środa, 17 października 2012

wpadka na Narodowym


Nie odbył się
wczoraj mecz Polska-Anglia, 
z powodu niefrasobliwości organizatorów.
Jest to organizacyjna klapa
i wstyd dla Polski – niestety. 
Ciekawi mnie jednak 
charakter komentarzy „po”. 
I tak znajdziemy tutaj 
zdecydowaną większość komentarzy, 
która nie nadaje się do publikowania, 
media umożliwiają nam uczestnictwo w sądzie „kto jest winny?”,
dziennikarze wyprzedzają się w wymyślaniu,
co lepszej to ironii na to, co wczoraj widzieliśmy.
Średnie zainteresowanie Polaków, 
jak na taki, bądź co bądź, szlagierowy mecz wzrosło 
do niezliczonych komentarzy wczorajszych wydarzeń.
Powtórzę, to była organizacyjna klapa, ale...
w tym wszystkim rysuje się obraz tego, 
jak bardzo lubimy uczestniczyć w publicznych linczach, 
wytykać czyjeś wpadki, jak szybcy jesteśmy do tego, 
by wszystko bezkompromisowo, trafnie i celnie skomentować. 
Takie wydarzenia, jak wczoraj unaoczniają naszą gotowość do tego.

W związku z tym nachodzą mnie refleksje. 
Większość krytykujących nigdy nie była odpowiedzialna 
za organizację jakiejkolwiek imprezy, a przez to nie jest świadoma, 
że nie trudno o niedopatrzenia. Sam, od czasu do czasu, 
jestem organizatorem i wiem. 
"Wiemy jednak, że to było wydarzenia na skalę państwową 
i takich niedopatrzeń być nie mogło" – ktoś powie.
Nie mogło, ale jednak było. Stąd refleksja druga. 
Proszę odczytać ją indywidualnie. 
Przypuszczam, że każdemu z nas
zdarzyło się kiedyś „nie zamknąć” czegoś na czas w swoim życiu.
Pewnie każdemu zdarzyło się zrobić jakieś głupstwo, którego żałował.
Może przytrafił nam się jakiś upadek. 
Może mocno się pogruchotaliśmy.
Może skutki tego, odczuwamy do dziś? 
Jak się czuliśmy, kiedy uświadomiliśmy sobie naszą głupotę? 
Czego wówczas potrzebowaliśmy?
Odchodząc od wczorajszego niedoszłego meczu, 
zdarza i nam się, albo się zdarzy, że zawiedziemy.
Mam przyjaciół, którzy mają nieciekawą przeszłość. 
Zrobili coś, czego żałowali i żałują.
To, że wyszli dzisiaj jakoś na prostą zawdzięczają ludziom, 
którzy wznieśli się ponad wskazywanie palcem i krytykę, 
i podali im rękę. 
Zanim jednak podano im rękę, przyszli ludzie z kamieniami.

Kojarzymy podobną historię? 
Jedna upadła kobieta, która nie poradziła sobie z życiem. 
Jeden Chrystus i tłum oskarżycieli. 
„Kto pierwszy jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień”.
Jest ktoś, kto zamiast kamieni, jest gotów 
– gdziekolwiek się znajdziemy, 
cokolwiek niedorzecznego zrobimy – 
podać nam rękę.

Abstrahując od wczorajszych wydarzeń, 
czy ty jesteś gotów podać rękę?
 Niechby wczorajsza wina organizatorów 
niedoszłego meczu przyniesie nam dobrą refleksję.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz