niedziela, 26 lutego 2012

miłość "niebiblijna"


To miłość Jezusa sprawiła, że grzesznicy, ludzie upadli i zagubieni do Niego się garnęli, a On ich przyjmował i bynajmniej nie pochwalał ich grzechu, ale swoją postawą miłości, tego, że zależało Mu
na nich
(tak naprawdę,
a nie z obowiązku przekazania Dobrej Nowiny
), sprawiło w wielu z nich doznało przemiany, tak, że poszli za Nim i zaczęli Go naśladować.

Paradoksalnie, ta sama miłość Chrystusa sprawiła, że został On odrzucony i nieprzyjęty przez elitę religijną ówczesnego Izraela, przez ludzi religijnych, którzy oczekując przyjścia Mesjasza, czytając o Nim w świętych zwojach Ksiąg Tory i Proroków, nie przyjęli Go, odrzucili i ukrzyżowali.

Zastanawiam się, do której z tych dwóch grup społecznych tamtejszego Izraela nam bliżej? Która charakteryzuje autora tego bloga i nas chrześcijan? Czy ta: zagubieni grzesznicy, oddaleni od Boga; czy ta: ludzie religijni, znający Słowo Boże, spotykający się w świątyni, by czcić Boga? Dziwne, ale ci ówcześni przywódcy religijni, znani i podziwiani, zdyscyplinowani w przestrzeganiu nawet najmniejszej litery Prawa, mieli z Mistrzem na pieńku. Co rusz Jezus wykazywał im, że mijają się z Bogiem.

Doskonale znając zwoje Pism Tory i Proroków, zgubili gdzieś ducha Świętego Tekstu. Jako duchowi przywódcy Izraela, znawcy Boga, zamiast być pomocą dla ludu w przybliżeniu się do Boga, stali się przeszkodą. Jezus wyraził to w twardych słowach: Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą. (Mat. 23:13)

Kolejnym paradoksem jest to, że uczeni w Piśmie i faryzeusze zapewne byli święcie przekonani, że do tego królestwa niebieskiego, słuszną drogą zmierzają. Jak bardzo różniła się ich opinia z opinią Jezusa!

Wyciągam taki wniosek, pochylając się nad Słowem.
Jeżeli chodzimy do kościoła, jesteśmy członkami wspólnoty chrześcijańskiej (takiej czy innej) to potencjalnie bardziej reprezentujemy tą grupę ludzi, którą Jezus ganił chodząc dwa tysiące lat temu po uliczkach ziemi palestyńskiej.

Dlaczego ganił? Ganił, bo choć może nauczali lud, to jednak, tak w środku, tak na samym dnie serca, nie chcieli mieć z nimi nic wspólnego nazywając ich „ludem ziemi”. Byli świadomi, że oni czyści, oddzieleni od wszystkiego, co bezbożne i nieczyste, mają społeczność z Bogiem, a lud… który nie znał tak jak oni ksiąg świętych, nie miał takiej słusznej znajomości Pism jak oni, stąd, jeżeli nawet wierzył w Boga, to wierzył niebiblijnie.

Czy czegoś to nam nie przypomina?
- Czy jeżeli głosimy Chrystusa (albo mamy dopiero taki zamiar), chcemy na Niego wskazywać i inspirować Nim, to warto szczerze zadać sobie pytanie: czy czynimy to z przymusu czy z przekonania „bo tak trzeba”, czy robimy to z poczucia tego, że oto Jezus stał się dla nas wszystkim, jest naszym Uratowaniem, dał nowy, lepszy sens dla naszego życia, pokochał i kocha. Kocha także tych, którzy Go jeszcze nie przyjęli, stąd dlatego, chcemy opowiadać o Zbawcy.
- Jakie mamy w sobie uczucia względem wszystkich tych ludzi, którzy wierzą, którzy czytają Biblię, którzy kochają Jezusa, tak jak my, albo może i bardziej, ale wg naszej oceny robią to niebiblijnie? albo wg naszej oceny nie potrafią zrozumieć tak oczywistych prawd biblijnych, które my pojęliśmy i znamy, o czym oczywiście jesteśmy święcie przekonani – w sposób prawidłowy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz