piątek, 8 marca 2013

pozostalym pod Broad Peak

Tu pokonujesz mnie. Uczysz co to oznacza praca nad samym sobą. Tu zabieram to, co niezbędne by przetrwać; łachmany, które ciążyć mogą zostawiam na dole. Lubię tą procedurę: „co wziąć, czego nie brać?” Przemyślane sortowanie rzeczy, które konieczne. Z życiem jest podobnie. Z początku wszystko wydaje się ważne
i konieczne. Z biegiem czasu najważniejszym staje się to, co stanowi „skarb w niebie.” Tu uczysz rzeczy małych – kromki chleba
i herbaty. Tu nabiera smaku modlitwa „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, i wiem, że wody żywej mi trzeba.
Tu słowo „dziękuję” przenika duszę i trzewia. Tu mówisz o niezmienności swojego istnienia. A kiedy zawisam na linie przytulony do oblodzonych skał Kuluaru Kurtyki – pokazujesz, że życie jest łaską, a ja zawieszony jestem na tej linie, dzięki której żyję. Tu uświadamiasz, że w tym dziwnym świecie sensacji, pozorności i „ubieranych masek” istnieją elementy i wartości stałe i niewzruszone, jak Ty, który jesteś Skałą. Kiedy staję na Zamarłej Turni widzę przestrzeń – rozległą, otwartą, tchnącą poczuciem wolności. „Ku wolności wyswobodził cię Chrystus” – mówisz do mnie. Nie przestawaj. Mów ciągle. Ja idę do Ciebie.
/Napisałem kiedyś, wracając z zimowej wspinaczki na Kuluar Kurtyki. To moja rozbudowana odpowiedź,
po co zapuszczam się w góry/
Wklejam, z myślą i szacunkiem do naszych himalaistów, którzy zostali wysoko, pod szczytem Broad Peak.