poniedziałek, 17 grudnia 2012

milczący mąż Ewangelii

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Marii, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego (Mat. 1:18).

Małżeństwo u Żydów składało się dwóch zasadniczych części: pierwsza to „kiduszin”, czyli zaręczyny (zaślubiny), oznaczały „poświęcenie”, „oddzielenie”, czyli wyznaczenie (wyodrębnienie) danej kobiety z myślą o danym mężczyźnie; druga to „nissu’in”, czyli wprowadzenie oblubienicy do pana młodego i zamieszkanie razem (ślub).

Zaręczyny nie były jedynie zwykłym zobowiązaniem się do przyszłego ślubu, jak to ma miejsce w naszej kulturze, ale prawdziwym i prawnym kontraktem ślubnym. Odpowiadały one naszemu małżeństwu formalnemu. W „kiduszin” narzeczona była traktowana, jak żona. Mogła np. otrzymać dokument rozwodowy od swego narzeczonego, a w razie jego śmierci uważano ją za wdowę. W wypadku niewierności karana była nawet ukamienowaniem (zob. Pwt.22:22-24) Przy okresie zaślubin („kaduszin”) narzeczeni pozostawali każdy przy swojej rodzinie przez pewien czas, który przeciągał się zwykle do roku, nie dłużej, jeśli narzeczona była panną; a do miesiąca, jeśli była wdową. Okres ten był przeznaczony na urządzenie nowego domu i jego wyposażenie. Pożycie seksualne między narzeczonymi było wzbronione w tym czasie. Wprowadzenie oblubienicy do pana młodego następowało po upływie czasu zaręczyn i polegało na uroczystym sprowadzeniu narzeczonej do domu narzeczonego. Od tej chwili rozpoczynało się oficjalnie pożycie seksualne.

Na ogół ceremonia zaręczyn odbywała się w czasie, gdy panna osiągała wiek 12-13 lat, a czas ślubu miał miejsce rok później. Mniej więcej taki, prawdopodobnie, był wiek Marii, gdy ukazał się jej anioł Gabriel. Narzeczony natomiast miał zwykle 18-24 lat, i taki był, prawdopodobnie, wiek Józefa.
I właśnie w czasie zaręczyn Maria staje się brzemienna i ten fakt uświadamia sobie Józef. Jak trudna musiała być to sytuacja dla niego? Co wówczas myślał? Ile miał pytań? Nie wiemy. Wiemy, że na żadne nie otrzymał odpowiedzi. Pozostaje tajemnicą, czy Maria opowiedziała Józefowi o tym, że ukazał się jej anioł Gabriel i w jaki sposób stała się brzemienna. Wielce prawdopodobne, że nie, ponieważ zaraz po odwiedzinach anioła Pańskiego, który zapowiedział, że urodzi dziecko, Syna Bożego (zob. Łuk.1:26), co miało miejsce szóstego miesiąca ciąży krewnej Marii, Elżbiety, Maria wybrała się do niej (zob. Łuk.1:36).
W łukaszowym opisie czytamy, że udała się tam z pośpiechem. Zapewne dlatego, aby się przekonać o prawdziwości słów anioła, który zwiastując jej narodzenie Syna Bożego, powiedział, że krewna jej Elżbieta również poczęła w swej starości syna. Śpieszyła się Maria, bo radość rozpierała jej serce. Wielka jest radość, gdy kobieta, która przez wiele lat oczekuje bezskutecznie dziecka staje się brzemienna. Tym bardziej, że w kulturze semickiej dziecko jest potwierdzeniem błogosławieństwa Bożego. Bezdzietność natomiast uważana jest często za karę za grzech, co musiało być powodem wielu krzywdzących domysłów o Zachariaszu i Elżbiecie. Maria była krewną Elżbiety i naturalnie chciała uczestniczyć w wielkiej radości, w podeszłym już wieku swojej krewnej. Dlatego w tym pośpiechu, mogła nic nie mówić Józefowi, tym bardziej, że jeszcze nie mieszkali pod wspólnym dachem, bo byli w okresie narzeczeństwa.

Nie mamy podane w Ewangeliach w jakim mieście zamieszkiwali Zachariasz z Elżbietą. Wiemy natomiast, że mieszkali w mieście, w ziemi Judy (zob. Łuk.1:39). Według tradycji miasto to znajdowało się około 7 km na wschód od Jerozolimy, tam gdzie leży obecnie miasteczko Ain-Karim.
Maria więc musiała pokonać drogę z Nazaretu aż do okolic Jerozolimy, czyli około 150 km. Czytamy, że Maria gościła u Elżbiety około 3 miesięcy (raczej więcej niż mniej; została zapewne parę dni po narodzinach dziecka; zob. Łuk.1:56). Do tych 3 miesięcy, w których Józef nie widział Marii, trzeba dodać przynajmniej kilkanaście dni, bo droga 300 km z Nazaretu do okolic Jerozolimy i z powrotem nie była krótka.

Józef zauważył, że Maria jest brzemienna pewnie dopiero wówczas, kiedy wróciła ona od Elżbiety, czyli gdzieś w jej czwartym miesiącu ciąży. Gdy to spostrzegł, chciał ją potajemnie opuścić, nie chcąc sądzić ją według Prawa, na podstawie którego być może wydano by ją na śmierć poprzez ukamienowanie.
O Bożej intencji w brzemienność Marii, Józef dowiaduje się dopiero od anioła Pańskiego (zob. Mat.1:20). To potwierdza, że od Marii Józef nic nie wiedział o jej ciąży. Dlaczego Maria nic mu nie powiedziała? Nie wiemy. Może chciała uczynić to po powrocie od Elżbiety, a Józef spostrzegł wszystko zanim mu powiedziała. Nie wiemy. To tylko spekulacje.

Jak zachowuje się jednak Józef zanim Anioł Pański wszystko mu wyjaśnia?
Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie (Mat. 1:19).
Józef sam dostrzegł, że jego małżonka znajduje się w ciąży. Wskazywało to więc, że Maria dopuściła się względem niego wiarołomstwa małżeńskiego, w czasie 4-miesiecznej jej nieobecności w Nazarecie.
Jak dużo musiał on zadawać sobie pytań: „Co się stało?", Co ja mam zrobić?”. Widział, że jest w ciąży i wiedział, że na pewno nie z nim. Nie było w nim zazdrości, ani gniewu, ale na pewno cierpiał. Może zadawał sobie pytania: „Może ktoś zadał jej gwałt? Jednak jeżeli doznała gwałtu, to przecież Prawo mówi, że kobieta ma być ukamienowana za to, że nie krzyczała będąc w mieście (zob. Pwt.22:24). A może ktoś zrobił jej tą krzywdę w polu i nikt jej nie słyszał.” O tym też mówiło Prawo (Pwt.22:26). „Ale czemu Maria nic mi nie powiedziała? Czemu milczy?” Pewnie Józef zadawał sobie te czy podobne pytania. Czemu sam jej nie spytał? Nie wiemy.

W takiej sytuacji, w jakiej znalazł się Józef, gdzie Maria o niczym go nie poinformowała, a on zobaczył, że jest w ciąży, Prawo nakazywało wręczyć wiarołomnej małżonce list rozwodowy i rozstać się z nią na zawsze (zob. Pwt.24:1). W ten sposób oddaliłby ją i wydał na publiczne zniesławienie. Mogłoby też dojść do kary ukamienowania, bo i również taką karę w tamtym czasie egzekwowano, o czym czytamy w Ew. wg św. Jana, który opisuje, jak przyprowadzono do Jezusa kobietę złapano na cudzołóstwie (zob. J.8:3-11).
Józef pragnął jednak tego wszystkiego zaoszczędzić Marii, i chciał ją potajemnie opuścić, nikomu o tym nie mówiąc. Ewangelista Mateusz nazywa tą postawę Józefa sprawiedliwością.

Rodzi się pytanie. Dlaczego Mateusz nazywa postawę Józefa sprawiedliwością, skoro ani nie trzymał się on Prawa, nie dając jej listu rozwodowego, ani z drugiej strony nie został u boku swojej przyszłej żony, którą kochał i mógł przyjąć dziecko, jako swoje. Czy opuszczając Marię chciał wziąć winę na siebie, że opuścił kobietę z którą miał dziecko, zniesławienie przyjmując na siebie? Np. dla ówczesnego przywódcy religijnego, pierwszego z rzędu faryzeusza, sprawiedliwością w postępowaniu Jozefa, byłoby gdyby wydał małżonce list rozwodowy i ją zniesławił; ponieważ milcząca tolerancja uchodzi za pochwałę zła i współuczestnictwo z nim.

