niedziela, 29 stycznia 2012

spory teologiczne i rozmowy nasze

Napiszę kilka zdań na temat, który jest dla mnie ważny, bo wydaje mi się, że jako chrześcijanie, często w tym temacie zawodzimy i dajemy krzywy obraz czym i jakie, w swej istocie chrześcijaństwo powinno być. Prowadzone na fb, forach chrześcijańskich czy w realu spory teologiczne często wyniszczają prawdziwe cnoty chrześcijańskie. Przyczyną nie są różnice w poglądach (interpretacja Biblii), ale w nieprzygotowanych do takich rozmów ludziach. I tak podczas takich konwersacji wychodzi na wierzch wcale nie z rzadka zarozumialstwo, arogancja, fanatyczna niedopuszczalność odmiennych myśli rozmówcy, używanie – by ostatecznie pokonać „przeciwnika” – chwytów poniżej pasa wyrażonych w zdaniach: „mnie to Duch Święty objawił”, „skoro wierzysz inaczej, jesteś nieodrodzony”, a w najlepszym przypadku błądzisz, jak człowiek chodzący w ciemnym pokoju bez świecy. Rozmowy takie dosyć często są bezsensownie powielane, wszak ludzie w nich uczestniczący są na ogół ugruntowani w przez się wyznawanej prawdzie i nie zamierzają dopuścić do siebie myśli, że mogą swoje przekonania zmienić. Ba, nie zamierzają też słuchać ani czegoś się nauczyć od rozmówcy (oczywiście są piękne wyjątki), tylko nauczać innych.

Co w związku z tym? Proponuję przedstawić swój pogląd i na tym zakończyć. Powtarzanie go w kółko i szukanie ludzi, którzy z tymże poglądem się nie zgadzają jest paradoksalnie zagłuszaniem prawd Bożych, wszak one obronią się same, jeżeli to prawdy Boże. Nagminne nagabywanie ludzi do swoich przekonań jest jak nieustanne robienie ramek do obrazów przy jednoczesnym nie zajmowaniem się samym obrazem. Z czasem pozostaną nam same tylko ramy – hasła, słowa, doktryny i idee, bez obrazu – praktycznie i czynnie uaktywnionej miłości względem drugiego człowieka wyrażonej u swych podstaw w szacunku i życzliwości względem napotkanej osoby.

Wreszcie na koniec. Myśl, że to my mamy kogoś przekonać do wyznawanych przez nas słusznych prawd jest nierzadko wkraczaniem w autorytet samego Boga, wszak, Chrystusowe i apostolskie nauczanie brzmi, że to nie człowiek przekonuje ani daje wzrost, a sam Bóg i Jego Duch Święty. Przyjęcie tej prawdy może uczynić nie jedną osobę uwolnioną od obowiązku, za wszelką cenę, stawiania się na straży poprawiaczy wszystkich dookoła, wyjąwszy z tego grona siebie i paru swoich zwolenników.

Zachęcam więc. Trwajmy w umiłowaniu Słowa i szacunku do wspaniałej treści natchnionego Tekstu. Uniżmy się przed żywymi literami Bożego Słowa, z jednoczesnym uniżeniem i pokorą względem drugiego człowieka i Autora, tekstu nad którym się pochylamy. Poprośmy o ożywiającego Ducha i jeżeli zamierzamy rozmawiać, to rozmawiajmy w pokorze i we wzajemnym okazaniu szacunku, właśnie. Jeżeli tak nie potrafimy. Na czas nauki, rozmów zaniechajmy, ze względu na swoje dobro (!), nie rozmówcy. Ze względu na szacunek dla Biblii.

czwartek, 26 stycznia 2012

Tłumaczenia Pisma Świętego

Raczej nie zamieszczam na "haszamajim"
tego rodzaju tekstów, co poniżej, możecie przeczytać.
Blog ten jest raczej refleksyjno - moralny.
Pozwolę sobie jednak od czasu do czasu to zmienić
i napisać coś z innego wymiaru chrześcijaństwa.
Zacznę od tekstu mojego przyjaciela, Daniela Kalety,
autora polskiej konkordancji w systemie Stronga.
Myślę, że wart zapoznania.


"Tłumacz Pisma Świętego napotyka przy swojej pracy na znacznie większe trudności niż każdy inny tłumacz literatury.
1. Ma on do czynienia z tekstem w językach starożytnych – hebrajskim (aramejskim, syryjskim) oraz greckim, które co prawda są do dzisiaj w użyciu, ale znacznie zmieniły się na przestrzeni owych tysięcy lat. Powoduje to, że często znaczenia słów nie są pewne, formy gramatyczne niejednoznaczne, a zwłaszcza zabarwienie emocjonalne słów trudne do odtworzenia.
(a) Pisarze starożytni odwoływali się do znanej im rzeczywistości, nazywali zwierzęta, rośliny, przedmioty, czynności, które dzisiaj częściowo już całkowicie zanikły i znamy je jedynie z opisów historycznych. Dobranie dzisiaj właściwego słowa wymaga pracy często „wykopaliskowej”.
(b) Znaczenia słów zmieniały się na przestrzeni wieków (jak choćby polskie ‘zapamiętać’ i ‘zapomnieć’, które na przestrzeni ostatnich kilku wieków całkowicie wymieniły się swoimi
znaczeniami). Tłumacz musi więc odtworzyć na podstawie literatury historyczne znaczenia słów. (c) Formy gramatyczne częściowo zanikły lub zostały uproszone. Również ich zastosowanie się zmieniało. I tutaj tłumacz musi być jednocześnie „archeologiem”, który rekonstruuje sens wypowiedzi, a nie tylko ją tłumaczy.
(d) Najtrudniejszym jednak zadaniem dla tłumacza jest odtworzenie emocjonalnego zabarwienia słów. Inaczej brzmi dla nas np. słowo „głupi” inaczej „niedorzeczny” a jeszcze inaczej „dureń”. Tłumacz musi „niestety” zdecydować się na jedno słowo i dobrać takie, które najbliższe jest – wedle jego wyczucia – oryginalnemu zabarwieniu słowa. Ponieważ nie mamy zbyt wielu dokumentów w językach starożytnych, a zwłaszcza takich, które przekazywałyby popularne zabarwienia słów, to zadanie to jest praktycznie niewykonalne. Owszem mamy sporo literatury w języku greckim, ale napisana ona została przeważnie przez ludzi wysoko wykształconych oraz w bardzo różnych miejscach i na przestrzeni tysiąca lat (VII pne do IV ne). My zaś potrzebujemy zrekonstruować zabarwienia słów wśród prostej, żydowskiej ludności greckiego i hebrajskiego Wschodu. W obrębie języka hebrajskiego sytuacja jest już całkowicie beznadziejna, gdyż poza Biblią nie dysponujemy prawie żadnymi innymi dokumentami z epoki proroków. Musimy więc polegać na tradycji odczytywania tekstu, a nie na rzeczywistej wiedzy wywodzącej się z badań zapisów epoki.

2. Tłumacz nie ma jednoznacznie pewnego tekstu, którego użyje do tłumaczenia. Musi się zdecydować na jeden z wariantów. W przypadku tekstu ST będzie to albo tradycyjny, żydowski tekst masorecki (przechowywany tradycyjnie wśród uczonych i rabinów i ustalony ostatecznie około VI-VII w. naszej ery), albo rekonstruowany współcześnie tekst bazujący na wiedzy lingwistycznej i syntezy z innymi tekstami (np. Samarytańskim) i starożytnymi tłumaczeniami, jak np. Septuaginta. W przypadku tekstu greckiego NT tłumacz będzie musiał wybrać między tekstem mieszanym, rekonstruowanym na podstawie wielu rękopisów i wiedzy lingwistycznej, lub zdecyduje się na jeden ze starożytnych rękopisów, np. Synaicki. Inni jeszcze, jak na przykład katoliccy tłumacze przed Soborem Watykańskim II. zmuszeni byli trzymać się starożytnego tłumaczenia łacińskiego, tzw. Wulgaty, która przez oficjalny Kościół Rzymski uważana była za jedyny tekst natchniony. Tłumaczenie na język współczesny będzie oczywiście mocno zależne od wyboru jednego tekstu oryginalnego, który często odrobinę różni się od pozostałych.

3. Tłumacz jest nie tylko narażony, ale wręcz zobowiązany do przekazywania pewnej lokalnej i wyznaniowej tradycji interpretowania tekstu. Często ta cecha tłumaczenia uznawana bywa za wadę. Trzeba być jednak świadomym, że uniknięcie tej „skazy” jest praktycznie niemożliwe. Każdy z nas rozumie Biblię zgodnie z tradycją swojego czasu i otoczenia. Oczywiście takie, a nie inne, rozumienie tekstu przyjmujemy najczęściej w pełni świadomie, ale przecież to jest właśnie przychylenie się do jakiejś „tradycji” lub też próba tworzenia nowej. Dla żydowskich tłumaczy wpisywanie do tłumaczenia tradycji czytania tekstu jest nie tylko możliwością, ale wręcz obowiązkiem. Dla nich tekstem świętym jest zapis hebrajski. Jeśli wykonują tłumaczenie, to właśnie po to, by przekazać „poprawną” tradycję rozumienia tekstu. Wpisują więc do tłumaczenia czasem w nawiasach kwadratowych, a często nie, całe talmudyczne komentarze do tekstu.
Taką samą filozofię stosują tłumacze katoliccy, którzy czują się zobowiązani do przekazania w tłumaczeniu tradycji czytania tekstu od czasów pierwszych, uznawanych przez ich Kościół interpretatorów Biblii. Również tłumacze, którzy zarzekają się, że ich tłumaczenia nie mają nic wspólnego z interpretacją i teologią, oszukują albo samych siebie, albo swoich czytelników. Ponieważ tłumacz w wielu miejscach musi zdecydować się na jedną z wielu możliwych wersji znaczenia danego fragmentu, to wybiera oczywiście taką, którą uznaje za słuszną. W sposób naturalny i oczywisty jest to wybór tradycyjny i teologiczny, a nie tylko i wyłącznie filologiczny, gdyż tłumacze są przeważnie ludźmi szczerze wierzącymi.

4. Tłumacz tekstu Świętego porusza się na bardzo grząskim gruncie. Ludzie, którzy będą czytali jego dzieło, nie tyle będą szukali akcji, poznania i zrozumienia treści, ale będą porównywać jego sposób przekazu do własnych wyobrażeń znanego już im najczęściej tekstu oraz porównywać go z innymi znanymi im przekładami. Poza tym tekst ten jest dla nich najczęściej najwyższą świętością, będą więc ważyć każde słowo, będą go rozbierać na części pierwsze i oglądać pod lupą. Ludzie ci często poczują się obrażeni, gdy nie użyje odpowiedniego słowa, gdy przetłumaczy zbyt popularnie („gazetowo”) lub też zbyt podniośle. Ludzie ci będą chcieli medytować nad jego tekstem, będą chcieli go używać w swoich modlitwach, rozmowach z Bogiem oraz innymi wierzącymi. Dlatego musi im dać tekst, który jest również w szacie językowej odpowiednio „święty”. Bywało, że o słowa użyte w tłumaczeniu toczyły się teologiczne, a nawet literalne wojny. Z jednej więc strony tłumacz świadomy tej historii nie będzie chciał podsycać tych sporów, ale z drugiej przecież będzie chciał pozostać wierny swej wyznaniowej tradycji. I tak np. tłumacz Biblii Gdańskiej będzie tłumaczył greckie „ekklesia” na „zbór”, tam gdzie katoliccy tłumacze napiszą „kościół”. Biorąc pod uwagę powyższe wszystkie powyższe trudności (i pewnie jeszcze wiele innych niewymienionych powyżej), czytelnik przekładu Biblii, który nie zna języków oryginalnych i zmuszony jest do korzystania z przekładów, powinien koniecznie zachować kilka podstawowych zasad.

1. Podstawą nauki, nie tylko biblijnej, jest pokora. Czytelnik przekładu musi koniecznie uznać, zwłaszcza w przypadku przekładów popularnych, które przetrwały próbę historii, że tłumacz był osobą kompetentną, szczerą i pragnącą przekazać swojemu czytelnikowi dobrą wersję tekstu w jego języku narodowym. Założenie to wynika nie tylko z zaufania do ludzi, którzy na ogół chcą dobrze wykonać swoją pracę, zwłaszcza tak zaangażowaną ideologicznie, ale także z zaufania do Boga, który przecież cały czas dbał o to, byśmy dostali Biblię w takiej formie, która pozwoli nam poznać Jego samego, Jego Syna i wspaniałe zamierzenie stwórcze i zbawcze Najwyższego. Do pokory należy nie tylko uznanie, że inni ludzie kierowali się dobrymi intencjami, ale także ostrożne szacowanie swoich własnych umiejętności. Krótko mówiąc autor niniejszych uwag z całego serca zachęca wszystkich czytelników tłumaczeń Biblii do próby zrozumienia, jakimi kryteriami kierowali się tłumacze, do przypisania im dobrych intencji, gdyż to pozwoli im lepiej zrozumieć tekst, z którym obcują. Osoba, która nie zna przynajmniej dwóch lub lepiej trzech języków w takim stopniu, by móc sprawnie czytać w tych językach, powinna z zaufaniem i pokorą oddać szacunek ludziom, którzy wiele lat poświęcili na poznawanie wielu języków, w tym języków starożytnych po to, by udostępnić nam Biblię w naszym narodowym języku. Przestrzega się też takie osoby, nieposiadające przynajmniej dobrej orientacji językowej, niezłej znajomości kilku języków i dobrej znajomości zagadnień gramatycznych, przed wyciąganiem zbyt pochopnych wniosków z użycia narzędzi typu konkordancje, słowniki, programy tłumaczące i inne pomoce. W przypadku niedoborów własnej wiedzy można co najwyżej posłużyć się powyższymi pomocami do próby wyboru właściwego istniejącego tłumaczenia, jeśli mamy do wyboru kilka wersji. Zwłaszcza należy przestrzec przed próbą podstawiania w rozważanych miejscach znaczeń słowa wywodzących się z innych. Niedawno spotkałem się np. z próbą wyciągania wniosków ze słów użytych w Łuk. 19:12 i 19:13, tłumaczonych w BG na „zasię się wrócić” oraz „przyjechać”, które wskazywałyby na różne etapy powrotu Jezusa. To bardzo trudna i zwodnicza droga interpretacji Biblii. Znaczenie słów często zależy od form gramatycznych, od współbrzmienia z innymi słowami oryginalnymi oraz od gramatycznego kontekstu (liczby, rodzaje). Wszystkie te elementy i wiele innych niedostępne są dla czytelnika nie znającego języka oryginalnego. Dlatego nie wolno próbować podstawiać w badanym miejscu dowolnego znaczenia słowa wybranego ze słownika czy konkordancji. Niestety są tylko dwa wyjścia: Albo poświęcić przynajmniej kilka lat na naukę języków (przy założeniu posiadania pewnych uzdolnień w tym kierunku) albo zaufać tłumaczom. Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach jesteśmy bardzo błogosławieni różnorodnością tłumaczeń i można łatwo na ich podstawie wyrobić sobie opinię o możliwych tłumaczeniach danego fragmentu.

2. Mając na uwadze wspomnianą powyżej pokorę, warto jednak zadać sobie nieco trudu, by rozpoznać, jakimi kryteriami przy doborze tekstu oryginalnego oraz jaką metodą przekazu posługiwali się tłumacze. Polskich tłumaczeń nie mamy aż tak wiele i prędko można się zorientować, że np. tłumaczenie Tory przez Pekarica przekazuje tradycję talmudyczną, tłumaczenie Biblii Tysiąclecia hołduje w NT tradycji katolickiej, a w ST często zbliża się do tradycji żydowskiej, że Biblia Gdańska bywa często tłumaczeniem dosłownym i literalnym, co wcale nie zawsze bywa zaletą, a Nowy Przekład Brytyjski próbuje połączyć wiele różnych
tradycji i wprowadza przy tym nieco zamieszania. Ksiądz Kowalski będzie próbował przekazać Słowo Ewangelii współczesnym, wyrazistym językiem, Biblia Nowego Świata zdradzi nam wiele tajemnic oryginalnych interpretacji organizacji reprezentowanej przez jej tłumaczy. Psałterz Kochanowskiego będzie rytmizował i rymował tekst, by łatwiej go było zapamiętać czy zaśpiewać, podczas gdy Staff czy Miłosz będą szukali złotego środka między poetyckim językiem a jednak wiernością tłumaczenia. W ten sposób można zaprzyjaźnić się z różnymi tłumaczeniami i świadomie sięgać po te z nich, które najlepiej artykułują nasze własne potrzeby. Warto przy tym jednak pamiętać, że tłumaczenie, które dobieramy wedle własnych preferencji, czy nawet pewnej wiedzy o podstawowym tekście, wcale nie musi być najsłuszniejsze i najprawdziwsze. Nasze odczucia bowiem również mogą nas mylić.

3. Warto dokładnie czytać przedmowy do tłumaczeń, ich historie, zapoznawać się z życiorysami tłumaczy. To pozwoli nam lepiej ocenić, jaką metodę stosuje dane tłumaczenie. Dzięki temu będziemy umieli zastosować odpowiednie filtry, by wyłowić specyficzne elementy danego tłumaczenia. W przedmowach znajdziemy przeważnie informację o tym, jaki tekst stanowił podstawę tłumaczenia, jakimi kryteriami językowymi kierowali się tłumacze, jakie stosowali słownictwo, czy terminologię. Jako przykład różnego podejścia tłumaczy do tekstu można podać np. 1 Sam. 13:1. To, co Biblia Gdańska pilnie i wiernie przetłumaczy za tekstem hebrajskim: „Saul tedy pierwszego roku królowania swego (bo tylko dwa lata królował nad Izraelem)”, Nowy Przekład zaokrągli wedle jakiejś koncepcji rekonstrukcyjnej: „Saul miał pięćdziesiąt lat, gdy został królem, i dwadzieścia dwa lata panował nad Izraelem”. A Biblia Tysiąclecia pozostawi pewne elementy nierozstrzygnięte sugerując niekompletność tekstu: „Saul miał... lat, gdy został królem, a dwa lata panował nad Izraelem.” Podobne przykłady znajdziemy w Zach. 6:6 (uzupełnienie brakujących zdaniem tłumacza NB zaprzęgów i kierunów), czy Zach. 9:1, gdzie słowo ADAM „człowiek” zostało podmienione na zasadzie podobieństwa na ARAM, „Syria”.

4. Przy całej uwadze, jaką należy poświęcić na studiowanie Biblii, również na zagłębianiu się w różne wersje tekstu, warto pamiętać, że w gruncie rzeczy różnice te nie są aż tak znaczne. Można chyba z przekonaniem zaryzykować stwierdzenie, że człowiek szczerze wierzący w Boga i w natchnienie Biblii pozna „całą prawdę” zapoznając się z tekstem tylko w oparciu o jedno tłumaczenie. Być może to, czy inne miejsce będzie rozumiał niekompletnie lub nawet źle, ale kto z nas może powiedzieć, że wszystkie miejsca Biblii rozumnie poprawnie? Nie przeszkodzi mu to jednak w poznaniu Boga i Jego świętego zamierzenia względem człowieka. Decydująca tu jest nie tyle jakość tekstu, którym dysponujemy, bo wszystkie znane mi teksty Biblii są wystarczająco dobre, ale raczej szczerość czytającego, jego gotowość do przyjęcia tekstu takim, jaki jest i starania się z całej siły i z pomocą Bożą o jego zrozumienie. To właśnie zrozumienie i interpretacja, lub też niezrozumienie i błędna interpretacja, są głównymi źródłami nieporozumień przy
poznawaniu Biblii, a nie niedokładność tłumaczeń. Zaufajmy Bogu, że On sam najlepiej zadba o nasze zrozumienie Biblii. Nie zaniedbujmy żadnej możliwej i osiągalnej dla nas metody zbliżenia się do świętego tekstu. Pamiętajmy jednak, że to moc Ducha Świętego, a nie nasz ludzki rozum, powinna być przewodnikiem po kartach Biblii, czyniącą z niej czyste okno, przez które można ujrzeć niebo i mieszkającego w nim Boga".

(autor: Daniel Kaleta)

wtorek, 24 stycznia 2012

głębia

Wypłyń na głębię
i zarzućcie sieci na połów!

(Łuk. 5:4)

Kto jak kto,
ale Piotr był doskonałym rybakiem.
Znał się na swoim fachu.
Jednak po całej nocce,
kiedy nie złowił żadnej ryby,
zarzuca sieci jeszcze raz
na polecenie swego Pana.
Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci (Łuk. 5:5).
W tym „lecz” kryje się pełnia ufności i wiary wobec Jezusa.

Jezu, aż się wstydzę zapytać, ile razy – świadomy
czy nieświadomy – odwracałem od Ciebie twarz i szedłem
według własnego postanowienia, że zrobię to po swojemu!
Ile razy nie złowiłem nic. Głodny Twego Ducha, chodziłem
sposępniały aż dotąd, kiedy kolejny raz nie pochyliłeś się
nade mną i nie powiedziałeś: „Znowu muszę cię uczyć”.
Krnąbrnym jestem uczniem. Co dzień wypływam na głębię.
Oddaję swój ster i zarzucam sieci na Twoje słowo. Chcę żyć
głębiej! Doznawać głębi, która przenika wszystko, nawet
głębokości Boga samego (1Kor.2:10).
Tylko ile razy dopływam?
Obym, spłycony doczesnością, do głębi wypełnił się Tobą.
Nie chcę żyć na płyciźnie.

(z książki "Prawda głodna odwagi")

piątek, 20 stycznia 2012

Bóg działający w człowieku

Kiedy czytam listy
Pawła apostoła
to uderza mnie to, że Paweł
nie dokonuje tam
rozróżnienia typu,
że chrześcijanie zrobili to,
a Bóg zrobił tamto.
Paweł podkreśla,
że jesteśmy ciałem Chrystusa,
a więc, jeśli robimy to,
do czego powołuje nas Bóg,
to robi to w nas sam Chrystus.
Jezus nie ma rąk innych jak nasze.

Bóg wykonuje swoje dzieło przez nas.
Dlatego Bóg nazywa Chrystusa Głową,
a wierzących Jego ciałem. Tak naucza Słowo.

Tematem moich modlitw w ostatnim czasie jest to,
bym sam się umniejszał, a On wzrastał.
Chcę, by więcej i więcej Chrystusa było we mnie,
po to, bym wyrażał Jego osobę słowem, gestem, uczynkiem.
Bym za Pawłem mógł nie tylko powiedzieć,
ale tak żyć, by „z całą swobodą i jawnością
Chrystus został uwielbiony w moim ciele” (Flp. 1:20).
Wiem, że Jego błogosławieństwo i zamiar względem człowieka
przekracza nasze zdolności percepcji. Wiem, że On
„może uczynić nieskończenie więcej niż to,
o co prosimy czy rozumiemy” (Ef. 3:20).
Dlatego, choć mozolnie, ale uczę się wychodzić
z odwagą ku temu, do czego On powołuje.

To mój cel.
Być dla Niego obecny, tak jak On obecny jest dla mnie.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

niepewność budzi agresję

Człowiek pewny swojej ojczyzny
nie będzie szalał na jej punkcie.
Człowiek pewny swojej wiary
nie będzie wszędzie węszył jej prześladowań.
I odwrotnie.
To niepewność własnych przekonań
budzi agresję obronną u wszystkich stworzeń,
które atakują, nie widząc innego ratunku.

ks. Adam Boniecki

niedziela, 15 stycznia 2012

rozmowy nasze

Dyskusje na tematy sporne
pomiędzy wierzącymi,
nie zachęcają niechrześcijan
do chrześcijan.
I nie tyle chodzi tu
o kwestie sporne,
co o styl rozmowy.
Kipiąca w tych dyskusjach
- jak z gara z wrzącą wodą -
duma religijna, przekonanie o swojej nieomylności
podpięte pod autorytatywne stwierdzenie,
że tak naucza Biblia (każda ze stron tak czyni),
szermierka słowno - teologiczna, sprawiają,
że obserwujący takie przepychanki ludzie
skutecznie zniechęceni są do chrześcijaństwa.
Takie miejsca jak fb czy różne fora chrześcijańskie,
są tego faktu nierzadko smutnym potwierdzeniem.
Dlatego wielu wrażliwych niechrześcijan
nie chce wpakowywać się w takie chrześcijaństwo,
co z bólem w sercu, ale rozumiem.
Niech to będzie refleksją, jak my prowadzimy nasze rozmowy,
jakie myśli i słowa wyrażają nasze usta,
jak wyrażamy przez nasze jestestwo miłość Chrystusa.

piątek, 13 stycznia 2012

chrześcijaństwo


W chrześcijaństwie nie chodzi o to kim my jesteśmy
i co my możemy zrobić,
ale o to kim Chrystus jest w nas
i co On może w nas zrobić.
Kiedy prawdziwie Jezus kształtuje się w człowieku
nie ma miejsce na dumę,
że to my pobożniejsi,
że my lepiej znający biblijną prawdę.
Jest pokora i służba,
chęć praktycznego wypełnienia słów, które się głosi.
Jest poszanowanie drugiego człowieka,
niezależnie kim by nie był
i jakiego światopoglądu by nie reprezentował.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Syloe - wspomnienie koncertu

W listopadzie zespół Syloe wystąpił w Chrzanowie
z repertuarem "Znaki. Zapytania".


Znaki, ponieważ w naszym życiu zastanawiamy się nieraz,
czy to wszystko o czym mówi Ewangelia,
o czym mówił Jezus, jest prawdą?
Czy faktycznie, rzeczy, które czynił, miały miejsce?
Czy Królestwo Boże jest rzeczywistością?
Czy nastanie kiedyś ten czas, w którym
nie będzie wojen, płaczu, bólu i cierpienia, śmierci?

Zastanawiamy się…, nierzadko wątpimy.

Ale nieraz spotykamy w naszym życiu znaki właśnie.
Dziwny traf, że uniknęliśmy wypadku samochodowego.
Ktoś powie: „Ktoś musiał czuwać nad tobą”.
Spotykamy nieraz ludzi, którzy w sposób naturalny mówią
o Jezusie, jako kimś bliskim, kimś kogo znają,
z kim rozmawiają, z kim mają bliską społeczność.
A z nich samych emanuje dziwne, nie pasujące do tego świata, dobro.
Nie można przejść wobec tego obojętnie.

Wówczas mamy zapytania.
To wszystko co nam się przytrafia, napotkani ludzi,
dziwne zdarzenia, rodzą w nas duży znak zapytania.

Wówczas szukamy odpowiedzi.

Podczas koncertu zespołu Syloe pojawiły się znaki.
Być może w związku z tym, pojawiły się zapytania, ale…
padła też odpowiedź.

Zapraszam posłuchać.
Syloe, "Znaki. Zapytania".

(Więcej informacji o koncercie na stornie: http://zrodlo.blogspot.com/)

1. Intro
2. Czemu za Nim idziesz?
3. Anioł to czy ogrodnik?
4. 24/7
5. Nikodem
6. Potop
7. Jaką mocą?
8. Cztery żywioły
9. Dla prostych to proste
10. Nie rzuciłem ci okruchów
11. Życie i śmierć
12. Wielkie cuda
13. Na mnie spójrz - bis
14. Wykrzykuj ziemio (Psalm 100) - bis
15. Syloe - bis


piątek, 6 stycznia 2012

kogo odrzucasz?

Jezus Chrystus, przez którego wszystko zostało stworzone, przyszedł na świat stawszy się człowiekiem. Boży Syn, staje się podobny ludziom. Wyniszcza samego siebie. Cieleśnie zamieszkuje w Nim cała pełnia boskości. To tak niezwykłe i tajemnicze i tak samo cudowne, ale nie o tym chcę pisać. Przyjąwszy postać sługi, Chrystus, należał do Galilejczyków, pogardliwie traktowanej grupy Żydów. Potem niesłusznie oskarżony, został zgładzony jako heretyk i złoczyńca; odrzucony przez większość słuchaczy, zdradzony, zraniony dziką agresją tłumu, poddany serii rozpraw sądowych będących kpiną w wymiaru sprawiedliwości, aż wreszcie zawisł na krzyżu, przewidzianym dla najniebezpieczniejszych przestępców.

"Na świecie był i świat przezeń powstał, lecz świat go nie poznał" (J. 1:10; BW) - napisał o Chrystusie uczeń, który kładł swoją głowę na piersi Mistrza.

Tuż przed ukrzyżowaniem Jezus modlił się do Ojca o jedność kościoła. Dziś, po upływie dwóch tysięcy lat od tamtej modlitwy, rzeczywistość, o którą prosił jest daleka od wypełnienia. Dziś podobnie, jak Chrystus, odrzucanych jest wielu szczerych, wiernych Bogu chrześcijan, z powodu interpretacji Słowa, zrozumienia. Nieraz jedni występują przeciwko drugim. Nieraz tak się zagalopowujemy, że zapominamy, ze do nas należy wyłącznie władza nad naszym ciałem. Sprawy duchowe, dotyczące wiary nie wchodzą w zakres naszej władzy. "Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia" - napisał Paweł apostoł. Zapominając o tej przestrodze reformator Kalwin spalił Serveta na stosie, z powodu innego zrozumienia natchnionego Tekstu. W taki sposób wyprawy krzyżowe pochłaniały życie tysięcy ludzi, w celu propagowania wiary "chrześcijańskiej". Taką drogę wybierają nieraz i dziś niektórzy, by wymusić posłuch dla siebie. Droga siły, przemocy słownej i presji. Całkowicie inaczej postępuje Bóg. On wybrał słabość, pokorę i cichość, by przemówić do świata. Wybrał drogę niezgłębionej przez człowieka mocy swojego Słowa.

Daleko odeszliśmy od tej drogi.
Przez to nieraz zapominając się w swoich ambicjach, przekonaniach, usiłowaniach po trupach postawić na swoim, pewności tego, że to my mamy najlepszą prawdę, nieraz w tym wszystkim mówimy o Bogu bez Boga.

Zastanawiam się, czy tak, jak pierwsze przyjście Chrystusa dla wielu stanowiło kamień potknięcia, czy z drugim może nie być podobnie?

wtorek, 3 stycznia 2012

życzenie na nowy rok

Niech Bóg ci błogosławi niezadowoleniem
z łatwych odpowiedzi, półprawd i płytkich relacji,
abyś mógł żyć z głębi swego serca.
Nich Bóg ci błogosławi gniewem na niesprawiedliwość,
ucisk i wyzysk człowieka,
abyś mógł pracować dla sprawiedliwości, wolności i pokoju.
Nich Bóg ci błogosławi łzami,
byś je wylewał nad znoszącymi ból, odrzucenie, głód i wojnę,
abyś wyciągnął swą dłoń, pocieszył ich i zmienił ten ból w radość.
I niech Bóg ci błogosławi odrobiną głupoty,
abyś uwierzył, że można zmienić świat, i robił to,
co inni uważają za niemożliwe,
niosąc sprawiedliwość i dobro wszystkim dzieciom i ubogim.
(błogosławieństwo franciszkańskie)

Tego sobie i Wam, blogowi przyjaciele, życzę na nowy rok.

niedziela, 1 stycznia 2012

jaki to był rok?

…z jednej strony czasem trudnych decyzji
i przekraczania kolejnych warownych twierdz „nie możliwe”
w moim umyśle. To przynosiło przeczucie, jakby
Bóg położywszy rękę na moim ramieniu mówił:
„Ja jestem z tobą. Nie bój się”. Z drugiej strony były też chwile,
kiedy byłem słaby i słabość nie była zwiastunem mocy,
ale przynosiła kolejną słabość. Były to wówczas dni chłodne,
kiedy poczucie bliskości z Panem stawało się ubogie.
Były momenty gorzkiej bezsilności w dążeniu
do jedności z Bogiem.
Był też czas zwycięstwa Boga w moim ciele, kiedy czułem,
że z całą swobodą i jawnością ma On przystęp do mnie
i może wyrażać się, przez tak kruchą osobę, jak ja.
Przez słabości, to był czas uczenia się pokory i miłości,
wrażliwości i subtelności w relacji z odmiennością.

To rok wielu lekcji. Wierzę,
że wprowadzających w kolejne „nowe” w drodze za Panem.

Chętnie śpiewam: