wtorek, 29 maja 2012

wyjazd

W najbliższy weekend wyjeżdżam do Wiednia.
W sobotę chciałbym zobaczyć coś z wiedeńskich zabytków
i urokliwych miejsc stolicy Austrii.
Będę pierwszy raz, więc chcę zwiedzać uważnie
i liczę, że ujmie mnie to - ponoć - jedno
z najpiękniejszych miast naszej Europy. 
W niedzielę usługuję natomiast
w polskim kościele w Wiedniu.
Po powrocie zaś samotny wyjazd
w słowackie Tatry Zachodnie.
Mam w planach przejście prześlicznego szlaku
przez Ostry Rohac, Banikov, Salatin
do Małej Brestovej skąd chcę zejść
do Chaty Zverovka a potem
do Doliny Chochołowskiej.
Liczę nad dobry czas medytacji, wyciszenia i odpoczynku...
i na słoneczną pogodę.
Wreszcie na koniec odwiedziny przyjaciół w Nowym Targu.
Może ktoś chciałby westchnąć za mną ku Najwyższemu... Będę rad.

Pokój Boży z Wami! 

niedziela, 27 maja 2012

obietnica Ojca


Dzisiejsza niedziela
jest jednym 
z największych
dla chrześcijan świąt, 
świętem Pięćdziesiątnicy 
– dniem spełnienie się obietnicy Ojca, 
wylania Ducha Świętego 
na każde ciało, które pragnie. 
Jezus zasiadł po prawicy Boga. 
Przyszedł Pocieszyciel.

Miejscem, do którego przyszedł to nasze życie.

Opis zstąpienia Ducha Świętego i następujące po tym wydarzenia 
– polecam tu lekturę Dziejów Apostolskich –
powinien być dla nas wzorem,
do którego często powinniśmy zaglądać,
by pobudzać swoją wiarę
i wzbudzać swoje pragnienie Ducha Świętego;
wreszcie po to, by sprowokować się do pytania, 
jaki wpływ Duch Święty ma na moje codzienne życie?
Jak żyję w nim poza kościołem?

sobota, 26 maja 2012

Sanctificetur

Cóż jest człowiek bez Twego imienia na ustach?

Twoje imię jest jak pierwszy łyk powietrza
i pierwszy płacz niemowlęcia.

Wymawiam Twoje imię i wiem, że jesteś bezbronny,
ponieważ potęga należy do Księcia tego świata.

Rzeczy stworzone oddałeś we władzę konieczności,
dla siebie zachowując serce człowieka.

Uświęca Twoje imię człowiek dobry,
uświęca Twoje imię pożądający Ciebie.

Wysoko nad ziemią obojętności i bólu
jaśnieje Twoje imię.

Czesław Miłosz

środa, 23 maja 2012

zbyt łatwo nas zadowolić

Gdyby dzisiaj zapytać dwudziestu dobrych ludzi,
co uważają za najwyższą z
cnót, to dziewiętnastu z nich
zapewne odpowie, że
bezinteresowność.
Jeśli jednak zapytalibyście o to samo dowolnego chrześcijanina
w dawnych czasach, odparłby: miłość. Widzicie, co się stało?
Miejsce pozytywnego określenia zastąpiło negatywne i ma to znaczenie nie tylko językowe. Przecząca forma słowa bez-interesowność nie sugeruje, abyśmy w pierwszej kolejności czynili rzeczy dobre dla innych, lecz abyśmy odmawiali ich sobie – jakby ważne było nie szczęście innych, lecz nasza wstrzemięźliwość. Nie sądzę, aby to wynikało z chrześcijańskiej cnoty miłości.
Nowy Testament wiele mówi o samowyrzeczeniu, ale nigdy nie jest ono celem samym w sobie. Mamy dokonywać wyrzeczeń i brać na siebie krzyż, aby naśladować Chrystusa. I niemal każdy opis tego, co osiągniemy, tak postępując, zawiera odwołanie do jakiegoś pragnienia. Jeżeli we współczesnym umyśle czai się przekonanie, że pragnienie własnego dobra i nadzieja na osiągnięcie radości to rzeczy złe, to wyjaśniam, iż przekonanie to wywodzi się od Kanta
i stoików, a nie z wiary chrześcijańskiej.
W rzeczy samej, wziąwszy pod uwagę szczodre obietnice zawarte w Ewangelii, wygląda na to, że Chrystus Pan uważa nasze pragnienia nie za zbyt silne, lecz za zbyt słabe. Tak jak u nieświadomego dziecka, które zadowala się lepieniem babek w brudnej piaskownicy, bo nie wie, czym jest obietnica spędzenia wakacji nad morzem – nie ma w naszych sercach entuzjazmu i oszałamiamy się alkoholem, seksem oraz ambicją, chociaż mamy obietnicę osiągnięcia nieskończonej radości.
Zbyt łatwo nas zadowolić.

C. S. Lewis

niedziela, 20 maja 2012

czas modlitwy: od wniebowstąpienia do wylania Ducha

Wniebowstąpienie Jezusa miało miejsce
40 dnia po Jego zmartwychwstaniu.
Wylanie Ducha Świętego
50 dnia po zmartwychwstaniu Chrystusa.

Co robili uczniowie Jezusa przez 10 dni,
zanim wypełniło się w nich słowo Boga
„wyleję Ducha mego na wszystkie ciało? (Dz.A.2:17)

120 osób w wieczorniku przez 10 dni
"trwali jednomyślnie na modlitwie…" (Dz.A.1:14)

Po 10 dniach modlitw Bóg wylał swego Ducha.

Po czym Piotr apostoł przemówił,
może 10 minut;
na pewno niedługa była to mowa.

Kiedy skończył, ci co
„to usłyszeli, przejęli się do głębi serca:
Cóż mamy czynić bracia?”


Piotr powiedział:
„Nawróćcie się i niech każdy z was
przyjmie chrzest w imię Jezusa Chrystusa
na odpuszczenie grzechów waszych,
a otrzymacie w darze Ducha Świętego.”


Nawróciło się ok. 3 tys. osób.

10 minut kazania = 3 tys. nawróceń.
10 minut kazania = 10 dniom modlitw.

Dzisiaj proporcje się zmieniły.
Potrafimy głosić kazania, wykłady, nauczać
modląc się w ciągu dnia tyle, ile Piotrowi
wystarczyło do zasiania na stałe Chrystusa u 3 tys. osób.

Dzień wspomnienia wniebowstąpienia Chrystusa
i czasu oczekiwania na wylanie Ducha Świętego
pobudza autora tego bloga ku refleksji
nad codziennym życiem modlitewnym z Tym,
który kocha i który chce być kochany.

Pochylajmy się
przez najbliższe dni
przed Zasiadającym na Tronie
modląc się:
"Niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi
naszą relację z Tobą Ojcze i z Tobą Jezu;
Niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi
nasze rodziny, małżeństwa, przyjaźnie,
i wzajemne relacje z drugim człowiekiem;
Niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi
nasze słowa, myśli i gesty;
Niech odnowi, Duch Twój, nasze życie."

sobota, 19 maja 2012

nie byle jak

Tym razem zapraszam Was,
drodzy czytelnicy,
na refleksję w formacie mp.3.
Rozważanie traktuje nt
nie bylejakości i nie rutynie
w relacji ze Świętym Bogiem.
Zapraszam. 

środa, 16 maja 2012

wyjątkowa oferta


Drodzy czytelnicy, przyjaciele, proponuję Wam tym razem pochylenie się nad dłuższym tekstem, ukazanym w formie 8-stonicowej książeczki, traktującym o Bożej ŁASCE. Temat o kapitalnym znaczeniu dla każdego z nas z osobna. Choć pod względem objętości, raczej nie jest to tekst blogowy, zachęcam jednak do przeczytania.

Kiedy dostajemy coś za darmo, nauczeni doświadczeniem podejrzewamy zwykle, że musi kryć się za tym jakiś „haczyk”. Kiedy jednak widzimy raty 0%, oferty typu 2 w 1 albo wysokie przeceny, nierzadko ów „haczyk” łapiemy. Dopiero po czasie orientujemy się, że daliśmy się nabrać. Jeśli raty rzeczywiście są całkowicie darmowe, to cena towaru zawiera już najpewniej koszty kredytu. W przeciwnym razie sklep by zbankrutował. I tak jest z każdą promocją, przeceną. Nic za darmo. Wszystko ma swoją cenę.

Wszystko, z wyjątkiem jednej rzeczy.

Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy, wzgardziwszy ojcem, poprosił o przynależną mu część majątku i opuścił rodzinny dom. Ponieważ jednak był rozrzutny, szybko wszystko roztrwonił i zaczął cierpieć niedostatek. Nie mając pracy, nie mając co jeść, zatrudnił się do hańbiącego dla niego zajęcia przy pasaniu świń. Miał nadzieję, że pożywi się choć strąkami, którymi żywiły się świnie. Ale nawet tego nie chciano mu udzielić. „Jestem samotny, smutny i głodny. I to w świecie, w którym tak bardzo chciałem żyć” – pomyślał. Nie miał po co wracać do rodzinnego domu, skoro wzgardził ojcem i opuścił go na własne życzenie. Postanowił jednak wrócić, przyznać, że zgrzeszył przeciwko ojcu i przeciwko Bogu, i prosić, aby ten zatrudnił go w swoim gospodarstwie choćby jako najemnika. Nie wiedział, że kiedy opuścił rodzinny dom, ojciec – mimo towarzyszących mu drwin – codziennie go wypatrywał. Mijały dni, miesiące, lata, a ojciec dzień w dzień wytężał wzrok, wypatrując powrotu syna. Jak wielka była jego tęsknota i wytrwałość w oczekiwaniu! Kiedy syn powrócił, nikt nie musiał przychodzić do ojca i mówić: „Twój syn wrócił do domu”, bo ojciec był pierwszą osobą, która go zauważyła. Wracając, syn myślał o tym, co powie ojcu, jak spojrzy mu w oczy. Wracał z żalem i skruchą w sercu. Lecz ojciec, gdy go zobaczył, wzruszył się, rozpłakał ze szczęścia, wybiegł mu na spotkanie i rzucił mu się na szyję. Nie wybiegł ze słowami: „A nie mówiłem?!”. Wybiegł z sercem. Przebaczył wszystko. Niczego nie wypomniał. Okazał tylko radość z powrotu syna. Tę historię o Bogu, Ojcu, który zawsze czeka, opowiedział kiedyś Jezus (zob. Ewangelia wg św. Łukasza 15. rozdział). Podobnie jak ów syn, Ty także zawsze możesz wrócić do domu – do Boga – aby znaleźć miłość i przebaczenie.

Ta historia nie zawiera żadnych „haczyków” ani podstępów. Uderza natomiast we współczesne, skrzywione wyobrażenie o Bogu, jako kimś niedostępnym i odległym. Jezus opowiada o ojcu, który nie bacząc na powszechne drwiny i plotki, wychodzi naprzeciw swojemu dziecku. Wychodzi naprzeciw synowi, który roztrwonił połowę rodzinnego majątku! A więc to nie Boża powściągliwość blokuje przebaczenie i doznanie osobistej społeczności z Bogiem, lecz nasza. Bóg cały czas wyciąga do nas ręce. To my się odwracamy, nie On. On pochyla się nad tym, co małe, słabe, zagubione i grzeszne. Jest gotów wybaczyć wszystko. Odpowiada miłością na naszą skruchę, wyznanie grzechów i przyjście do Niego w modlitwie.

Relację z Nim uniemożliwia natomiast obojętność. Słuchajcie głosu mojego, a będę wam Bogiem, wy zaś będziecie mi narodem. Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze wiodło. Ale nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli za zatwardziałością swych przewrotnych serc; obrócili się plecami, a nie twarzą – powiedział Bóg prorokowi Jeremiaszowi, ubolewając nad obojętnością tych, do których się zwracał. Bóg w Jezusie Chrystusie ma moc przemienić Twoje życie. By tego doświadczyć, musisz jednak zwrócić się do Niego twarzą, nie plecami. Musisz powrócić do domu – do Boga. My zaś nierzadko mamy do dyspozycji mapę, drogowskazy, wyraźną drogę przed sobą, a jednak nie decydujemy się nią podążyć. Dlaczego?

Boimy się zmian. Zastanawiamy się, dokąd nas ta droga zaprowadzi. Strach paraliżuje. Każe odwlekać decyzję. Przynosi niepewność.

Być może boisz się przyjść do Boga? Może boisz się odrzucenia i ironicznych komentarzy ze strony ludzi? Być może boisz się wyrzutów i pytań ze strony Boga: „No dobrze, wróciłeś, ale dlaczego?”. Powracając do Boga-Ojca doświadczysz ciepła ojcowskich ramion i czułego zapewnienia: „Kocham cię, moje dziecko!”. Od ludzi być może doświadczysz niezrozumienia, bo podążanie za Jezusem nie jest dziś popularne. Jednak On wzywa: Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują (Ewangelia wg św. Mateusza 7,13n).

Istnieje ciasna brama! Jedyną drogą, przez którą ktokolwiek i kiedykolwiek może zostać zbawiony, pojednany z Bogiem, jest Jezus Chrystus – ciasna brama, wąska droga, jak określa Go Biblia. Tylko Jezus daje zbawienie. Może to wiesz, ale jednak coś powstrzymuje Cię przed tym, by za Nim pójść, Jemu zawierzyć, pozwolić Mu, by zamieszkał w Twoim sercu? Jezus przyznaje, że mało jest takich, którzy idą wąską drogą, razem z Nim, bo wielu wybiera drogę szeroką, drogę niezależności od Boga, życia poza Chrystusem, gdzie – nie ukrywajmy – może idzie się wygodniej, może łatwiej, może przyjemniej, ale to tylko złudzenie, bo droga ta prowadzi do zguby, do śmierci z dala od ramion czekającego na nas Ojca. A jaką drogą Ty idziesz?

Powyższe słowa Jezusa sprowokowały mnie kiedyś do refleksji na temat tego, jaką ja idę drogą. To był początek zmian; moment, w którym doświadczyłem tego, że Jezus Chrystus nie jest abstrakcją, nie jest kimś, o kim mogę tylko usłyszeć w niedzielę w kościele, ale jest kimś, kto żyje. Mogę z Nim rozmawiać, mogę z Nim dzielić się tym, co mi doskwiera i tym, co mnie cieszy. Wreszcie doświadczyłem tego, czego doświadczyli kiedyś pierwsi Jego uczniowie: Jezus daje pokój. Zabiera strach. Czyni wolnym. Daje szczęście.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale żywot wieczny miał (Ewangelia wg św. Jana 3,16).
                                   
To niepowtarzalna Boża oferta bez jakiegokolwiek „haczyka”.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, czym jest Boża łaska? Jest ona niezasłużoną przychylnością ze strony Boga. Jest Jego darem, w którym ofiarujący (Bóg) oddaje wszystko, co ma, natomiast ten, kto otrzymuje (Ty i ja), nie płaci za to nic. Łaska nie zależy od tego, co my zrobiliśmy dla Boga, lecz wyraża to, co Bóg zrobił dla nas. Łaska oznacza, że żaden popełniony przez nas błąd, nie wyklucza nas z zasięgu Bożej miłości. To zaś oznacza, że nie ma człowieka tak zbrukanego, by nie dało się go oczyścić łaską.

Jest tylko jedna rzecz, która leży po naszej stronie, kiedy mówimy o łasce. Łaskę musimy przyjąć! Trafnie to ujął brytyjski pisarz, C. S. Lewis:

„Jeśli ktoś daje mi dar, to czy uczyniłem coś, by na niego zarobić? Nie! On jest za darmo, bo to dar. Jest mój. Wszystko, co muszę zrobić to przyjąć go i otworzyć. Czy wobec tego odgrywam tu jakąś rolę? Tak, odgrywam. Cóż z tego, jeśli przyjmę piękny dar, zapakowany w lśniący papier, przewiązany wstążką i nigdy go nie otworzę, nigdy nie zabiorę go do domu lub nigdy nie użyję. Czy przyniesie mi wówczas jakąkolwiek korzyść?”

Łaska jest darem, prezentem od Boga, który trzeba przyjąćotworzyć.

Wyrazem przyjęcia daru Bożej łaski jest upamiętanie. Upamiętanie to w istocie powrót do Boga. W przypadku podobieństwa o synu marnotrawnym, upamiętanie to powrót do domu ojca.

Warunkiem upamiętania jest zobaczenie siebie takim jakim jest się naprawdę, jakim jest się w oczach wszechwidzącego Boga. Ludzi można oszukać. Po pewnym czasie oszukać można także samego siebie. Ale Boga???

Upamiętanie, to uświadomienie sobie własnego położenia przed świętym Bogiem.

On nic przed nami nie ukrywa i mówi wyraźnie:


Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej (List Pawła apostoła do Rzymian 3,24).

Zapłatą za grzech jest śmierć (List Pawła apostoła do Rzymian 6,23).

Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (List do Hebrajczyków 9,27).

Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego [Chrystusa]: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia (Ewangelia wg św. Jana 5,28n).

Ludzie dzielą się na dwie kategorie, i to nie – jak sądzi większość – na „winnych” i „niewinnych”, ale raczej na dwa różne typy winnych. Są ludzie, którzy przyznają się do swoich grzechów oraz ludzie, którzy się ich wypierają. Zdecydowanie częściej wypieramy się winy niż ją wyznajemy. Maskujemy nasze grzechy, chowamy je pod przysłowiowy dywan, łudząc się, że nie zobaczy ich Ten, który przecież widzi wszystko.

Paradoksalnie, tak popularne dzisiaj dążenie do wolności często kończy się odwrotnym skutkiem – niewolą. Przykładowo, kto upiera się przy wolności folgowania swoim emocjom, dając upust wściekłości, wkrótce stwierdza, że jest niewolnikiem złości. Podobnie ma się rzecz z pożądaniem, pazernością czy zazdrością. Dziś te rzeczy, po które sięga nastoletnia młodzież, pragnąc wyrazić swą wolność – papierosy, alkohol, narkotyki, pornografia – zniewalają ją niepostrzeżenie, acz nieuchronnie. Grzech czyni z ludzi niewolników. Dramat tego świata polega właśnie na ludzkim przekonaniu o własnej wolności, podczas gdy w istocie żyje się w celi.

Jedno tylko orzeczenie określa stan człowieka przed Bogiem: winny. Wszyscy zgrzeszyliśmy wobec Boga i wobec siebie nawzajem. Nasze winy spowodowały przepaść między nami a Bogiem. Grzech oddziela nas od Niego i sprawia, że idziemy drogą prowadzącą na sprawiedliwy sąd. A zapłatą za grzech jest śmierć.

Co zrobić, aby żyć wiecznie? My nie mogliśmy ani nie możemy zrobić nic. Dlatego Bóg wyszedł nam naprzeciw, dając nam swoją łaskę wyrażoną w Chrystusie. Jezus Chrystus umarł na krzyżu, by otworzyć nam drogę do utraconego raju. Bożym rozwiązaniem dla każdego człowieka jest krzyż Chrystusa. On zmarł na krzyżu i powstał z martwych, by zapłacić karę za nasz grzech i zbudować pomost nad przepaścią oddzielającą nas od Boga.

Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami (List Pawła apostoła do Rzymian 5,8).

Bóg zapewnił rozwiązanie, lecz my musimy podjąć decyzję.

Według Bożego Prawa ciąży nad nami konsekwencja grzechu – potępienie. Według Bożej łaski stoi przed nami Droga – Jezus Chrystus – jedyna Droga, którą możemy wejść do nadchodzącego Bożego Królestwa. Możemy, jak syn marnotrawny, żyć poza łaską Boga-Ojca, oddzieleni od Niego, sami wybierając drogę zatracenia, odrzucając wyciągniętą ku nam Bożą rękę. Możemy powrócić. Możemy przyjąć Jezusa Chrystusa do swojego życia, wyznać przed Nim własne grzechy i odwrócić się od nich. Najpierw powinniśmy zdecydowanie odwrócić się od grzechu obojętności wobec Boga – czytać Biblię i zacząć naśladować Jezusa.

Wybór należy do Ciebie. Jego brak to także decyzja – Twoja decyzja o rezygnacji z powrotu do Boga-Ojca.

Co teraz zrobisz?

Według wielu opinii, do Boga można przyjść po oczyszczeniu się z grzechów, a nie przed oczyszczeniem. Prawdą jest jednak, że bez Jezusa, nie ma oczyszczenia. Gdyby zapytano Cię na ulicy, co trzeba zrobić, żeby dostać się do nieba, pewnie odpowiedziałbyś, jak odpowiada większość: „Trzeba być dobrym człowiekiem”. To nie jest poprawna odpowiedź, bo oprócz Boga, nikt nie jest dobry. Nauczanie Jezusa podważa poprawność takiej odpowiedzi. Musimy raczej zawołać: „Jezu, pomóż mi!”. Bóg wita w domu każdego, kto chce Go przyjąć. Bóg także sam przychodzi do nas. Posłał On bowiem na ziemię swojego Syna. Jezus Chrystus nawet nie stoi i nie czeka jak ojciec w przypowieści o synu marnotrawnym. On jak pasterz idzie szukać zagubionej owcy. Więcej! On przeszedł nieskończenie dłuższą drogę: był Bogiem, a dla nas stał się człowiekiem! Przeszedł ją, by szukać i znaleźć nas, grzeszników, i dać nam zbawienie.

Jeżeli jesteś gotów słuchać Ewangelii, uniż się przed Bogiem, przyjmij Jezusa jako swojego Zbawcę, a dostaniesz to, na co nie zasłużyłeś. Zasłużyłeś bowiem na karę, a otrzymasz przebaczenie. Zasłużyłeś na gniew, a dostaniesz miłość. Zasłużyłeś na śmierć, a otrzymasz życie wieczne.

Bóg ukochał nas z uwagi na swój, a nie nasz charakter. Jeżeli pojmiesz, co On zrobił dla Ciebie, to z pewnością zapragniesz kochać Go tak, jak On ukochał Ciebie.

Skoro jest Ojciec, który na Ciebie czeka, głupotą byłaby rezygnacja z wieczności w Jego domu na rzecz przemijającego życia.


poniedziałek, 14 maja 2012

odrobina wiary

"Lepsza odrobina wiary
drogo zdobyta (...) 
niż śmierć z całym mnóstwem najlepszych wyznań wiary" 
- napisał Henry Drummond.
Trzon mojej odrobiny wiary, drogo zdobytej i zdobywanej,
znajduje w jej źródle - Jezusie.

Mate.o w Jaworznie


Dla miłośników muzyki z pogranicza rytm&bluesa, rocka i jazzu, brzmienia akustycznych gitar i poetyckiego tekstu z głębokim przesłaniem szykuje się nie zwykły koncert. W najbliższą niedzielę, 20 maja,
o godz. 18.00 w Kościele Zielonoświątkowym przy ul. Leśnej 11 w Jaworznie wystąpi Mate.O, czyli Mateusz Otremba, który będzie promował swoją nową akustyczną płytę: Mate.o Akustyczny – „Usiądź przy mnie”.

Mate.O to kompozytor, autor tekstów i wokalista w jednej osobie. Debiutował na scenie muzycznej w 1997 roku. Od tamtej pory nagrał trzy autorskie albumy: „Totalne Uwielbienie” (1997) nagrany na żywo we Wrocławiu, „Jesteś dobry dla mnie” (2002) z pogranicza muzyki soulowej i jazzowej oraz „Zapominam siebie” (2006), gdzie wspierali go Mieczysław Szcześniak i Natalia Niemen. Mate.o zagrał setki koncertów w całym kraju, na scenach małych klubów, teatrów, ośrodków kultury, kościołów, festiwali. Brał udział w największych imprezach muzyki chrześcijańskiej: m.in. Song of songs Festival w Toruniu, Slot art festiwal w Lubiążu, Festiwal Muzyki Dobrej w Warszawie, Festiwal Stróżów Poranka w Chorzowie. Koncertował również międzynarodowo, odwiedzając takie kraje jak: Stany Zjednoczone, Kanada, Niemcy, Białoruś, Ukraina, Czechy, Słowacja, Anglia, Szkocja, Węgry, Indie. Jest również znany z wieloletniej współpracy, jako wokalista i autor piosenek z zespołami: TGD oraz New life’m, z którymi nagrał w sumie 6 albumów. Współpracował z takimi artystami jak: Natalia Niemen, Marcin Pospieszalski, Joachim Mencel, Paweł Bzim Zarecki, Mieczysław Szcześniak.

Muzyki Mate.O, nie sposób przypisać do jednego nurtu muzycznego. To po prostu “piosenka autorska”, w której słychać elementy folku, rhytm&bluesa, rocka, jazzu. Piosenki z niebanalną harmonią i tekstami, znajdują swoich wielu odbiorców i wiernych fanów zarówno wśród osób młodych, jak i starszych wiekiem słuchaczy.

W niedzielę w Jaworznie usłyszymy zupełnie nowe, autorskie piosenki Mato.O z najnowszego albumy jak i te najbardziej znane i lubiane przez słuchaczy. Muzykowi będzie towarzyszył na gitarze akustycznej Tomasz Lipert, gitarzysta zespołu De Mono. Warto się wybrać!
Wstęp wolny.

piątek, 11 maja 2012

bliski Bóg upadającym

To zdumiewające, że Bóg bliższy jest grzesznikom niż "świętym" (pod słowem "święci" rozumiem tych, którzy chełpią się swą pobożnością - bowiem prawdziwie święci nigdy nie zapominają o swej grzeszności). Jak wyjaśnia to pewien mówca, "Bóg w niebie trzyma każdą osobą na sznurku. Kiedy grzeszymy, odcinamy ten sznurek. Wtedy Bóg bierze oba krańce i wiąże na supeł - tym samym przybliżając nas odrobinę do siebie. Nasze grzechy przerywają ten sznurek po wielekroć - z każdym następnym Bóg coraz bardziej przyciąga nas w swoim kierunku".
(Philip Yancey cytując Ernesta Kurtza)

Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeżeli mówimy, że nie nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki. (1J.1:9n)

środa, 9 maja 2012

refleksja przed snem

Nie możemy zbliżyć się
do Niego za sprawą
naszych własnych wysiłków
a – jedynie – przez
udostępnienie miejsca
dla Niego,
tak, by On napełnił nas
swym pokojem,
który przezwycięża świat
i mieliznę naszych lękliwych myśli.

poniedziałek, 7 maja 2012

inny świat

Jeśli odnajduję w sobie pragnienie, którego nie jest w stanie zaspokoić żadne doświadczenie w tym świecie, to najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest, że zostałem stworzony
dla innego świata. (C.S.Lewis)
Na ścieżce Twoich sądów, o Panie, oczekujemy Ciebie;
imię Twoje i pamięć o Tobie to pragnienie naszej duszy.
Dusza moja pożąda Ciebie w nocy,
duch mój poszukuje Cię w mym wnętrzu. (Izajasz 26:8n)

czwartek, 3 maja 2012

akolita

Jeśli kto chce pójść 
za Mną,
niech się zaprze 

samego siebie,
niech weźmie krzyż swój
i niech Mnie naśladuje (akolutheo)! (Mar. 8:34)


Jak mam naśladować Ciebie, mój Jezu? Sam?
Nie, nie jestem zdolny!

Grecki czasownik „akolutheo” oddany jest
przez wszystkie znane mi przekłady
Nowego Przymierza, jako „naśladować”.
Termin ten zawiera jednak w sobie pewną odległość i dystans.
Można kogoś naśladować z odległości,
a nawet przy jego nieobecności.
Apostoł Paweł mówi: „Bądźcie naśladowcami moimi”
i używa innego greckiego terminu – „mimetes”,
który konkretnie odnosi się do naśladownictwa.
Apostoł więc nie musi być przy mnie,
bym go naśladował.
Znam go z kart Biblii i naśladuję,
chociaż nie ma go przy mnie.

Z Jezusem musi być inaczej!

Czasownik „akolutheo” wyraża bliskość tego,
z kim się idzie i oznacza:
„towarzyszyć komuś” i „iść z kimś”.
Dlatego Jezus mówi, nie tyle, by Go naśladować,
co by Mu towarzyszyć,
być w bliskiej relacji z Nim.

Jeśli kto chce pójść za Mną,
niech się zaprze samego siebie,
niech weźmie krzyż swój i niech Mi TOWARZYSZY.


Jezus mówi:
„Zaprzyj się i towarzysz Mi.
Pomogę Ci nieść twój krzyż, jeżeli będziesz szedł ze Mną blisko.”

„Akolutheo”
jest podstawą etymologiczną słowa akolita
– towarzysz, sługa, osoba przebywająca w czyimś towarzystwie.
Ja chcę być akolitą Jezusa.
Przez bliskość kontaktu z Nim rozwijać się Nim,
aż się we mnie ukształtuje (Gal.4:19).
Nie znać Go tylko ze stron Biblii, znać Go osobiście!

(z książki "Prawda głodna odwagi")