im opowieść o zmartwychwstałym Zbawicielu?

Wszak Apostoł Paweł pisał:

Stałem się jak Żyd – dla Żydów, aby pozyskać Żydów. Dla tych, co podlegają Prawu, byłem jak ten, który jest pod Prawem – choć w rzeczywistości nie byłem pod Prawem – by pozyskać tych, co pozostawali pod Prawem. Dla zwolnionych od Prawa byłem jako nie podlegający Prawu – nie będąc zresztą wolnym od prawa Bożego, lecz podlegając prawu Chrystusowemu – by pozyskać tych, którzy nie są pod Prawem. Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby uratować choć niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział
(1 Kor. 9:20-23).

Widzę praktyczną stronę nauczania Apostoła Pawła na areopagu. Nie zaczął od krytyki, trochę przymilił się Grekom (niektórzy mieli mu to z pewnością za złe), ale dzięki temu swoje powiedział i został wysłuchany. W konsekwencji kilka osób nawróciło się do Chrystusa. Przykład Pawła, według mojej interpretacji, zachęca nas, byśmy przezwyciężali bariery kulturowospołeczne, po to, aby pozyskać choć niektórych dla Chrystusa. Dziś jego słowa mogłyby brzmieć tak: „Dla tych, co świętują, stałem się jak świętujący, byleby pozyskać choć niektórych dla Chrystusa”.

Wydaje się, że czas świąt narodzenia Pańskiego jest idealnym czasem, by spróbować „pozyskać choć niektórych”. Nie marnujmy więc tej możliwości, poprzestając na negacji choinek i stroików. To jest misja, do której wzywa wierzących Bóg. Opowiedz o Tym, o którym Tobie opowiedziano!

Jako chrześcijanie możemy nadawać piękny charakter tym świętom. Świętować i wspominać wspaniały cud zbawczego przyjścia Jezusa Chrystusa na ziemię. Wskazywać na Zbawiciela jako żyjącego Pana, który aktywnie wpływa na ludzkie życie i w którym tylko możliwe jest życie w lepszym świecie, już dziś. Mówić o łasce Bożej, która w Chrystusie spływa w najgłębsze doliny.

Np. moi przyjaciele z jednego z zaprzyjaźnionych kościołów wydrukowali parę tysięcy kartek pocztowych z słowami Ewangelii: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Planują razem z życzeniami wskazującymi na istotę tych świąt rozdać je mieszkańcom osiedla gdzie znajduje się ich kościół.

Zainspirowany pomysłem, zrobię to samo.

wtorek, 6 grudnia 2011

nauka na całe życie

Chcielibyśmy nieraz załatwić sprawę przekazania komuś
Dobrej Nowiny paroma zdaniami, jednym świadectwem,
a gdy osoba się opiera, postraszyć ją jeziorem gorejącym.
Jednak w dobie, gdzie większość ludzi,
o ile nie wszyscy słyszeli o Jezusie,
istotą przekazania Dobrej Nowiny nie są tylko słowa,
a nasz przykład.
Jeżeli Jezus istnieje, zmartwychwstał i żyje,
a ja utrzymuję z Nim bliską relację,
to co owa intymna społeczność z Panem,
którego głoszę zrobiła z moim życiem?
Jak ono teraz wygląda? Co się zmieniło?
Kim oraz jakim jestem teraz, obecnie, jeżeli Go znam?
Co zrobił z moim językiem?
Co zrobił z moim słuchem?
Czy potrafię oprócz mówienia, także i słuchać?

Ludzie nie są spragnieni słów, bo dziś pada ich wiele…
niedotrzymanych obietnic, zapewnień.
Świat jest spragniony prawdy.

Duch Święty mieszka we mnie?
Co to oznacza w kontekście dzielenia się Ewangelią?
Myślę, że mniej więcej tyle, że dostrzegam.
Raczej pocieszam, nie potępiam;
pochylam się, nie karcę; podnoszę, nie sądzę.
Wskazuję i inspiruję, jestem.

Nasuwa mi się analogia do mojej pracy.
Moi pacjenci są chorzy. Nie potrzebują ode mnie słów typu:
„Weź się w garść i zacznij chodzić”,
bo choćby nie wiem, jak bardzo chcieli, nie mogą.
Oni potrzebują mojego czasu, trudu, cierpliwości,
bym z ich udziałem, ale z moim zaangażowaniem
nauczył ich chodzić.

Przekazywać Dobrą Nowinę to właśnie, nauczyć ludzi chodzić.

To odpowiedzialność. Często samozaparcie.
Nauka patrzenia na drugą osobę, tak jak On patrzy na mnie.

Nauka na całe życie.

niedziela, 4 grudnia 2011

dwa rodzaje wiary

Służyłem Bogu przez 30, prawie 31 lat.
W rezultacie doszedłem do przekonania,
że są dwa rodzaje wiary.
Jeden mówi: "jeśli", a drugi: "pomimo".

Jeden powiada:
"Jeśli wszystko pójdzie dobrze,
jeśli moje życie się ułoży,
jeśli będę szczęśliwy,
jeśli nikt bliski nie umrze,
jeśli odniosę sukces,
wtedy będę wierzył w Boga,
odmawiał modlitwy,
chodził do kościoła
i oddawał tyle, na ile mnie stać".

Drugi mówi:
"Pomimo że zło się panoszy,
pomimo że zalewam się potem w ogrodzie Getsemane,
pomimo że muszę wypić kielich na Golgocie
- pomimo tego wszystkiego,
pomimo całego bałaganu,
będę ufał Panu, który mnie stworzył".

George Everett Ross