Józef jednak tego nie zrobił; zapobiegł karze Marii.
Nie chciał jej ani karać, ani nie chciał jej zniesławić.

Mateusz nazywa jego postawę sprawiedliwością, ponieważ wykazał się on sprawiedliwością, która nie polega tylko na skrupulatnym przestrzeganiu Prawa, ale kieruje się przede wszystkim dobrocią Boga, która niesie ludziom z góry pochodzącą sprawiedliwość, która poprzedza miłosierdzie; nie skażoną ludzkim osądem. Józef żył, jakby ponad Prawem. Jan Chryzostom ładnie to skomentował w swoich rozważaniach nad Ewangelią Mateusza: „Jak słońce, które oświeca świat, jeszcze zanim wzejdzie, tak dzięki Chrystusowi ujawniła się w Józefie doskonała cnota jeszcze przed urodzeniem Chrystusa”.
Postawa Józefa zapowiadała sprawiedliwość, jakiej uczył dopiero sam Jezus Chrystus. Sprawiedliwość, która nie polega na sądzie, a na wglądnięciu w serce człowieka, by mu pomóc. Sprawiedliwość, która nie sądzi na podstawie naszych domysłów i wyobrażeń, a szuka nie własnej woli, lecz woli Ojca w Niebie (por. J.5:30). Sprawiedliwość, która pozostawia sprawiedliwy sąd tylko Bogu.
Józef uniósł się nad faryzejsko-legalistycznym duchem wypełniania Zakonu, który stawiał przepisy, nakazy i zakazy ponad Boga i ponad serce ludzkie. Legalizmem wykazywali się niektórzy faryzeusze, którzy postawili Zakon nad miłość do człowieka, kiedy sprzeciwiali się np. cudom czynionym przez Jezusa w szabat. Duch legalizmu oferuje bezwzględność dla tych, którzy żyją pod jego mocą. Duch Chrystusa jest Duchem łaski i przebaczenia.
Józef wykroczył poza ramy myślenia ówczesnej religii. Patrzył na człowieka, o którym wiedział, że nie może być winny, ale fakty jednak temu zaprzeczały. Nie kierował się ludzką, bezwzględną i okrutną sprawiedliwością, ale Bożą sprawiedliwością, przed która idzie miłosierdzie (por. Ps.89:15, wg BG).
Józef nie powiedział nikomu o swym podejrzeniu, nawet samej podejrzanej, lecz sprawę rozważył tylko w sobie.

Lekcja dla nas. Sprawiedliwy sąd zostawmy Bogu. Nie oceniajmy czyjegoś postępowania, nie osądzajmy czyjegoś sługi, innych wierzących; nieraz coś co wygląda w naszych oczach na zło, może być to tylko zewnętrznym pozorem, na który my patrzymy swoimi skażonymi oczami. Fakty mogą być zupełnie inne.
Nieraz nasz wyrok może być zgodny wg nas ze Słowem Bożym, ale możemy zgrzeszyć w imię prawdy. Zawzięcie udowadniając komuś złe zrozumienie np. jakiejś nauki teologicznej zburzyć czyjeś niepoprawne zrozumienie, powiedzieć o kimś w sposób przykry i odejść, nie pozostawiając nic w zamian; zabić wiarę człowieka w Boga, poprzez poprzez bezwzględność w udowadnianiu racji.
Dobrze zaś jest uczyć się wstrzymać swój osąd. Józef nie mówił i nie myślał źle o Marii. My możemy wydać osąd na ludzi, ich życie, zachowanie, które podoba się Bogu, tylko nie mieści się w naszych wyobrażeniach służby dla Niego. Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo (J.8:15).
Uczmy się nie mówić źle o ludziach.

Józef to mąż milczenia. Nie znajdziemy żadnego jego słowa zapisanego w Ewangelii. Obyśmy zapamiętali lekcję, którą niesie nam milczący mąż Ewangelii – nie mówmy, ani nie myślmy źle o ludziach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz