czwartek, 29 listopada 2012

determinacja


Tadeusz przeszedł
głęboki udar mózgu.
Trafił do nas na odział, 
całkowicie zależny
od osób trzecich. 
Zaczynaliśmy od podstaw:
nauki siadu i pionizacji, 
prób chodu przy barierce
(z bardzo dużą
pomocą fizjoterapeuty). 
Tak to jest.
Nieraz człowiek w kwiecie wieku 
musi uczyć się chodzić,
tak jak małe dziecko.
Kiedy po intensywnym okresie
ponad dwóch miesięcy rehabilitacji
pozwoliłem Tadeuszowi iść samemu, 
bez mojej asekuracji (choć byłem obok) i bez laski, 
szedł chwiejnym krokiem, ale samodzielnie. 
Podekscytowany, patrzył na swoją żonę 
(nie ma dnia, aby nie była przy nim), 
i cieszył się, jak dziecko. 
Dumnie, jakby chciał wykrzyczeć: „Patrz! Chodzę! Sam!”

To jego sukces!

Udar mózgu go uziemił,
ale dziś Tadeusz pozostawia chorobę w tyle. 
Systematyczną, konsekwentną i rzetelną pracą, odniósł sukces. 
Wstał na nogi i chodzi!

Determinacja. 
Konsekwencja i rzetelność w dążeniu do wyznaczonego celu. 
Usilna, nieustanna praca z nadzieją,
że kolejny dzień przybliży zwycięstwo. 
Tego potrzebuje Kościół.
Tego można nauczyć się nieraz w szpitalu. 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Pochyl się nad sobą

Pochyl się nad sobą
i pochyl się w sobie 

i dowiedz się teraz od siebie 
co jest obłędem.
Obłędem jest udawać,
że jest się kimś innym niż tym, którym jest się.

Obłędem jest dawać się 

bezwładnie ponosić słowom nie słysząc ich.
Obłędem jest przymykać powieki na to, 
co skacze do oczu żeby być zobaczone.
Obłędem jest być nieprawym 
będąc prawym ciałem obdarzonym,
albowiem ciało każde jest prawe.

Obłędem jest głosić rzeczy 
przez siebie samego nie odkryte
i dlatego nieoczywiste, dlatego nieszczęsne.

Obłędem jest nie liczyć się z drugim człowiekiem.

Edward Stachura 

piątek, 23 listopada 2012

strzec życia


I wziął Pan Bóg człowieka
i osadził go
w ogrodzie Eden,
aby go uprawiał i strzegł
(1 Moj. 2:15; BW)

- ciekawy zapis
(cyt. tym razem z przekładu
Biblii Warszawskiej
z racji tego,
że wydaje mi się,
najlepiej oddaje
treść hebrajskiego zapisu).
Bóg posadził Adama w ogrodzie Eden,
aby go nie tylko uprawiał, ale również go strzegł!

Autor Księgi Rodzaju oddał to
hebrajskim terminem „szamar”, które oznacza:
„strzec”, „chronić”, „zwracać uwagę”, „pilnować”,
„bronić”, „ratować życie”, „stróżować”.

Przed czym Adam miał chronić i strzec ogrodu?

Jednym wówczas zagrożeniem dla Edenu był wąż – szatan.
Bóg dał pierwszemu człowiekowi ostrzeżenie: „Strzeż ogrodu, który ci daję”. Adam nie wypełnił tego zadania. Przysnął. Może się zagapił? Może, akurat, zajęty był czymś innym? Może zbagatelizował ostrzeżenie? Nie wiemy. Wiemy natomiast, że przez to, wąż ukąsił jadem grzechu najpierw jego żonę, Ewę, potem Adama, tak, że oboje musieli opuścić bezpieczne granice Edenu. Skutek tego widzimy do dziś.

Lekcja na dziś:
Naszym zadaniem jest „trzymać węża z dala od naszego ogrodu – ogrodu ducha i ciała”, aby nas nie ukąsił. Naszym zadaniem jest strzec życia, które przyniósł nam Chrystus, abyśmy czasami nie opuścili bezpiecznych granic Bożej łaski i miłosierdzia.

czwartek, 22 listopada 2012

pechowa 13?

Dla niektórych pechowa liczba 13,
rzeczywiście jest liczbą MIŁOŚCI

Miłość z języka hebrajskiego,
"ahawa", ma wartość liczbową 13

13 rozdział 1Listu Pawła apostoła do Koryntian
jest hymnem o miłości 

i ten 13 rozdział
zawiera 13 wersetów, gdzi
e w 13 czytamy:
"Tak więc trwają nadzieja, wiara i miłość - te trzy:
największa jednak z nich jest miłość".
Kiedy więc ktoś mówi o pechowej 13,
ja mówię o 13 jako liczbie miłości :)
Może to zainspiruje kogoś do dalszych poszukiwań :)

poniedziałek, 19 listopada 2012

wiara dzieci

Wczoraj odwiedziłem w Poznaniu, moich przyjaciół,
Iwonkę i Tomka. Parę miesięcy temu,
u ich 3-letniego synka wykryto
zaćmę dziecięcą, która polega na częściowym
(niekiedy całkowitym) zmętnieniu soczewki oka.
W związku z tym chłopczyk był operowany
w jednej z warszawskich klinik,
gdzie wszczepiono mu sztuczną soczewkę.
W oczekiwaniu na operację Nikodem zapoznał się
z innym chłopcem. Zapytany chłopczyk,
z kim przyjechał, ładnie odpowiedział, że z rodzicami.
Chcą wprowadzić w konwersację synka,
tata Nikodema, zapytał:
- "A ty Nikodemku, z kim przyjechałeś?" - oczekując
podobnej odpowiedzi, co powyższa.
Nikodem z dziecięcą prostotą odpowiedział krótko:
- "Z Panem Jeziusiem".

Śliczne.

…zamykam oczy. Widzę dzieci przyprowadzane do Jezusa.
Trzymają mamkę, za nóżkę. Wychylają główkę zza kolan niepewnie.
Cudowny jest widok zaciekawionego dziecka.
Widzę Jezusa i dzieci, które siedzą Mu na kolanach.
Widzę, dorosłych, zabierających się, by je odgonić.
Słyszę spokojne, ciepłe
ale wyraźnie i stanowczo wypowiedziane słowa:
Kto nie przyjmie królestwa Bożego, jak dziecko, 
ten nie wejdzie do niego. Do takich należy bowiem królestwo Boże.

środa, 14 listopada 2012

dziękuję Ci

Dziękuję Ci po prostu za to,
że Jesteś
za to, że nie mieścisz się
w naszej głowie,
która jest za logiczna
za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem,
które jest za nerwowe
za to, że Jesteś tak bliski
i daleki, że we wszystkim inny
za to, że jesteś już odnaleziony
i nie odnaleziony jeszcze
że uciekamy od Ciebie do Ciebie
za to, że nie czynimy niczego dla Ciebie,
ale wszystko dzięki Tobie
za to, że to
, czego pojąć nie mogę - nie jest nigdy złudzeniem
za to, że milczysz.
Tylko my - oczytani analfabeci
chlapiemy językiem

ks. Jan Twardowski

niedziela, 11 listopada 2012

ekumenizm

Dzisiaj chciałbym napisać parę zdań o moim stanowisku nt ekumenizmu, co jest tematem na który jako chrześcijanie różnie się zapatrujemy.

Kiedy organizowałem Tydzień Kultury Chrześcijańskiej w Chrzanowie o charakterze ekumenicznym, którego celem była wspólna modlitwa do Boga i wspólne pochylenie się nad Słowem Bożym, pojawiły się u niektórych dylematy. Jedni, włączyli się aktywnie do powyższego, zachowując jednak dystans i obawy, inni zdecydowali się na początek być obserwatorami, aby później określić swoje stanowisko. Niektórzy zdecydowanie określili, że nie chcą się w to włączyć, inni zdecydowanie taki tydzień potępili wskazując, że nie może mieć nic wspólnego ciemność ze światłością. Generalnie w każdej grupie denominacyjnej znajdowały się powyższe stanowiska. Szanuję każde z nich. Chcę wyrazić jednak swoje zdanie.

Na początek, tak jak z wszystkim, wszystko zależy od definicji.
Wydaje się bowiem, że mówiąc o ekumenii, często mamy różne pojęcie o tym, co ona dla nas oznacza. Próbując zdefiniować, czym ekumenia jest a czym nie jest, moim zdaniem obrosła ona w wiele fałszywych teorii. W niektórych znanych mi kręgach rozumie się ją, jako drogę do powstania jednego wielkiego Kościoła pod zwierzchnictwem papieża. Nierzadko więc, właśnie z powyższym, kojarzona jest wszelka działalność, gdzie pojawia się słowo ekumenia. Inni, radykalnie stojący w przekonaniu, że tylko oni mają rację, definiują ekumenię, jako, cytuję, „duchowe cudzołóstwo z Wielką Nierządnicą”, itp. To jest przykre, tym bardziej, jak obserwuję, jak łatwo takie opinie są wygłaszane. Przykre, bo często osądzamy i oceniamy, nie zanurzając się w serca ludzi, których tak nazywamy. Tak nieraz oceniają protestanci katolików. Tak oceniają nierzadko katolicy protestantów. Tak wreszcie nieraz oceniają protestanci protestantów. Choć tak jest i być może ktoś z nas stanie się obiektem takiego sadu, to zachęcam jednak, aby nigdy nie odpłacać pięknym za nadobne. Abyśmy nigdy nie osądzali na podstawie tego, kto do jakiego kościoła przynależy, nie zadając sobie trudu (a może przyjemności?) poznania drugiego człowieka.

Czym jest ekumenizm dla mnie?
Jest chęcią wzajemnego pochylenia się nad sobą i próbą zrozumienia się, próbą wzajemnego szacunku i wspólnego szukania woli Boga. Moje credo wiary najkrócej wyraża się w zdaniu: Jezus Chrystus jest PANEM. W mojej drodze nieudolnego naśladownictwa Jezusa, On uczy mnie swojej woli przez różnych ludzi, nie tylko przez tzw. ewangelicznych chrześcijan, ale i przez innych chrześcijan. On jest bowiem Panem wszystkich, którzy otwierają dla Niego swoje serce, niezależnie od przynależności denominacyjnej. Ekumenizm jest pozwoleniem Jezusowi, aby mógł nas czegoś nauczyć przez swoje dzieci spoza naszej kongregacji. Jeżeli natomiast założymy, że tylko my (nasza kongregacja) z definicji mamy rację - to niestety nie będziemy mieli ze sobą, o czym rozmawiać i czego się od siebie uczyć (Tak jest łatwiej żyć, ale wybranie takiego modelu życia było przyczyną nieporozumień pomiędzy Mesjaszem a uczonymi w Piśmie około 2 tysiące lat temu, co warto spokojnie przemyśleć). Wówczas nasz brak pokory schowany pod płaszczykiem tzw. "biblijnego chrześcijaństwa" będzie owocował poczuciem wyższości i pogardą. Ja zaś chciałbym zachęcić, że może zamiast wszystko „wiedzieć”, spróbować poznać i szanować naszych bliźnich, którzy nie podzielają naszych prawowitych doktryn. Wówczas, być może i wreszcie, przestaniemy decydować o tym, kto na pewno jest Jego, a komu tylko tak się wydaje. Wówczas zamiast butnego „wiem” będziemy mogli, w pokorze powiedzieć: „Zna Pan tych, którzy są Jego”. TYLKO On wie! Nam może się jedynie wydawać. Dlatego przestrzega Jezus: „Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów”, bo sąd na podstawie pozorów, tego, co nam się wydaje, a co niekonieczne jest prawdziwe, jest bardzo niebezpieczny, rodzi fanatyzm. Kiedyś prowadziło to do rozpalania stosów ognia dla heretyków, których my dziś uznajmy świętymi. Dziś może prowadzić do rozpalenia stosów w naszym sercu. Pozostawmy więc sąd Panu, posłuchając rady apostoła: „Kimże ty jesteś, że osądzasz cudzego sługę?”. Wolę 1000 razy pomylić się w miłosierdziu, aniżeli raz kogoś niesprawiedliwie osądzić. Wolę być tym, kto rozrzutnie kocha, aniżeli być tym, który wzgardzi kimś, kogo Bóg usynowił. Wybieram miłość zamiast sąd. Chcę, aby poprzez miłość właśnie, ktoś mógł rozpoznać we mnie ucznia Chrystusa.

Na koniec, coś co jest w moim sercu.
Pragnę jedności. Tęsknię za tym, po co na ziemię przyszedł Chrystus: „…aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi!" Nie zaniechując swojej tożsamości ani swoich przekonań pragnę jedności, która wyraża się w Duchu i wzajemnym szukaniu woli Bożej, Jego dróg i Jego myśli. Tęsknię do jedności, która zabierze z nas wzajemne oskarżenia, sądy, niechęć, pogardę a zastąpi je szacunkiem, pokorą i wzajemną miłością, po której świat rozpozna, że nosimy coś w naszym sercu co nie jest z tego świata.

Z wyrazem szacunku dla wszystkich, którzy mają odmienne stanowisko.

sobota, 10 listopada 2012

ostatnie słowo należy do Boga

Jutro szczególny dzień modlitwy za dotkniętych terroryzmem islamskim czy komunistycznym aparatem bezpieczeństwa czy demoniczną nienawiścią człowieka do człowieka. Dzień modlitwy za prześladowany kościół. Chcę dziękować Bogu, że w glebie tego świata, pogrążonego w chaosie, pełnego przemocy i panoszącego się zła, może rozwijać się ponad tym wszystkim Jego Kościół. Chcę dziękować Bogu, że możemy wypatrywać dnia wyzwolenia. Chce dziękować Bogu, że ostatnie słowo nie należy do reżimów totalitarnych czy to jakiś, lepszych czy gorszych religii, ale należy do Boga, który "tak umiłował świat, że Syna swojego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne". Za to chcę dziękować Bogu!

piątek, 9 listopada 2012

Międzynarodowy Dzień Modlitwy za Prześladowany Kościół


Istnieją kraje, w których za wiarę w Chrystusa
płaci się cenę prześladowań
– utraty pracy, wykluczenia ze społeczeństwa,
bólu, cierpienia, tortur, wiezienia, nieraz nawet śmierci.
O tym dzisiejsze media milczą.
W Arabii Saudyjskiej za samo wspomnienie o Biblii
można dostać kilkaset batów i kilka lat więzienia.
W komunistycznej Korei Północnej wyznawanie 
chrześcijaństwa karane jest śmiercią.
Tam państwo narzuciło religię, którą jest czczenie przywódcy.
Jeśli tego nie robisz, jesteś zdrajcą i trafiasz do więzienia.
Egzekucja grozi nawet za posiadanie Biblii.

Statystycznie, co 3 minuty ginie chrześcijanin.


Paradoksalnie jednak to właśnie w takich krajach
obserwuje się największy rozwój chrześcijaństwa.
Ktoś zapyta, skąd w tych ludziach taka determinacja?
Czemu nie powiedzą: „Nie wierzę w Jezusa”?
Przecież, to jedno zdanie, spowodowałoby,
że prześladowania miną.
Prześladowany Paweł apostoł napisał:

Zewsząd cierpienia znosimy, 
lecz nie poddajemy się zwątpieniu;
żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy;
znosimy prześladowania, 
lecz nie czujemy się osamotnieni,
obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy.
Nosimy nieustannie w ciele naszym śmierć Jezusa,
aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele.
Nie można powiedzieć, że się w kogoś nie wierzy,
kiedy kogoś się spotkało, poznało i pokochało.
Kiedy Ten ktoś wpierw nas pokochał i oddała za nas swoje życie.
Tu tkwi tajemnica chrześcijaństwa: Intymna relacja z Chrystusem,
która zwycięża wszystko. 
 
Najbliższa niedziela, 11 listopada, jest
Międzynarodowym Dniem Modlitwy Za Prześladowany Kościół.
Ten dzień jest zachętą, do tego, abyśmy społecznie, w jedności,
jako Kościół, stanęli w modlitwie za naszymi siostrami i braćmi. 

 
To jest właśnie to, co jako cały Kościół, możemy zrobić wspólnie:
modlić się do Tego, który jest i który nadchodzi. 

Marana tha!

wtorek, 6 listopada 2012

Kunszt chrześcijańskiego życia


Jako chrześcijanie rozmyślamy nad sprawami wielkimi, pociągają nas czyjeś świadectwa, osiągnięcia, tęsknimy za duchowymi przeżyciami, za szczególnymi interwencjami Boga w naszym życiu, za wielkimi ewangelizacjami, za poprawnością poznania najskrytszych prawd biblijnych.

To nas pociąga.

Ale czy pociąga nas codzienne życie, a w nim staranie się o to, aby nie być przykrym dla otoczenia z naszymi wadami i słabościami. Na nic wielkie idee i słowa – czasami bohaterstwem i rzeczą wielką jest zamilknięcie, brak „celnego” skomentowanie tego, co się dzieje obok. Czasami cnotą jest uciszyć swoją nadgorliwość krytycznej riposty wszystkiego tego, co nie jest wg naszych subiektywnych wyobrażeń. Czasami wielkością jest pohamowanie się w nieuprzejmym recenzowaniu cudzych poglądów.

Owszem, niekiedy życie wymaga stanowczej reakcji na zło, niekiedy konstruktywnej uwagi, czy krzepiącego napomnienia.

Reasumując jednak, potrzeba nam mądrości, by uważnie dobierać słowa i przemyśliwać nasze reakcje i zachowania; by uczyć się, że nierzadko lepiej jest po prostu nie zabierać głosu, kiedy nie ma się nic sensownego do powiedzenia aniżeli fundować zgorzkniałe uwagi; by uczyć się, że zamiast pouczać, lepiej inspirować, zamiast nakazywać, lepiej wskazywać; by uczyć się, że nie warto pochopnie i publicznie zbyt histerycznie reagować na rzeczy, z którymi się nie zgadzamy, lepiej jest się zamyślić i spróbować odnaleźć „drugie dno”, które można łatwo przeoczyć; by uczyć się kunsztu chrześcijańskiego codziennego życia.

Na koniec warto pochylać się nad mądrością Biblii. Mędrzec Salomona poczynił taką obserwację: „Cierpliwy jest bogaty
w rozwagę, a porywczy ujawnia głupotę” (Przy. 14,29)  
Niechby nasza porywczość w wydawaniu „słusznych”
ocen i komentarzy nigdy nie ujawniła powyższego. 

niedziela, 4 listopada 2012

większość nie zawsze ma rację

Większość
nie zawsze ma rację.


Przykład: 
Bóg wyprowadzając swój
ukochany lud Izrael,
wyprowadza go
przemawiając do jednostki. 
Na pustyni, kiedy lud występował 
większością głosów przeciwko Mojżeszowi, 
Bóg również stawał po stronie jednostki, tj. Mojżesza.
Podobnie było ze wszystkimi prorokami i apostołami. 
Przeglądając Biblię można stwierdzić, 
że stosunkowo częściej Bóg przemawiał 
przez mniejszość niż przez większość.

To, ciekawa obserwacja w perspektywie naszego „tu i teraz”.
Nie ma co pochopnie stawać na większość, 
nie pochylając się dokładnie nad pojedynczym głosem 
być może opozycji czy innowacyjności. 
Tym bardziej, pamiętając o tzw. psychologii tłumu.

czwartek, 1 listopada 2012

Refleksja na Wszystkich Świętych

Czy zdarzają Ci się
takie sytuacje?

Stoisz w sklepie z zakupami,
w którym są dwie czynne kasy
i do każdej z nich jest
nie mała kolejka.
Co robisz nim wypakujesz zakupy na ladę?
Czy nie liczysz szybko ilość osób w każdej kolejce
i mnożysz przez ilość artykułów w wózku,
by po szybkiej analizie podejść do kolejki,
w której zdaje Ci się, najszybciej zapłacisz za zakupy?
A kiedy masz już zakupy w reklamówce,
to czy nie rzucasz jeszcze szybko okiem na osobę,
która byłaby Tobą w tej drugiej kolejce,
by ocenić, czy dokonałeś dobrego wyboru
i wyszedłeś szybciej niż ona.
Czy zdarza ci się tak?


Żyjemy w pośpiechu!
Dużo biegamy, mamy dużo spraw do załatwienia,
dużo pracy, zmartwień, obowiązków!
To sprawia, że nawet w takich miejscach jak sklep,
myślimy kategoriami: „aby szybciej!”
Mamy poczucie, że ciągle brakuje nam czasu,
stąd musimy żyć szybciej!
Dlatego wypracowaliśmy już takie zdolności,
że potrafimy jednocześnie jeść, czytać gazetę,
jeżeli trzeba, rozmawiać przez telefon
i rzucać jeszcze okiem na telewizor!
Nie wiem jak Ty, ale ja tak potrafię.

Brakuje nam zatrzymania się.
Grawitacja codzienności sprawia, że ciężko o chwilę postoju,  
by odpocząć, zrelaksować się i być może,
pomyśleć też o rzeczach ważnych.
Jaki jest cel i sens mojego życia?
Co jest w życiu naprawdę ważne?
Kim oraz jakim jestem człowiekiem?
Dokąd zmierzam?

Dzisiaj jest Dzień Wszystkich Świętych.
Dzień, który zmusza nas do zatrzymania się
(też tego najważniejszego – w naszym środku)
i do refleksji nad sednem, celem i końcem życia?
Dzień, który prowokuje do refleksji
nad sprawami ostatecznymi i najważniejszymi.
Dokąd zmierzam?
Dokąd idę?
Czy jestem gotów spotkać się z Bogiem?
Dzisiejszy dzień przypomina,
że – czy wierzysz w to, czy nie – kiedyś to nastanie. 


Zachęcam do przeczytania w kontekście dzisiejszego święta, 
tekstu z poniższego linku: