poniedziałek, 10 grudnia 2012

Od milionera do pucybuta

Fascynują i ujmują nas historie,
o których zwykliśmy mówić:
„Od pucybuta do milionera”. Historie ludzi, którzy nie mając nic, doszli na szczyty. Fascynuje nas ich determinacja
i wytrwałość w osiągnięciu celu. Rzetelna
i konsekwentna droga do sukcesu; do osiągnięcia czegoś(!) w życiu. Podziwiamy takich ludzi. O takich postaciach kręcone są filmy
w Hollywood. Niektóre z nich, wzruszają.
Wydaje się również, że historia tego świata ukazuje, że niezmiennie, tak jak kiedyś, tak i dzisiaj, istotą jest, aby dostać się na szczyt, a potem pozostać tam jak najdłużej lub postarać się wspiąć jeszcze wyżej. Większość z nas, gdzieś tam w głębi tego pragnie (gdyby tylko dokładnie i szczerze się sobie przyjrzeć), w wymiarze swoich możliwości i zainteresowań, oczywiście.  

Natomiast zbliżające się święta Bożego Narodzenia wskazują na kogoś, kto obrał odwrotną drogę; wskazują na Tego, kto był już na szczycie – wszak był Synem Bożym, Kreatorem, Panem i Bogiem, mającym chwałę, moc i władzę. Ale postanowił On zstąpić na sam dół, by stać się sługą.

Boży Syn, Jezus Chrystus zstąpił na ziemię, stawszy się człowiekiem. Ileż razy już o tym słyszeliśmy?! Jednak dwa tysiące lat temu stała się rzecz nie do pomyślenia. Ten, który był Stwórcą wszystkiego, przybrał postać człowieka. Ten, którego niebiosa ani cały niezbadany wszechświat nie może objąć, skurczył się tak niewyobrażalnie, że stał maleńkim zarodkiem w łonie Marii, potem małym dzieckiem, które rozwijało się i dorastało, jak każdy z nas. „Ogołocił samego siebie…Wyparł się samego siebie… Uniżył się” – powiedział bardziej prozaicznie Paweł apostoł.
Boży Syn, odsunął na bok swoją władzę i chwałę w niebie, by zająć miejsce pośród nas, ludzi, których sam stworzył, i o których widział, że ci Go w większości, nie tylko nie rozpoznają, ale i ukrzyżują.

Mamy tu przeciwną drogę, o której pisaliśmy wcześniej:
"Od milionera do pucybuta". Od mającego wszystko, po mającego nic. Od tego, który nie był ograniczony niczym, bo był Wszechobecnym Panem, do tego, który z własnej woli ograniczył się ciałem. Od tego, który był nieśmiertelny, do tego, którego można było skrzywdzić i ukrzyżować.    

Co było przyczyną wyboru takiej drogi Jezusa Chrystusa? 
Dlaczego Bóg-Ojciec posłał Swego umiłowanego Syna, wiedząc,
jakie spotka Go tam cierpienie?
W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować - odpowiada Jan apostoł (1J. 4,10n).

8 komentarzy:

  1. Jak to ujął mój dobry znajomy - wszyscy chcą być Salomonami, tylko nikt nie chce być Hiobem.
    Ale kariera i w życiu bywa odwrotna... Ilu to ludzi trafiło pod most, będąc wcześniej naprawdę bogatymi ludźmi. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "...jak postąpiłby Jezus.....
    bo jest Bogiem, Synem Najwyższego".

    Drogi Radku,
    28 października w komentarzu do tekstu napisałem: "nie chcę aby moje słowa wyglądały na czepianie się, czy wyciąganie słowa z kontekstu. Chciałbym tylko upewnić się, że Jezusa Chrystusa- Syna Bożego, nie utożsamiasz z Panem Bogiem Jahwe- Ojcem. Nie uważasz, że są tą samą współistotną osobą, czy tak?

    A teraz chciałbym w nawiązaniu to tekstu "Od milionera do pucybuta" także zapytać Cię co masz na myśli pisząc: "Natomiast zbliżające się święta Bożego Narodzenia wskazują na kogoś, kto obrał odwrotną drogę; wskazują na Tego, kto był już na szycie – wszak był Synem Bożym, Kreatorem, Panem i Bogiem, mającym chwałą, moc i władzę..."

    Po pierwsze chciałbym Cię zapytać czy sformułowanie "święta Bożego Narodzenia" jest trafne w ustach naśladowcy Bożego Syna?
    Po drugie, w nawiązaniu do początku mojej wypowiedzi, czy uważasz, że Pan Bóg i Pan Jezus to ta sama osoba?
    Frapuje mnie to, więc pytam.

    Czekam na odpowiedź.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do rozmowy, mój tel. 692430653. Jak zadzwonisz, mogę oddzwonić, wszak mam trochę wolnych minut na koncie. W tej przestrzeni nie będzie anonimowo.

    Prosiłbym jednak na wstępie o unikanie insynuacji typu, czy używanie zwrotu "Boże Narodzenie" jest trafne u ustach naśladowcy Chrystusa?. W tak zapisanym pytaniu, myślę, że już odpowiedź dobrze znasz.

    W wyrazem szacunku, Radosław Siewniak.

    OdpowiedzUsuń
  4. ...hm...ja czytałam poprzedni komentarz Anonimowego.i wiesz, Radku,zastanowił mnie...szkoda może że nie odpisałeś, byłam ciekawa.choć rozumiem że być może nie chciałeś wywoływać jakiejś teologicznej dyskusji.jednak kwestia Synostwa Bożego Chrystusa, Jego Boskości, Trójcy Świętej(...) to kwestie fundamentalne w chrześcijaństwie:))) ja bym chętnie poczytała jak to widzisz:) to może na prive:) kiedyś:))) serdeczności.j.

    OdpowiedzUsuń
  5. Julio, ja już przeszedłem tysiące takich rozmów. Kilka z nich było pięknych, rozwijających, ale były też takie (zdecydowanie więcej) na które rozmówcy nie byli przygotowani, z racji braku - oprócz mówienia/pisania - słuchania, szacunku i pokory.
    Na pisanie z ludźmi, którzy wiedzą, że "wiedzą", jakoś nie jestem już prędki. Nie mam na to czasu. Mam wiele innych zajęć. Zapraszam jednak do rozmowy werbalnej. Jak nie face of face to chociaż telefonicznej z opcją, że wszystko idzie na mój koszt :) A więc i Ciebie zapraszam na rozmowę, droga Julio. Pozdróweczka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale rozumiem:) pewnie, chętnie:) może być i na mój koszt:) po prostu ciekawi mnie Twój punkt widzenia, tyle:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Julio droga, to dzwoń proszę :) Miło będzie Cię usłyszeć - zdaje się, po raz pierwszy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Radku, jak tylko znajdę spokojną chwilę...pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń