piątek, 18 lipca 2014

96 rocznica urodzin Nelsona Mandeli

Dziś rocznica urodzin Nelsona Mandeli, byłego prezydenta RPA, który przed objęciem funkcji przesiedział w więzieniu 27 lat za rzekome akty terroryzmu i zdradę państwa. Życie Nelsona Mandeli daje nam doskonałą lekcję łaski, która demontuje szaleńczą nienawiść i chęć „sprawiedliwej” zemsty. Kiedy bowiem polityczne role uległy odwróceniu, ustąpiła władza apartheidu i Mandela miał nieograniczone możliwości odwetu, powiedział wówczas, że RPA „potrzebuje bardziej uleczenia niż sprawiedliwości”. Wybrał przebaczenie, zamiast odwetu. Nie zatrzymał się na idei słowa, ale wszedł w konkretny czyn. W kraj, który dowiadywał się o popełnionych w nim bestialstwach wyrządzonych przez ludzi apartheidu, Mandela wprowadził zasadę, że każdy biały policjant czy dowódca armii, jeżeli przyzna się do popełnionej zbrodni i w pełni uzna swoją winę, nie będzie za ów zbrodnię sądzony i karany. W ten sposób łaska, którą Mandela zaprosił do kraju, zatrzymała rozpędzające się, obłędne koło nienawiści. Nienawiść została wchłonięta przez samych pokrzywdzonych w miejscu, gdzie miała doskonałe warunki, aby rozszaleć się z podwójną siłą, jak pożar w lesie.

W jednej z książek przeczytałem o takim wydarzeniu, sprowokowanym dla wielu bulwersującą decyzją Mandeli: „Podczas jednego z przesłuchań policjant o nazwisku van de Broek zeznawał, jak wraz z innymi oficerami zastrzelili 18-letniego chłopca, a w celu zniszczenia dowodów spalili jego ciało, czyniąc to tak, jak gdyby piekli mięso na ognisku. Osiem lat później van de Broek powrócił do tego samego domu i aresztował ojca chłopca. Zmusili jego żonę, by patrzyła, jak związują jej męża, rzucają na stos drewna, oblewają benzyną i podpalają. Na sali sądowej zapanowała cisza. Teraz miała przemówić żona zamordowanego, starsza już kobieta. „Tak więc, czego domaga się pani od oskarżonego?” – zapytał sędzia. Kobieta odpowiedziała, że pragnie, aby van de Broek udał się na miejsce, gdzie spalono ciało jej męża, i zebrał stamtąd prochy, by mogła właściwie go pogrzebać. Z opuszczoną głową, policjant przytaknął na znak zgody. A później dodała: „Pan van de Broek zabrał mi całą moja rodzinę, a ja mam jeszcze wiele miłości do rozdania. Chciałabym, aby 2 razy w miesiącu przychodził do getta i spędzał ze mną cały dzień, tak żebym mogła być dla niego matką. I chcę, aby pan van de Broek wiedział, że Bóg mu przebaczył i że ja także mu przebaczam. Chciałabym go objąć, aby wiedział, że moje przebaczenie jest prawdziwe”. Gdy starsza kobieta podchodziła do miejsca dla świadka, niektórzy z obecnych na sali sądowej spontanicznie zaintonowali pieśń „Cudowna Boża łaska”, ale van de Broek nie wysłuchał jej do końca. Zdruzgotany, z wrażenia stracił przytomność”.

Łaska demontuje najdramatyczniejszą przeszłość. Otwiera nową przyszłość. Jest dla nas niezrozumiała, skandaliczna, bulwersująca, choć to dzięki niej żyjemy. Kiedy ją spotykamy, przyjmujemy i pozwalamy, aby niosła się przez nas dalej, dzieją się cuda. „Jak w niebie” staje się i na ziemi. Tam, wówczas, w RPA. Tu, dzisiaj, w naszym tu i teraz. Dziś wspominając narodziny i śmierć Nelsona Mandeli, dziękuję Bogu za ludzi, przez których wkracza Jego łaska na ziemię.

Nelson Mandela obchodziłby dzisiaj 96 urodziny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz